Gdy w moje ręce trafiły słuchawki Lioncast LX20 oraz mysz LM20 nie wierzyłem, że urządzenia będa prezentowały nawet choć trochę zadowalającą jakość. No bo jakim cudem sprzęt, którego wartość oscyluje w okolicach stu złotych (oczywiście za jedną rzecz) może nadawać się do… czegokolwiek. Ponadto urządzenia są tworzone z myślą o graczach, a taka informacja zazwyczaj zwiastuje sporo droższy wydatek. Jak zatem oba te urządzenia sprawują się po kilku dniach testów?

W dużym skrócie – wciąż nie wierzę co otrzymujemy za tak małe pieniądze.

Nasza ostatnia recenzja słuchawek Hiro Gamma (które trafiły również do mnie, aby sprawdzić czy to może coś z sprzętem Jakuba jest nie tak) sprawiła, że straciłem wiarę w jakość tak niskobudżetowych modeli. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że Lioncast LX20 gra na zadowalającym poziomie. Wiadomo, są słuchawki, które oferują o wiele lepszy dźwięk, ale on nie kosztują około 100 złotych. Gdybym miał określić jak one brzmią byłoby to coś zdecydowanie lepszego niż niejedne drogie słuchawki dokanałowe czy inne AirPodsy. Podczas grania nie miałem żadnych problemów z lokalizowaniem wrogów, a i jakość dźwięku podczas odtwarzania muzyki nie była najgorsza. Pamiętajcie jednak, że nie uświadczycie tutaj potężnych bassów, a bardziej coś starającego się je niezgorsza imitować.

Słuchawki Lioncast LX20 podłączymy za pomocą jednego kabla do komputera czy konsoli, a po podpięciu dodatkowej przedłużki uzyskamy rozgałęzienie na mikrofon i słuchawki. Mikrofon? Tak, sprzęt oferuje również możliwość podłączenia giętkiego pałąku z mikrofonem, na którego jakość nie narzekał żaden z innych graczy. Całością możemy dodatkowo sterować za pomocą przełącznika wyciszającego mikrofon oraz kontrolującego głośność. Spodziewałem się, że całość zostanie zamknięta w strasznie plastikowej, śmierdzącej chińszczyzną obudowie. Cóż, plastik jest, ale nie wygląda on źle. Nie ma się tutaj wrażenia, że urządzenie zaraz rozleci się nam w rękach. Słuchawki dobrze leżą na głowie pozwalając na delikatną regulację. Coś, co jednak można by rozwiązać lepiej to poduszki otaczające nasze uszy – mogłyby być bardziej przewiewne, ponieważ w cieplejsze dni uszy mogą się spocić.

Mysz Lioncast LM20 – jak ona dobrze leży w dłoni!

Producent chwali się długimi pracami nad jej odpowiednim wyprofilowaniem i to rzeczywiście czuć. Do tego gracze skorzystają z 12 przycisków, które możemy sobie skonfigurować według naszych upodobań. Standardowe ustawienia w myszce są za to przystosowane do tradycyjnej pracy przy komputerze. Możemy sprawniej pracować dzięki skrótom umożliwiającym przerzucanie stron do przodu i w wstecz oraz korzystać z skrótów odpowiadającym przyciskom Ctrl, Alt, Delete. Gdy chcemy wejść do gry, wystarczy, że uruchomimy jeden z pozostałych pięciu profili i rozpoczniemy pogrom innych. Przycisk umożliwiający oddanie dwóch strzałów na raz, mnogość konfiguracji dpi i innych szczegółowych ustawień sprawia, że w konfiguratorze spędzimy mnóstwo czasu, ale za to uzyskamy o wiele lepsze wyniki w grach. Na koniec pozostanie nam wybranie koloru, który będzie prezentować nasza myszka i można ruszać do akcji.

Samo wykonanie myszki to również wysoka klasa.

Plastikowe elementy nie trzeszczą oraz nie straszą taniością, a guma umożliwia pewniejszy chwyt. Kabel opleciony jest materiałem zwiększającym jego wytrzymałość i wygląda po prostu dobrze. Do tego jest dość długi. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić jest głośność. Podczas gry może i nie będzie nam przeszkadzać głośne KLIK, KLIK, ale już podczas pracy może delikatnie zirytować, szczególnie, że mój poprzedni model myszki to typowy sprzęt biurowy o bardzo cichym działaniu. Powoli się jednak przyzwyczajam, a cena na poziomie około 100 złotych łagodzi małego nerwa i sprawia, że zaczynam się zastanawiać jak oni upchnęli tyle dobra za tak małe pieniądze.

Podobne posty