11 bit studios nie zwalnia swojego wydawniczego tempa. Tym razem pod skrzydłami warszawskiej firmy debiutuje pierwsza produkcja niezależnego hiszpańskiego studia Digital Sun Games. Moonlighter, bo o nim mowa, kilka miesięcy temu zwrócił moją uwagę miedzy innymi dzięki pięknie prezentującej się oprawie graficznej. Zdecydowanie nie mogłem się doczekać, aż gra trafi na dysk mojego laptopa. Teraz, po ponad 20 godzinach gry, mogę z wielką przyjemnością podzielić się swoimi wrażeniami.

Witamy w Rynoka!

Trafisz do małego, kupieckiego miasteczka Rynoka, które otoczone jest pięcioma lochami. Masz na imię Will, a twoją największą ambicją, zaraz bo byciu świetnym sprzedawcą, jest zostanie prawdziwym bohaterem. Praca w miasteczku jest ciężka, ale nie poddajesz się – pod osłoną nocy, zaraz po zamknięciu swojego sklepiku zamieniasz się ze sprzedawcy w łowcę skarbów i zabójcę potworów przeczesując kolejne poziomy lochów. Czeka na ciebie tajemnica do rozwiązania, która kryje się za drzwiami piątego, ostatniego lochu. Aby je otworzyć i na zawsze wpisać się w historię miasteczka musisz jednak zdobyć cztery klucze, które znajdziesz w każdym z poprzednich podziemi. Zdobyte podczas przygód przedmioty spieniężasz – w miasteczku wszystko ma swoją cenę, a dzięki sprawnemu prowadzeniu interesu stać cię na inwestycję w siebie, między innymi poprzez zakup potężniejszego ekwipunku i rozbudowę sklepu.

Sprawne prowadzenie interesu to podstawa

Lochy

Na łowców przygód zamieszkujących Rynokę czekają cztery biomy, oraz piąty, ten najbardziej tajemniczy. O nim jednak wspominał nie będę, aby nie psuć wam zabawy – niech pozostanie dla was tajemnicą, tak samo jak dla naszego protagonisty. Zanim jednak do niego dotrzecie, czeka was masa przygód w pozostałych, czterech lochach: golema, leśnym, pustynnym oraz technologicznym. Każdy z nich podzielony jest na cztery poziomy różniące się poziomem trudności oraz przedmiotami jakie możemy znaleźć w rozrzuconych po nich skrzyniach lub wypadającymi z zabitych, unikalnych dla każdego lochu potworów.

Piąty, ostatni loch, to największa tajemnica miasteczka

Na czwartym, ostatnim poziomie czeka boss, po pokonaniu którego otrzymujemy jeden z czterech kluczy potrzebnych do otwarcia ostatnich drzwi. I już od samego początku rozgrywki musisz się przygotować, że do lochów będziesz wracał często. Bardzo często. Słaby początkowy ekwipunek wymaga doskonałego przewidywania tego, co może kryć się za kolejnymi drzwiami danego biomu. Śmierć może przyjść znienacka a strata zdobytych w związku z nią przedmiotów jest bardzo bolesna – czasem lepiej odpuścić i teleportować się do miasta z pełnym ekwipunkiem który możemy spieniężyć i przeznaczyć na rozbudowę swojego oręża.

Przy okazji zatrzymajmy się na chwilę przy wspomnianej teleportacji. Otrzymujemy dwa sposoby „ucieczki” do miasteczka. I jak wszystko w mieście, ta też kosztuje nasze ciężko zarobione złoto. Pierwszy, podstawowy i najtańszy sposób sprawia, że nie możemy wrócić na poziom z którego się teleportowaliśmy – po powrocie do biomu w tym wypadku rozpoczynamy jego zwiedzanie od samego początku. Drugi, droższy, ale i dający nadzieję na szybsze rozprawienie się z bossem pozostawia w miasteczku otwarty portal, dzięki któremu wracamy do miejsca z którego uciekliśmy.

Na końcu każdego biomu czeka na nas potężny boss.

Czy to wszystko brzmi jak żmudny, nudny grind? Nigdy w życiu. Losowo generowane lochy, oraz tak samo losowy loot sprawiają, że chce się do nich wracać. Podczas rozgrywki w danych lochu potrafiłem wracać do miasta (lub, zdecydowanie częściej, ginąć) dziesiątki razy. Za każdym razem kontynuowałem zabawę w podziemiach z jeszcze większą motywacją, i większą ilością mikstur energetycznych zakupionych w miasteczku.

Życie w Rynoka

Will żyje nie tylko samymi przygodami. W ciągu dnia jest zwykłym sprzedawcą, który próbuje jak najlepiej prowadzić swój interes. Ten jest bardzo ważny w perspektywie całej rozgrywki – sprzedając mieszkańcom miasta zdobyte przedmioty możemy zarobić fortunę. Niestety, aby zapewnić sobie odpowiednie środki do przeżycia w lochach, ta fortuna będzie bardzo potrzebna – w mieście nie tylko my mamy ochotę dobrze zarobić.

W swoim sklepie spędzamy większość czasu. Na początku dla każdego wystawionego na sprzedaż towaru musimy ustalić własną cenę. W przypadku nowych przedmiotów nie pozostaje nam nic innego, jak zdanie się na własną intuicję – tę zweryfikują klienci wybierający się na zakupy. Przybysze sugerują nam czy przedmiot który właśnie oglądają jest wyceniony prawidłowo wyskakującymi nad ich głowami małymi dymkami. Zbyt duże ceny zezłoszczą klientów – wtedy możemy zareagować obniżając odpowiednio kwotę za którą chcemy oddać dany przedmiot. Ważne jest także dbanie o bezpieczeństwo wystawionego towaru – nie każdy z klientów odwiedzających nasz sklep będzie uczciwy – znajdą też się złodzieje, ale myślę że nie będziecie mieć problemu z ich rozpoznaniem :). Reakcje klientów na ceny Will zapisuje w swoim dzienniku do którego zawsze możemy wrócić i sprawdzić zadowolenie odwiedzających sklep.

Dziennik sprzedaży to najważniejsze narzędzie dobrego handlowca.

Kiedy zarobimy już pierwsze pieniądze, warto zdecydować co z nimi zrobimy. A sposobów na ich wydanie jest mnóstwo. Na początek warto odwiedzić kowala, u którego możemy ulepszyć posiadany ekwipunek, czy zakupić nowe oręże. Aby nie było za łatwo, kowal nie przyjmuje tylko złota – do stworzenia i ulepszania elementów wyposażenia potrzebujemy także przedmiotów zdobytych w lochach. Dobrze jest więc go odwiedzić i sprawdzić, czego nie warto sprzedawać w swoim sklepie.

Przedmioty tworzone w kuźni mają swoją wartość.

Kolejnym miejscem wartym odwiedzenia jest sklepik z miksturami. Tam, oprócz zakupu „napojów wspomagających” nasze zdrowie, otrzymujemy możliwość zaklinania, które umożliwia zwiększanie statystyk posiadanych już przedmiotów.

Miasteczko prezentuje się prześlicznie.

Odwiedzając rynek trafiamy na tablicę ogłoszeń. Dzięki niej (oraz oczywiście dzięki zasobności naszego portfela) możemy sprowadzić do Rynoki kolejne osoby otwierające swoje biznesy – bankiera, sprzedawcę oraz domokrążcę. Wspomniana tablica umożliwia także rozbudowę sklepiku Willa – między innymi zakup nowej kasy, zwiększenie przestrzeni dla wystawianych na sprzedaż towarów czy rozbudowę powierzchni magazynowej. Każde ulepszenie, oprócz aspektów wizualnych, zwiększa procentowo dochody naszego sklepu lub, tak jak w przypadku lepszego łóżka, poprawia statystyki Willa.

Będąc przy statystykach, warto wspomnieć że w grze nie uświadczymy żadnych drzewek umiejętności. Swoją siłę, odporność, szybkość czy punkty życia Will zdobywa poprzez ulepszanie posiadanego oręża u kowala czy zaklinając je u wiedźmy. Jest to dla mnie ogromny plus – wszak nie jest to klasyczna gra RPG i zamiast spędzać kolejne minuty na przeczesywaniu drzewek umiejętności oraz sprawdzaniu, który skill będzie najbardziej przydatny, możemy skupić się na eksploracji lochów i poznawaniu uniwersum Moonlightera – opowiedziana historia to największy plus gry.

Technicznie

Moonligter jest piękny. Nie tylko pod względem świetnie prezentującej się, tak bardzo ostatnio modnej pixelartowej grafiki, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Oprawa dźwiękowa, w szczególności muzyka, robi fenomenalną robotę i idealnie oddaje klimat małego kupieckiego miasteczka. Mam ogromną nadzieję, że prędzej czy później w sklepie Steam pojawi się możliwość zakupienia soundtracku.

Aby czerpać z rozgrywki jak najwięcej przyjemności, deweloperzy zalecają grę na padzie – podpisuję się pod tym obiema rękami. Oczywiście na klawiaturze też da się grać, jednak dla osoby takiej jak ja, czyli grającej do tej pory tylko i wyłącznie na konsoli, pad to wymagane minimum do komfortowej gry. Chciałbym tutaj także pochwalić świetną optymalizację tytułu – gra działa płynnie na moim leciwym już laptopie z 4GB pamięci RAM i zintegrowaną grafiką. Nie zdarzyło się, aby FPSy spadły poniżej 50 – więc osoby posiadające słabsze komputery mogą spokojnie zainteresować się tym tytułem.

Moonlighter oczywiście nie ustrzegł się drobnych błędów jakie możemy dosyć często spotkać w nowych produkcjach. I mówię tutaj o naprawdę drobnych bugach – gra nie cierpi na szczęście na „problemy wieku dziecięcego” tak często spotykane w pierwszych produkcjach mniejszych zespołów. Problemy tutaj są na tyle mało istotne, że nie mają wpływu na całość rozgrywki. W ciągu 20 godzin gry wyrzucony do pulpitu zostałem dwa razy. Zdarzało się również, iż gdzieś w lochu zaklinował się jakiś przedmiot i nie mogłem go podnieść.

Podsumowanie

Podziwiam uzdolnionych deweloperów z Digital Sun Games – doprowadzenie gry na premierę do takiej perfekcji to nie lada wyczyn. Zapewne tutaj również swój udział ma zespół QA 11 bit studios – ogromnie cieszę się, że Hiszpanie otrzymali wsparcie akurat od polskiej, mocno doświadczonej w gamedevie ekipy.

Nie pozostaje mi nic innego jak z czystym sumieniem polecić Moonlightera – mimo, że nie wnosi za bardzo nic nowego do gier, w których oprócz eksploracji lochów trudzimy się sprzedażą (wszak w 2007 roku dostaliśmy już świetnie oceniany Recettear: An Item Shop’s Tale), to perfekcja z jaką został wykonany zasługuje na uznanie.

Gra zadebiutuje 29.05.2018 na platformach Steam, XboxOne oraz PS4 – oczywiście w polskiej wersji językowej. Posiadacze konsoli Switch też nie będą zawiedzeni – premiera planowana jest na ten rok.

Moonlighter - recenzja (PC)
plusy
  • oprawa audio-wideo
  • świetna przygoda
  • przyjemny grind
minusy
  • drobne błędy, nie wpływające znacząco na rozgrywkę
9ocena

Podobne posty