W zeszłą niedzielę (28.05) miałem okazję odwiedzić Pixel Heaven po raz pierwszy. Mimo trudności ze znalezieniem wejścia na targi i stosunkowo krótkiego czasu spędzonego na imprezie — było super! To już piąta edycja tego festiwalu i tak jak rok temu odbyła się w hali miejskich zakładów autobusowych. Dzięki temu wszyscy spokojnie się zmieścili, a goły beton dobrze współgrał z surowym, kanciastym designem starych konsol, których było całe krocie.

Wszystkie popularne sprzęty od Atari, Segi czy Nintendo i wiele innych małych i dużych konsol, zachowanych przed zapomnieniem, bawiących kolejne pokolenia. A nie rzucam tu tych słów na wiatr — co i rusz spotkać można było całe rodziny z dziećmi, którym wcale nie brakowało atrakcji.

Poza samymi grami, starymi i nowymi, najmłodsi uczestnicy mieli dostęp do wystawy klocków Lego (Gwiezdne Wojny! Pałac Kultury!) czy wiecznie obleganych flipperów. Z kolei te starsze (i dużo, dużo starsze; )) dzieci mogły powspominać lepsze czasy i posłuchać o tym, jak działał ówczesny przemysł gier komputerowych. Nostalgią też powiało, gdy na scenie pojawili się redaktorzy dawnego Secret Service, dziś wydający czasopismo PIXEL, będące zresztą patronem targów.

Całe szczęście Pixel Heaven to nie tylko oglądanie się w przeszłość, obecnych było wielu wystawców gotowych zainteresować nas czymś nowym. Spośród wszystkich gier dwie zdecydowanie uchwyciły moją uwagę i nie chciały puścić: NIGHTWOLF, samochodowa strzelanka wypełniona akcją w klimatach lat ’80 oraz APOCALIPSIS, przygodówka point&click, o której możecie więcej przeczytać tu, ale mnie kupiła przede wszystkim piękną, rysowaną grafiką.

Ucieszyłem się też ze stoiska firmy QLOC, gdzie można było sprawdzić, czy jesteśmy wystarczająco spostrzegawczy, by pracować jako tester. Naszym zadaniem było wyłapać jak najwięcej błędów w instrukcji gry, a były tam literówki, powtórzenia, zapożyczenia („inwentarz” zamiast ekwipunku), rzeczy pozamieniane miejscami itp. Za odpowiedni wynik można było dostać pamiątkową oranżadę, co sprawiło, że stoisko szybko zaroiło się od amatorów instrukcji. Poza tym była to dobra okazja, by porozmawiać o pracy testera.

Dużo wystawców, wiele atrakcji przeznaczonych dla graczy, nienachalna ilość sklepów oraz ciekawa lokalizacja sprawiały, że chętnie odwiedzę te targi za rok, i pewnie zabawię na nich na dłużej!

galeria / fot. Patrycja Szczurowska 

wykorzystanie zdjęć bez zgody i wiedzy autora – zabronione.

O Autorze

May the bridges I burn light my way