Czy myśleliście kiedyś, żeby zostać Youtuberem? Internetowym celebrytą. Żeby choć w tej wirtualnej mikroskali doświadczyć blasków i cieni show-biznesu? Teraz nie musicie robić karkołomnych kalkulacji, obliczeń, szukania za i przeciw bo wystarczy zagrać w Youtubers Life OMG edition i przekonać się na własnej skórze czy życie internetowego twórcy jest usłane różami! No dobra, YouTubers Life to nic nowego. Prawdopodobnie wszyscy bardzo dobrze je znają, dzięki prawdziwym youtuberom, którzy jakiś czas temu bardzo chętnie pokazywali grę na swoich kanałach.

Twórcy jednak nie siedli na laurach po sukcesie gry na komputerach oraz telefonach i zabrali się za wersję przeznaczoną dla posiadaczy konsol. Takim sposobem do naszych rąk trafił Youtubers Life z dopiskiem OMG Edition. A co kryje ten nietypowy podtytuł? Zaskakująco sporo! Jeśli nie wiecie, czym jest podstawowa wersja gry odsyłam do naszej recenzji sprzed dwóch lat.

W OMG Edition dostępne są już na start dwie dodatkowe ścieżki rozwoju. Oprócz pokazywania gier możemy gotować na wizji i tworzyć muzykę. Jeden i drugi temat jest popularny, więc na pewno oba znajdą swoich amatorów. Oczywiście szkielet rozgrywki się nie zmienia. To wciąż ten sam ekonomiczny konglomerat Simsów i Game Dev Tycoon, tyle że ze wszystkim, co do tej pory zostało wydane w ramach DLC.

Na początku marzyła mi się kariera szefa kuchni!

Swoją przygodę zacząłem z gotowaniem. Po stworzeniu postaci zakasałem rękawy, naostrzyłem noże i niczym w Masterchefie ruszyłem po „Fartucha”. Niestety okazało się, że na początku moim głównym atrybutem jest plastikowy nóż i mikrofalówka. Serio? Ktoś chce oglądać kolesia robiącego jedzenie w mikrofalówce? Widać początki do łatwych nie należą, a ja za swoje początkowo marne filmy praktycznie nic nie dostaję, a składniki i nowe przepisy za coś kupić trzeba. Pozostało jedynie pójść do pracy. Po zupełnym odstawieniu szkoły i podjęciu różnych dorywczych zajęć w zamian za kilka dolców, z okazjonalnym gotowaniem do kamery przy użyciu wiernego noża (z plastiku!) i mikrofalówki, udało się w końcu nazbierać pieniądze na nowy stół ze zwykłą kuchenką.

Po dokupieniu patelni i podstawowego zestawu noży (metalowych!), w końcu nie czułem się głupio.

Postanowiłem, że nie będę wykorzystywał cudzych przepisów, skoro mogę wymyślać własne! Tak – jako kucharz możemy konstruować własne potrawy, nazywać je i pokazywać na filmikach. Składniki łączyć można dowolnie, ale to, czy pasują do siebie pokazują połączenia między obrazkami wybranych produktów. Wygląda to trochę jak w Fifie. Kładziemy kartę zawodnika na pozycję i automatycznie połączenia między kartami sygnalizują czy był to dobry pomysł. Określają to świecąc się na czerwono, żółto lub zielono. Tak jest i tutaj. Idealna potrawa to więcej gwiazdek i potencjalnie lepsze zasięgi oraz odbiór filmu.

Ważne jest też dostarczanie zróżnicowanego contentu. Nagrywać można różne poradniki, filmy instruktażowe, gotowanie w parach czy degustacje. Oczywiście wszystko to sprowadza się do tej samej mechaniki z ustawianiem kart i łączenia ich na osi czasu w programie do obróbki wideo.

Po karierze kuchmistrza przyszedł czas na muzykę!

Jako człowiek wielu talentów pomyślałem, że gotowanie to za mało i internet powinien zobaczyć mnie od tej artystycznej, wrażliwej strony. Tak więc kucharski blat zastąpiły instrumenty i śpiewniki. Kariera piosenkarza stała otworem! Pierwsze utwory były jedynie coverami, ale już wkrótce po rozpoczęciu muzycznej kariery, zacząłem publikować autorskie filmy wideo o tematyce muzycznej oraz piosenki śpiewane w duecie.

Do wyboru są również najpopularniejsze gatunki muzyczne. Jest ich w sumie jedenaście, choć ja korzystałem głównie ze swoich ulubionych, punkowych, rockowych i metalowych. Chociaż równie dobrze mógłbym dać muzykę klasyczną, ponieważ wybór stylu nie ma żadnego wpływu na rozgrywkę. Ostatnim kryterium do wyboru jest instrument muzyczny. Podstawowym instrumentem dostępnym od początku jest oczywiście nasz głos, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby za odpowiednią ilość gotówki stać się posiadaczem gitary akustycznej i robić karierę gitarzysty.

Oczywiście wszystkie podstawowe mechaniki zostały na miejscu – wciąż dbamy o wizerunek na odpowiedniku Tweetera, czy dorabiamy na boku, żeby ulepszyć sprzęt lub kupić nowe ciuchy. Z czasem sklepy zapełniają się nowymi produktami do wystroju wnętrz i ubraniami. Jest na co zbierać, a cyferki u dołu ekranu obrazujące rosnącą liczbę fanów jeszcze bardziej motywują, żeby nagrać kolejny film i zrobić go jeszcze lepiej.

Niestety, Youtubers Life idealne nie jest.

Dzieło U-Play games ma nieco bardziej złożony problem. Mianowicie w grze wyraźnie występuje pewien moment, w którym wszystkiego jest za dużo. Gracz nie radzi sobie z optymalizacją czasu. Produkcja filmów zajmuje coraz więcej czasu. Imprez, fanów i mechanik też jest coraz więcej, przez co ciężko to sensownie ogarnąć. Na dodatek mechaniki poznane na początku przygody, nie zmienią się do jej końca. Po jakimś czasie zaczyna to straszliwie nużyć, a tworzenie kolejnych filmów przestaje bawić i zaczyna męczyć. Można przejść prawdziwy kryzys twórczy. Tu moja rada – jeśli twoje dziecko marzy, żeby zostać Youtuberem, każ mu zagrać w Youtubers Life. Niech zobaczy ile to kosztuje czasu, wysiłku i pieniędzy!

Oczywiście, żarty żartami, ale osobiście uważam, że gry nie powinny męczyć.

Jest to w końcu rozrywka, sposób na spędzenie wolnego czasu, a nie drugi etat w pracy. Jasne, że można się w grze natrudzić. Sporo z nich na tym się opiera, żeby było ciężko i żeby były wyzwaniem. Ale Youtubers Life po czasie staje się monotonne i z tego wynika jego trud.

Z drugiej strony można powiedzieć, że taka to gra. Symulator ekonomiczny dotyczący nagrywania filmików w internecie ma prawo nie bawić długo. Ten gatunek jest dość specyficzny, a jego odbiorcy są w niszy. Może nie jestem po prostu targetem, ale wydaje mi się, że można to było zrobić ciut lepiej. No i grało mi się naprawdę przyjemnie, tylko mam wrażenie, że za wcześnie zobaczyłem wszystko, co gra oferuje, przez co nie miałem już nic do odkrycia i naturalnie przestałem w nią grać. Finalnie zamiast super gwiazdą, byłem jedynie średniej wielkości Youtuberem, ale za to na trzech postaciach z trzema różnymi dziedzinami.  Dodam tylko, że patrzenie na rosnące statystyki ku mojemu zdziwieniu bardzo wciąga! Spędziłem z grą naprawdę miłe chwile. Polecam ją młodszym graczom ze względu na jej tematykę i prostotę. Starszych może szybko znudzić.

YouTubers Life: OMG Edition - recenzja
plusy
  • trzy ścieżki kariery
  • ekonomia gry
minusy
  • brak języka polskiego
  • mniejsze bugi i glitche
7.5ocena

Podobne posty