Z grami o tematyce historycznej jest trochę jak z lekcjami w szkole – nie wszystkie tematy muszą nam się podobać, jednak nawet pozornie najnudniejsze zagadnienia mogą wzbudzić zainteresowanie, jeśli zostaną przedstawione w ciekawy, niebagatelny sposób. Dwa studia – Electric Games oraz Matrix Games – wspólnie wzięły pod lupę okres, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii Europy. Mowa tu o czasie wojen napoleońskich, kiedy to Francja, pod przywództwem światłego lidera, Napoleona Bonaparte, rzuciła wyzwanie potęgom ówczesnego świata. To właśnie poczynaniami wspomnianej osobistości przyjdzie nam pokierować w Victory and Glory: Napoleon, grze będącej owocem współpracy przywołanych wcześniej studiów. Została ona wydana przez Slitherine Ltd., firmę dzięki której światło dzienne ujrzało wiele innych produkcji poświęconych dziejom ludzkości, co już stanowić może swego rodzaju rekomendację. Czy jednak rzeczywiście warto jest sięgać po ten tytuł?

Vive la France!
Gra skupia się na okresie od 1800 do 1818 roku. Przejmujemy kontrolę nad jednym z ówczesnych światowych mocarstw – Francją, a naszym nadrzędnym celem jest uzyskanie dominacji na drodze działań militarnych i dyplomatycznych. Brzmi skomplikowanie? Rzeczywiście, gra ma swoje niuanse, które powinien przybliżyć nam samouczek. I tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt: okazuje się bowiem, że rolę „tutoriala” w recenzowanej pozycji pełnią odnośniki do filmików na YouTube, w których objaśnione zostają reguły zabawy. Raczej średnie rozwiązanie, biorąc pod uwagę fakt, że nasza nauka sprowadza się tutaj wyłącznie do słuchania i oglądania. Nie ma żadnych misji próbnych, „prowadzenia za rączkę”, które pomogłoby oswoić się z funkcjami gry. W kampanii od razu zostajemy rzuceni na głęboką wodę, więc metodą prób i błędów musimy „odtworzyć” to, co zostało nam pokazane w filmikach. Oczywiście po jakimś czasie opanowujemy podstawy rozgrywki, ale nie da się ukryć, że twórcy mogli rozwiązać kwestię „wprowadzenia” inaczej.

Rozpoczynając zabawę, stajemy przed wyborem kampanii. Tych jest w grze sześć – jedna główna i pięć alternatywnych. Różnią się one umiejscowieniem w czasie i warunkami startowymi, jednak cel zawsze jest taki sam – pokonanie rywali. Jak wygląda to w praktyce? Otóż Victory and Glory: Napoleon jest pozycją łączącą w sobie cechy turowej gry taktycznej i karcianki. Większość czasu spędzamy na planszy głównej, którą jest podzielona na regiony mapa Europy. Tutaj kierujemy ruchami wojsk i planujemy nasze działania. Powoli przemy do przodu, podbijając kolejne strategiczne lokacje, jednocześnie pamiętając o obronie stolicy, będącej sercem naszego imperium – jej utrata wiąże się z porażką. Ponieważ jednak ciągła konfrontacja, zbieranie sił zbrojnych i wysyłanie ich na wroga byłoby dość monotonne, twórcy tytułu wzbogacili go o karty wydarzeń. Za ich pomocą możemy w znaczący sposób wpłynąć na świat gry – poprawić lub pogorszyć nasze relacje z innymi mocarstwami, zwerbować nowe wojska, a nawet odmienić przebieg starcia na naszą korzyść. Rodzajów kart jest w grze niemal sto, co tylko pokazuje mnogość działań, jakie zostały oddane do naszej dyspozycji.

Jak nietrudno się domyślić, clou recenzowanej pozycji stanowią efektowne bitwy. Z wrogimi oddziałami toczymy starcia zarówno na lądzie, jak i na morzu. Wchodząc w kontakt z siłami nieprzyjaciela przenosimy się na pole walki, gdzie mamy możliwość rozstawienia oddziałów, nad którymi przejmujemy bezpośrednią kontrolę. Tura za turą wybieramy cele do ataku, wycofujemy rannych i wykorzystujemy atrybuty terenu. Pamiętamy również o zaletach i wadach różnych typów wojsk. Do naszej dyspozycji oddano m.in. piechotę, kawalerię lekką i ciężką, artylerię, a także unikatowych dowódców. Jednostki posiadają charakterystyczne dla siebie cechy, które wpływają znacząco na przebieg walki, a ich znajomość może przyczynić się do zwycięstwa lub porażki.

Dominację nad nieprzyjacielem możemy również zyskać na drodze odpowiednich działań dyplomatycznych. Budowanie relacji z mocarstwami świata jest nie mniej ważne niż ekspansja i podbój. Oprócz Francji, w walce o Europę bierze udział osiem innych frakcji – Austria, Prusy, Rosja, Hiszpania, Niemcy, Włochy, Imperium Osmańskie i Wielka Brytania – przy czym z dwiema ostatnimi nie możemy wchodzić w żadne dyplomatyczne relacje. Nastawienie pozostałych sił do naszego państwa zmieniamy wydając punkty wpływu politycznego lub stosując odpowiednie karty. Dobre stosunki z sąsiadami są bardzo ważne, również z przyczyn militarnych – tylko sojusznik pozwoli nam na przemarsz wojsk przez jego ziemie i werbunek oddziałów. Należy jednak zauważyć, że nie da się żyć w zgodzie ze wszystkimi, a często sympatia jednego państwa wiąże się z niechęcią ze strony drugiego.

Toczymy starcia, budujemy nasze relacje z innymi mocarstwami, podbijamy nowe tereny,  rozgrywamy kolejne scenariusze i… niestety to wszystko, co Victory and Glory: Napoleon ma nam do zaoferowania. Po przejściu wszystkich sześciu kampanii zostajemy na lodzie; możemy tylko spróbować rozegrać je na wyższym poziomie trudności. Nie uświadczymy tutaj ani możliwości gry innymi nacjami niż Francja, ani trybu multiplayer. W recenzowanym tytule brakuje jakiejś dodatkowej zawartości, która utrzymałaby nas przy nim na dłużej, co jest bardzo poważną wadą, czyniącą z Victory and Glory: Napoleon pozycję na trzy, góra cztery wieczory.

Barwy wojenne
Na pochwałę zasługuje oprawa graficzna i dźwiękowa gry. Obrazy jakie znaleźć możemy na kartach wydarzeń to wspaniałe dzieła autorstwa słynnego malarza Keitha Rocco, doskonale wpasowujące się w klimat wojen napoleońskich. Główna plansza – mapa Europy – jest bardzo ładna, zaskakuje mnogością dodatków (takich jak np. wizerunki budynków, okrętów czy morskich potworów), jednak słabo widać na niej różnicę między wodą a lądem – ich kolory są do siebie podobne i zlewają się ze sobą. W kontraście z wymienionymi grafikami stoi nieco toporna belka interfejsu. Irytować może również wizerunek kursora, który zmienia się w zależności od tego jaki obiekt się nim wskaże. Podczas rozgrywki przygrywa nam przyjemna klasyczna muzyka, która świetnie spełnia swoją rolę, budując nastrój minionych wieków. Poziom dźwięków jest natomiast dość nierówny. Podczas starć rozlegają się wystrzały z broni palnej, huki armat i okrzyki umierających żołnierzy – i są to odgłosy jak najbardziej pożądane. Niestety, w pewnym momencie wkrada się tutaj powtarzalność, która drażni zwłaszcza w przypadku efektów towarzyszących akcjom takim jak przemieszczanie wojsk czy okrętów. Docierające do naszych uszu raz po raz dźwięki kroków maszerujących żołnierzy w krótkim czasie stają się niesamowicie denerwujące i skłaniają do wyciszenia gry.

Podsumowanie
Dał nam przykład Bonaparte… jak stworzyć grę monotonną i powtarzalną. Niestety, Victory and Glory: Napoleon sporo brakuje do miana pozycji wciągającej na dłużej. Nie ratuje jej system kart, piękna grafika ani oprawa dźwiękowa. To tytuł z rodzaju „przejdź i zapomnij”, zbyt prosty i ubogi w zawartość. Rozgrywka nie jest zróżnicowana i mimo oddanych nam do dyspozycji kampanii cały czas mamy wrażenie, że wszystko toczy się „na jedno kopyto”. Zabrakło tutaj jakiegoś mikrozarządzania, większej ilości elementów, możliwości pokierowania innymi stronnictwami, trybu multiplayer. Victory and Glory: Napoleon przypadnie do gustu entuzjastom gatunku albo fanom okresu wojen napoleońskich, lecz dla przeciętnego gracza może okazać się zbyt nużąca. Sorry, Bonaparte, ale według mnie tej bitwy nie wygrałeś.