Gry typu Indie często nawiązują do znanych nam schematów. Nie starają się ustawiać poprzeczki wysoko, czasem przypominają zapomniane schematy i aspekty starszych gier. Tak jest także w przypadku Vaporum — dungeon crawlera osadzonego w podwodnym steampunkowym świecie. Zespół stojący za Vaporum to Fatbot Games i jest to ich pierwsza produkcja.

Głęboko w odmętach

Wypada mi opisać przygodę, jaką przyjdzie nam przeżyć w Vaporum… Fabuła jednak nie jest zbyt szczegółowa. Budzimy się na skalistym wybrzeżu tuż przy morzu i jedyną rzeczą, która wyróżnia się na tle skał, jest moloch wyglądem przypominającym prostopadłościan. Po przyjrzeniu się zauważamy, że nie ma on żadnych drzwi ani nic co mogło być otworem. Jednak gdy podchodzimy bliżej, z wnętrza metalowego potwora rozlega się huk, a na jednej ze ścian pojawia właz, przez który możemy wejść do środka. W momencie, w którym przechodzimy przez drzwi, uświadamiamy sobie, że nic nie pamiętamy.

Vaporum

Nasz cel nie jest nam kompletnie znany — nie mamy pojęcia co ani kto kryje się w głębinach. Jedyne co jest pewne, to to, że kojarzymy część pokładów, a sama budowla coś nam przypomina. Przemierzając korytarze, odnajdujemy zapiski i nagrania na taśmach rodem z Bioshocka. Dzięki nim poszerzymy swoją wiedzę o budynku i ludziach od rzeczy prostych jak codzienne życie, ale też poznajemy rozterki autora wpisu czy problemy związane z życiem pod wodą. Oczywiście im dalej w las, tym ciemniej, a raczej głębiej, bo opowieść staje się coraz mroczniejsza. Powoli zaczynamy rozumieć, co spotkało mieszkańców i co stało się w kompleksie, a wszystko kręcić się będzie wokoło pewnego surowca z wieloma zastosowaniami (kolejne nawiązanie do Bioshock’a).

Tnąc kordelasem i rażąc garłaczem

Vaporum jest grą pokroju dungeon crawlera, więc przyjdzie nam poruszać się po pomieszczeniach złożonych z kwadratów. Każdy krok to skok o jedno pole, a odwracać się możemy oczywiście tylko o 90 stopni. Gra nie jest oparta o tury, więc gdy stoimy i nie wykonujemy żadnych ruchów, nasi przeciwnicy mogą się przemieszczać i nas atakować. Rozgrywkę prowadzimy tylko jedną postacią, więc uświadczymy tutaj dowodzenia drużyną i bardzo słusznie, ponieważ cała historia została bardzo dobrze opowiedziana i dużo straciłaby w przypadku grania większą ilością postaci. Po przemierzeniu kilku korytarzy stajemy przed pierwszym RPG-owym wyborem. Musimy wybrać kombinezon, w którym przyjdzie nam spędzić resztę naszej podwodnej przygody. Są ich trzy rodzaje i każdy odpowiada innemu stylowi gry.

Vaporum

W walce dane nam będzie wypróbować kilka rodzajów broni. Dzielą się one na kilka kategorii: obuchowe, sieczne, palne, jedno oraz dwuręczne. Do naszej dyspozycji oddano także gadżety — odpowiedniki czarów. Dzięki nim porazimy wrogów prądem, zatrujemy lub poparzymy. Umożliwiają też postawienie na jednym z kwadratów tarczę odbijającą pociski lub pozwalają zwiększyć naszą żywotność na kilkanaście sekund. Oręż trzeba dostosować do odpowiednich wrogów, mechanicznych przeciwników lepiej tłuc młotami, a mięsistych — pociąć mieczem lub nożem.

Nie zabrakło też opcji rozwoju naszej postaci. Za wbity poziom dostajemy punkty, które dodajemy do drzewka umiejętności, które dzieli się na żywotność czy posługiwanie się różnym rodzajem broni. Dzięki temu odblokowują nam się specjalnie umiejętności i podczas walki mieczem wywołamy dodatkowe krwawienie, a młotem ogłuszymy wroga na chwilę.

Vaporum

W trakcie podróży nie czeka nas tylko walka, autorzy na naszej drodze postawili wiele zagadek. Czasem są one bardzo proste jak położenie cegły na płycie naciskowej. Częściej jednak przyjdzie nam zmierzyć się z rozstawieniem skrzynek, które trzeba odpowiednio przesuwać. Również nie raz będziemy się głowić nad synchronizacją naszych kroków z pułapkami w podłodze. Wszystko jest tak przygotowane i wyliczone, że chwila główkowania owocuje zdobyciem lepszych przedmiotów do ekwipunku i poprawieniem naszych statystyk.

Brnąc po kolana w słonej wodzie

Graficznie produkcja prezentuje się przyzwoicie, tekstury są ładne z dobrymi efektami. Odbicia na powierzchniach prezentują się dobrze, a animacje nie są skokowe. Niestety szata graficzna staje się nico powtarzalna — w poziomie z biblioteką przeważa jedna tekstura, które widzimy na podłodze, na ścianach i szafkach czy półkach, w magazynie mamy szare ściany, które otaczają nas przez cały poziom.

Odgłosom towarzyszącym nam w zwiedzaniu nie mam wiele do zarzucenia, ale żaden z utworów ani nie wpadł mi szczególnie w ucho, ani nie znużył mnie. Trzeba przyznać, że głosy aktorów w nagraniach, jak i głos naszego bohatera, wypadły cholernie pozytywnie — czuć w nich emocje i faktyczne wczucie się w sprawę, o której mówią. Nasz bohater czasem odezwie się do nas, skomentuje rzecz, którą znaleźliśmy np. łom podpisany G. Freeman, lub napotkanego przeciwnika. Gdy nasz gieroj popadł w paranoje, a echo jego słów odbijało się od pustych ścian, przeszły mnie ciarki.
Vaporum

Sumując

Nigdy nie byłem fanatykiem tego gatunku gier, jednak produkcja Fatbot Games pokazała, że warto czasem zejść ze strefy komfortu i dać szansę innym. Przy Vaporum bawiłem się dobrze, czasem poziom trudności dobijał, ale w końcu czego oczekujemy do dungeon crawlera? Opowieść, choć powiem szczerze — trzeba się w nią wkręcić, ponieważ brak typowego zarysu fabuły może kogoś zniechęcić do dalszej gry, jest bardzo ciekawa. Osobiście miło mi się zwiedzało się ten mroczny, podwodny świat.

Podobne posty