Na początku, muszę wyjaśnić jedno. Nie jestem fanatykiem wędkarstwa. Nie mam też całego pokoju za… walonego różnymi akcesoriami i gadżetami związanymi z połowem ryb. Ba, nigdy nawet nie byłem na rybach. Z tego względu postanowiłem nie robić zwykłej „recenzji” tej gry, a jedynie podzielić się moimi wrażeniami z rozgrywki – z punktu widzenia kompletnego laika w temacie wędkowania.

Moje oczekiwania względem gry nie były duże – można wręcz powiedzieć, że nie miałem ich wcale, ponieważ jeszcze parę dni temu nawet przez myśl mi nie przeszło, że zabiorę się za wirtualny połów. Spodziewałem się zatem, że jak na symulator przystało, gra wytrze mną podłogę i niczym wąsaty, zaprawiony w wędkarstwie wujek, wchodzący w skład standardowego wyposażenia każdej polskiej rodziny wyśmieje moje nikłe umiejętności trzymania kija z żyłką na końcu.

Jak się szybko okazało, twórcy przewidzieli jednak specjalny, uproszczony tryb zabawy dostosowany specjalnie dla takich laików.

Grając w niego na ekranie pojawiają się dodatkowe wskaźniki, ułatwiające określenie położenia spławika względem wędkarza lub siły, z jaką powinniśmy wyciągać rybę z wody, aby nie zerwać żyłki. Całkiem przydatne na start, ale nawet w bardziej „zaawansowanym” trybie poradzicie sobie, nawet jeśli nigdy w życiu nie trzymaliście wędki. A to dlatego, że łowienie w Ultimate Fishing Simulator jest bardzo proste. Szczerze mówiąc – zbyt proste. Spodziewałem się czegoś skomplikowanego i wymagającego ode mnie nauczenia się jakichś konkretnych zachowań. Tymczasem otrzymałem nieco bardziej współczesną minigierkę o łowieniu ryb z „The Legend of Zelda: Ocarina of Time”. Jeśli nie graliście w te kultową grę – co jest dość prawdopodobne, biorąc pod uwagę fakt, że Nintendo 64 w świadomości polskich graczy utrwaliło się jedynie jako ciekawostka – pozwólcie, że objaśnię wam mechanizm działania tej minigierki. Aby złowić w niej rybę, musieliśmy zacząć od odpowiedniego zarzucenia wędki, wybierając miejsce w którym pływało najwięcej ryb. Gdy któraś z nich złapała zarzutkę, naszym zadaniem było wyciągnąć ją na ląd tak, aby nie uciekła. Trzeba było wtedy dobrze wyczuwać ruchy ryby, kontrując je ruchami analoga. Bardzo łatwy do zrozumienia schemat, prawda?

Tak też – z małymi różnicami wynikającymi z faktu, że UTS skupia się wyłącznie na łowieniu ryb – prezentuje się także rozgrywka tym Symulatorze. Rzucamy wędkę do wody, wabimy rybę, po czym wyciągamy ją na ląd dopasowując siłę z jaką zwijamy kołowrotek aby nie zerwać żyłki. Oczywiście, dochodzą do tego pewne dodatkowe komplikacje, jak konieczność dobrania odpowiednich spławików czy haczyków do gatunku ryb występujących na danym łowisku. Jeśli natomiast chodzi o ogólne założenia gameplayu – niewiele się to różni do minigierki w mającej już 20 lat grze przygodowej opowiadającej o przygodach chłopca w rajtuzach, którego większość polaków mylnie nazywa Zeldą.

I to rodzi jeszcze jeden problem – na dłuższą metę gra jest po prostu nudna. Oczywiście, mówię to z perspektywy osoby, która nigdy nie wędkowała. Zapewne jeśli doceniacie ten sposób spędzania czasu wolnego będziecie w stanie wyciągnąć z tej rozgrywki nieco więcej. Ale dla mnie schemat rozgrywki w Ultimate Fishing Simulator jest po prostu nieciekawy. Łowienie ryb bardzo mi się podobało w Zeldzie, ponieważ była to tylko minigierka na kilkanaście minut, po której mogłem wrócić do eksplorowania Hyrule. Tutaj natomiast po złowieniu kilku ryb mogę po prostu wyłączyć grę, ponieważ pomimo pewnych różnic w metodach połowu dla poszczególnych gatunków, wszystko sprowadza się do zapętlonego schematu.

Dodatkowo, podczas grania napotkałem kilka rzucających się w oczy błędów. Graczowi oddano do wyboru widok z dwóch różnych kamer – POV, oraz kamerkę pokazującą koniec żyłki, która bardzo ułatwia wabienie ryb. Problem jest taki, że ten drugi tryb kamery jest zabugowany. Poruszenie żyłki powoduje dziwne miotanie się spławika na środku ekranu, żyłka przy drobnych pociągnięciach myszki lata we wszystkie kierunki, a dodatkowo sama kamera potrafi wyłączyć się w losowym momencie, przechodząc do standardowego widoku z oczu bohatera. Oprócz tego, grze zdarzyło się kilka razy zawiesić na parę sekund.

Grafika nie powala, tekstury są dość niskiej jakości, a obiekty w oddali wyglądają po prostu słabo. Roślinność i woda z bliskiej odległości prezentują się dla odmiany całkiem nieźle. Nie jest to jednak poziom np. symulatorów łowieckich. Efekty dźwiękowe są całkiem ok, muzyka natomiast, jak to była z wszelakimi symulatorami, jest całkowicie bezpłciowa i przypomina melodyjki puszczane np. w windach, czy podczas oczekiwania na infolinii.

Złego słowa nie mogę natomiast powiedzieć o ilości zawartości dostępnej w dniu premiery. W grze znajdziemy mnóstwo różnych części w które możemy wyposażać pokaźną ilość wędek. Wiele gatunków ryb wymaga dobrego dopasowania przynęty, wielkości haczyka i wyboru właściwego spławika. Dość zabawną wydała mi się możliwość obejrzenia z każdego kąta modelu 3d poszczególnych elementów – włącznie z konikami polnymi i robakami. Dodatkowo, twórcy umieścili w UFS specjalny edytor łowisk, pozwalający stworzyć własne, unikalne miejsce połowów.

Nie zamierzam wystawiać tej grze oceny, tak jak w przypadku innych recenzji – ponieważ nie jestem ekspertem od łowienia ryb, jak już zaznaczyłem wyżej. Potraktowałem ten symulator jako ciekawostkę i moje spostrzeżenia dotyczące rozgrywki mogą różnić się ze spostrzeżeniami ludzi mających jakieś doświadczenie w wędkowaniu. Doceniam dużą ilość zawartości jaką oferuje gra, jednakże nie jest to tytuł, któremu byłbym w stanie poświęcić więcej niż kilka krótkich sesji przy komputerze.

Podobne posty