Czasami przeglądając nowości na Steamie czy czytając zapowiedzi nadchodzących gier, potrafię przewidzieć przyszłość tytułu. Z reguły mam mocno pesymistyczne założenia dotyczące gier. Żałuję bardzo, że moje myśli sprawdzają się tak często. Problemem nie są pomysły, lecz ich wykonanie. Potem tacy producenci, zamiast wziąć się w garść i dalej tworzyć, odchodzą od nas, graczy – uciekając z rynku i zaprzestając spełnianiu swoich idei.

Choć podchodzę niezbyt optymistycznie do większości tytułów, trafiają się też perełki. Banalne pomysły, które nie rokują dla mnie żadnych nadziei. To one zwykle, okazują się idealnymi połączeniami. Kombinacjami, na jakie nie wpadł nikt inny. Lubicie takie gry? Osobiście je uwielbiam! Zapraszam więc do recenzji niesamowitego Indyka – Turmoil na was czeka!

Szkic naszych planów jest prosty. Przenosimy się do ogarniętego gorączką złota, znaczy się ropy, XIX wieku. Wybieramy naszego przedstawiciela i już możemy sobie nucić ulubione kawałki o górach pieniędzy. Naszym zadaniem, prócz „prostego” wydobycia ropy, będzie zmaganie się o stołek burmistrza – co już jest troszkę bardziej skomplikowane i wymaga ogromnych zasobów finansowych. Uważam, że jest to nie do osiągnięcia, grając za pierwszym razem. Za mało poznałem mechanikę i rządzące reguły w grze, by zarabiać setki tysięcy dolarów i mieć kasę na wszystko. W zasadzie jest to ciągła walka o przetrwanie…

Turmoil

Już na starcie stajemy się istnymi rekinami tego biznesu. Każda wyprawa na łowienie kolejnych baryłek ropy, musi być poprzedzona spotkaniem z burmistrzem i licytacją. To na niej zdobywamy uprawnienia by zacząć wydobycie na danym polu. Podczas pierwszej aukcji na szczęście nic nie płacimy, balujemy za hajs miasta. W innym wypadku pobierana jest od nas opłata startowa – tysiąc lub dwa baksów i liczymy na to, że żaden z komputerowych przeciwników, nie będzie miał ochoty na upatrzone przez nas poletko. Pola rokujące są przebijane czasami kilkakrotnie. Często, by udać się na dobrze zapowiadającą wyprawę, trzeba wydać kilka sutych tysięcy – kilka razy się wkopałem, wykupując uprawnienia za dziesięć i więcej tysięcy, potem kończąc dany rok na srogim minusie.

Kiedy już jesteśmy gotowi przenosimy się do samouczka, który na szczęście nie kończy się po pierwszej rozgrywce. Porady dotyczące używania na przykład ulepszeń, które kupujemy za ciężko zarobione pieniądze, wyświetlają się nam przez całą kampanię. Za dodatkowe porady musimy już zapłacić. Za parę dolarów, kupimy ciekawostki i informacje o oszczędzaniu u burmistrza. Przypada ich po pięć na każdy kolejny etap rozgrywki.

Przy każdym starcie zabierane są dwa tysiące dolarów, przeznaczone są na rozkręcenie wydobycia. Nie ma więc tak, że uzbieramy sobie kilkadziesiąt tysięcy i będziemy mogli je wykorzystać. Przynajmniej nie na budowie, a w mieście, czy też wiosce z budynkami ze starych westernów. Możemy tam wydać ciężko zarobione dolary, głównie na różne ulepszenia. Przygotowano ich sporą ilość – powiększenie rur, co wpływa pozytywnie na przepływ ropy, czy umożliwienie przyłączenia kilku rur do naszej wieży. Wszystkie dostępne opcje do odblokowania kosztują razem w okolicach miliona. Musimy więc wybierać i ciąć koszty – bo na wszystko na pewno nam kasy nie starczy.

Turmoil

Nie wiem czy twórcy mogli bardziej uprościć zabawę w budowanie. Nawet w The Sims jest trudniej i wiem co mówię. Tutaj jesteśmy ograniczeni do zbudowania wież wiertniczych i prawie rozgrywka się kończy. A reszta? Zaplanowanie zbudowania silosów, dbanie o odpowiednią ilość koni z woźnicami, które przewożą ropę do silosów, szukanie ropy i inne to oczywiście błahostki. Te ostatnie, to będzie nasza gorączka, coś na czym stępimy zęby. Teoretycznie, możemy na ślepo postawić wieże i pociągnąć rurę po prostu w dół w ziemię – ma to znikomy efekt, mało kiedy uda nam się trafić na coś ciekawego. Zwykle takie zabawy kończą się przekopywaniem ziemi i pustym kontem. Na szczęście dostajemy cały arsenał dostępnych środków do wykorzystania w tej sytuacji. Możemy użyć słynnych różdżkarzy, którzy niczym wodę wyczuwają ropę. W późniejszych etapach dostaniemy pod kontrole krety, specjalnie szkolone do odkrywania cennych złóż. A najlepszy i najdroższy z tego wszystkiego jest skaner. Wystarczy trochę przytrzymać przycisk myszy i paręset dolarów później odkryjemy spore złoże ropy.

W Turmoil został zastosowany również bardzo ciekawy zabieg, dotyczący terenu na którym prowadzimy rozgrywkę. Otóż nasz poziom, na którym budujemy powoli podczas trwania gry podnosi się, odkrywając coraz więcej terenu. Dzieje się to naprawdę, naprawdę powoli – tak jak patrzycie na zegar (analogowy oczywiście) gdzie wskazówka wskazująca godziny się przesuwa, ale nie dostatecznie szybko by to zarejestrować. Świetnie sprawdza się to w rozgrywce, możemy kopać i odkrywać teren coraz głębiej.

Etapów wyżej wspomnianych w Turnoil dostajemy cztery. Na początku gry, gdzie nie mamy za wiele do roboty, może wydawać się to mało. Lecz później, gdzie kolejne rozgrywki trwają znacznie dłużej, nie jest już tak kolorowo. Mimo posiadania coraz większej ilości ulepszeń, ciągle walczymy z czasem i zamieszaniem na ekranie. Było bardzo mało chwil, gdzie mogłem usiąść i po prostu przyglądać się wydobywanej ropie. Produkcja wymaga ciągłego zaangażowania i analizowania naszych posunięć. Szczególnie by kolejne nie skończyły się tragicznie – a tak jest, gdy zawita na nasze konto pan minus.

Im dalej w rozgrywkę, tym czekają nas większe wyzwania. Przebijanie się przez kamienie, gdzie by przewiercić się musimy ulepszyć świder – lub wybrać opcję „naokoło”. Dochodzą złoża gazu, które mają dwie fajne właściwości. Pierwsza – możemy o wiele szybciej wydobywać ropę, podczas gdy gaz ulatnia się z wieży. No i druga, która wymaga już ulepszeń, typu zamykanie wieży, by przestała wydobywać – możemy podbić tym samym chwilowo cenę.

Sama sprzedaż wydobytej ropy też została tu ciekawie rozwiązana. Pomogą nam w tym dwie korporacje – znajdująca się po lewej ekranu Left INC i znajdująca się po prawej Right INC. Mają różne kursy w tym samym czasie. Będziemy musieli magazynować czarne złoto w silosach i czekać na okazję, aż ilość $$$ jakie korporacje są w stanie zapłacić, będzie dla nas satysfakcjonująca. Gdy przegapimy odpowiedni moment, a koniec roku już będzie blisko, nie zostanie nam nic innego niż sprzedaż ropy za jakieś drobne. Byle by coś zarobić.

Turmoil

Gra posiada całkiem fajny system osiągnięć na platformie Steam. Oczywiście, te najzwyklejsze są przez nas odblokowywane podczas zwykłej rozgrywki. Na szczęście twórcy zadbali o coś specjalnego, czego nie wykonamy przypadkiem. Zauważyliście, że w jak wielu grach, po prostu idąc „dalej” odblokowujemy większość możliwych wyzwań? Ostatnio się nad tym zastanawiałem i nie ma to żadnego sensu. Powinny być one wyzwaniami, czymś co przyciągnie gracza na dłużej do monitora. Nie zabrakło też głupich wyzwań, jak np: dopuszczenie do rozlania ropy za dziesięć tysięcy dolarów czy sprzedania jej po super niskiej cenie – o wiele poniżej jakiejkolwiek opłacalności (zresztą, widziałem taką cenę ze dwa, może trzy razy, więc ciężko nawet w odpowiedni kurs).

Producent – studio Gamious miało kilka pomysłów w przeszłości. Niekoniecznie udanych, bardziej pozostających w strefie „fajne, ale to nie to”. To jest przykład studia niepoddającego się. Dążącego do celu i dopieszczającego swoje produkty. Ta gra pokazuje, że można – wystarczy tylko chcieć. Chciałbym by inne studia, nie tylko te małe, ale też największe – nauczyły się takiego rozumowania. Żeby zaczęły tworzyć gry, piękne produkcje, które zachwycą graczy. A nie wydawały niedopracowany produkt, gdzie po kilku godzinach już odechciewa się grać. Może Turnoil nie jest grą, jaką umieszczę na liście „wracaj tu często i patrz co się zmieniło”. Jednak plasuje ją bardzo wysoko w innym temacie – miodności płynącej z rozgrywki. Zdecydowanie warto, za 10 godzin rozgrywki autorzy życzą sobie niecałe 10$.

Jak zwykle, do kupienia na Steam pod tym linkiem 😉