Dziś odejdziemy nieco od gier komputerowych i konsolowych. Nie można jednak powiedzieć, że zupełnie, bo przedmiotem niniejszej recenzji jest kooperacyjna gra planszowa oparta na nagradzanej, fenomenalnej produkcji 11 bit studios. Mowa oczywiście o This War of Mine, grze pokazującej wojnę z perspektywy cywili. Tak samo jak jej komputerowy pierwowzór, planszówka wrzuca nas w sam środek konfliktu i zmusza do radzenia sobie z wieloma trudnymi sytuacjami. Żeby przetrwać, musimy odpowiednio zaplanować nasze działania i podejmować przemyślane decyzje. Ich skutek jednak nie zawsze jest taki, jakiego się spodziewamy. Zostajemy też postawieni przed wyborami moralnymi, sprawdzającymi, ile jesteśmy w stanie poświęcić, by doczekać lepszych czasów.

Zanim przejdziemy do opisu samej gry i emocji, jakie się z nią wiążą, warto wspomnieć o tym, jak produkcja w ogóle trafiła na rynek. Pierwotnie gra została sfinansowana poprzez zbiórkę na Kickstarterze w maju 2016 roku. Na początku roku 2017 miłośnicy planszówek mogli zagrać w jej międzynarodową, angielską wersję, a od grudnia mogą cieszyć się wydaniem przygotowanym w pełni po polsku! Gra została zaprojektowana przez Michała Oracza i Jakuba Wiśniewskiego – pasjonatów, ściśle związanych z branżą gier (nie tylko planszowych!). W prowadzenie kampanii kickstarterowej, marketing oraz przygotowanie elementów gry zaangażowało się wrocławskie studio Awaken Realms, a nad całym projektem pieczę sprawowało 11 bit studios, dbając o to, by był on spójny z oryginalną koncepcją.

Dzięki uprzejmości twórców, mogliśmy sprawdzić jak prezentuje się najnowsze, polskie wydanie gry i spędzić długie godziny zatopieni w szarym, przepełnionym zagrożeniami świecie ogarniętym wojną.

Już w momencie wzięcia w ręce dużego i dość ciężkiego pudełka, można się spodziewać, że będzie ono zawierało sporo elementów. Mimo to ich ilość i różnorodność w pierwszej chwili może przytłoczyć. W pudełku znajdziemy różnego rodzaju żetony (jest ich w sumie aż 186!) symbolizujące m.in. przedmioty dostępne w grze, stany postaci (głód, depresję i rany) czy wrogo nastawione jednostki; 4 kości (trzy sześciościenne i jedną dziesięciościenną); znaczniki surowców; znacznik hałasu; 12 figurek znakomicie odwzorowujących dostępne w grze postaci oraz dokładnie 200 kart składających się na talie o odmiennym przeznaczeniu. Nie można oczywiście zapomnieć o dwustronnej planszy, na którą trzeba wygospodarować sporo miejsca, a także arkuszach archiwum, arkuszu scenariuszy, dzienniku i najważniejszym – księdze skryptów zawierającej 1947 wpisów! O nich jednak więcej za chwilę.

Z własnego doświadczenia wiem, że duże gry planszowe, zawierające sporo elementów i oparte na zróżnicowanych mechanikach rozgrywki, są zazwyczaj piekielnie trudne, a przed ich rozpoczęciem przynajmniej jedna osoba musi spędzić dziesiątki minut (a nie raz nawet kilka godzin!) z nosem w instrukcji. Przy This War of Mine jest inaczej! Można po prostu otworzyć pudełko z grą, rozłożyć planszę oraz wszelkie elementy (pomaga nam w tym przejrzyście rozpisana i dopełniona odpowiednimi ilustracjami instrukcja przygotowania do gry, znajdująca się na początku dziennika) i… od razu rozpocząć grę!

Po kolejnych fazach rozgrywki (jest ich w sumie 7) prowadzi nas dziennik, będący swoistą instrukcją tłumaczącą nam na bieżąco, jakie czynności możemy wykonywać w określonym momencie gry. Przykładowo: w fazie akcji dziennych możemy przeszukiwać nasze schronienie, oczyszczać je z zalegającego gdzieniegdzie gruzu, budować przydatne sprzęty, szperać w poszukiwaniu drewna i komponentów lub wychodzić na spotkanie przybyszom. O zmierzchu przychodzi czas na nakarmienie i napojenie naszych postaci, a podczas wyprawy wybrać się można do wylosowanych z talii miejsc lokacji, by szukać tam niezbędnych do przeżycia zasobów, handlować i spotykać szwendające się tam osoby.

Podczas gry, raz za razem sięgać musimy po księgę skryptów, by odczytać z niej opisy wydarzeń dotykających naszych bohaterów lub miejsc aktualnie przez nich odwiedzanych. To nowatorskie rozwiązanie wprowadzające do gry planszowej bogatą warstwę fabularną podkreśla jej unikatowy charakter i w pełni wykorzystuje potencjał narracyjny, drzemiący w trudnej tematyce, którą podejmuje. Księga skryptów stanowi na dodatek uzupełnienie dziennika. Jeśli jakieś zasady wzbudzają wątpliwości, w księdze skryptów, pod odpowiednimi numerami znaleźć można ich rozwinięcia, a także odnośniki do zasad zaawansowanych. W związku z tym część reguł poznajemy dopiero podczas kolejnych rozgrywek, a ich umiejętne wykorzystanie powala lepiej reagować na dramatycznie zmieniające się warunki.

Gdy przypadkiem dowiedziałem się w ten sposób o możliwości wykonania czwartej akcji (oczywiście tylko w odpowiednich warunkach i przypłacając to wzrostem zmęczenia postaci) przez kilka sekund byłem zły, że nie wiedziałem o tym rozwiązaniu wcześniej, jednak już chwilę później zacząłem planować, jak wykorzystać tę zasadę podczas następnej rozgrywki.

Sposób w jaki twórcy rozwiązali kwestię wspólnego grania jest dość niestandardowy. Grając w kilka osób nie będziecie bowiem sprawować kontroli nad własnymi postaciami, ale nad całą grupą. By nadać rozgrywce dynamiki, twórcy zdecydowali się na zamieszczenie w różnych miejscach (niekoniecznie na końcu kolejnych faz) informacji, że w tym momencie dziennik przejmuje następny gracz i to on lub ona staje się liderem grupy. Jest to oczywiście gra kooperacyjna, więc graczom przyświeca wspólny cel, jednak ze względu na charakter produkcji nie zawsze wszyscy będą chcieli wybrnąć z sytuacji lub rozegrać dany fragment rozgrywki dokładnie w ten sam sposób. Gra prowokuje dyskusje i wzbudza skrajne emocje, jednak ostatnie słowo należy zawsze do osoby, która w danym momencie sprawuje funkcję lidera.

W wielu grach planszowych problemem jest długość rozgrywki. Gdy nagle któryś z graczy musi wracać do siebie, zaczyna się chaotyczne spisywanie stanu gry na znalezionych naprędce kartkach papieru, które często w magiczny sposób znikają, przez co podczas kolejnego spotkania rozgrywkę trzeba zaczynać od nowa… Twórcy przewidzieli takie sytuacje i dodali do gry bloczek arkuszy archiwum, na których możemy sprawnie zapisać aktualny stan gry oraz rozmieszczenie poszczególnych kart i sprzętów w schronieniu. Jeśli zdekompletowana grupa planszówkowiczów chce mimo wszystko kontynuować rozgrywkę, nic nie stoi na przeszkodzie, by grać dalej (no chyba, że zwijający się wcześniej kolega na wieki obrazi się za ukończenie rozgrywki bez niego).

Jeśli już w 100% rozgryziecie mechanizmy, którymi rządzi się gra i przestanie ona stanowić dla was takie wyzwanie, jak na początku, możecie rozegrać ją z wykorzystaniem jednego z dwóch scenariuszy zapisanych na dodatkowym arkuszu. Możecie również odwrócić planszę na drugą stronę i spróbować zmierzyć się z zaawansowaną wersją gry. Początkującym graczom sugerowałbym jednak ograniczenie się do podstawowych zasad, gdyż rozgrywka nie należy do najprostszych.

Warto dodać, że powstała również dedykowana grze aplikacja, którą można pobrać za darmo z Google Play i App Store. Zawiera cyfrową wersję księgi skryptów, minigrę polegającą na otwieraniu drzwi wytrychem (zastępuje ona rzutu kością), a także alternatywny scavenging mode (z zegarem odmierzającym czas i wykrywaczem hałasu). Do aplikacji ma zostać dodana również oficjalna ścieżka dźwiękowa, mechanizm pozwalający na zapisywanie gry (cyfrowy odpowiednik arkuszy archiwum), a także możliwość wyboru wersji językowej, gdyż na razie aplikacja jest dostępna jedynie po angielsku.

Największym atutem planszówki This War of Mine jest nieustanne granie na emocjach graczy. Ze względu na dużą losowość występujących w niej wydarzeń, wynikającą z zastosowanych przez twórców rozwiązań, ciężko jest przewidzieć, na jakie wyzwania, sytuacje czy osoby trafimy podczas danej rozgrywki. Momentami można odczuć bezradność, patrząc jak kierowana przez nas grupa, mimo usilnych starań zaczyna przymierać głodem czy popadać w depresję. Warto jednak rozgrywać grę do samego końca, gdyż nawet tragiczne zakończenie jest swego rodzaju podsumowaniem naszych wysiłków i klamrą zamykającą opowieść. Nie jest to zdecydowanie tytuł, w który gra się w atmosferze śmiechu przy kilku głębszych, jednak jego ambitny charakter i potencjał kreowania poruszających historii jest nie do przecenienia.

Jedynym minusem, który zauważyłem już na etapie przygotowywania gry jest faktura kart. Te są gładkie i zdarza się (szczególnie, gdy musimy położyć na planszy grubsze talie np. przeszukiwań czy miejsc), że nie chcą się utrzymać w miejscu, a część z nich ześlizguje się na boki.

Grę można pokochać za wszystko, za co pokochaliśmy komputerowe This War of Mine, a dodatkowo za możliwość zmierzenia się z trudami wojny i współkreowania opowieści wraz ze znajomymi. Każda rozgrywka to wciągająca, pełna wrażeń i emocji przygoda, do której wraca się myślami nawet po spakowaniu gry do pudełka.

Grę planszową This War of Mine możecie zakupić w sklepie internetowym CDP.PL.