Mogę z czystym sumieniem nazywać się fanem brytyjskiej ekipy, która zasłynęła w świecie motoryzacji swoim świetnym show telewizyjnym obfitującym w klasyczny, brytyjski humor i mnóstwo świetnych samochodów. Bynajmniej nie oznacza to, że w grze opartej o realizowane dla Amazona The Grand Tour pokładałem duże nadzieje, co więcej – wątpiłem w jakikolwiek sukces produkcji. Czy się myliłem? Cóż, za wcześnie jeszcze oceniać grę w ramach pełnoprawnej recenzji – wydawcy zdecydowali się bowiem na wypuszczanie gry w niezbyt przeze mnie lubiany sposób – w krótkich odcinkach w regularnych odstępach czasowych.

Osobliwe rozwiązania nie kończą się jednak na sposobie, w jaki wypuszczono tytuł na rynek.

Cała koncepcja tej gry wydała mi się po pierwszym – i jak na razie jedynym (dlaczego jedynym? Wytłumaczę nieco później) – odpaleniu gry. Oto na ekranie mojego telewizora jawić zaczęła się produkcja, która nie potrafiła się określić. Czy to serial? Czy to gra? Gameplay postanowiono podzielić nie tylko na odcinki, ale także na fragmenty „do grania”, oraz „do oglądania”. Działa to tak – oglądamy najpierw fragment programu, który, jeśli jesteśmy fanami Clarksona, Maya i Hammonda, oglądaliśmy już dawno temu, po czym przystępujemy do sekcji wyścigowej, w której naszym zadaniem będzie odtworzenie wyścigowych numerów prezentowanych w Grand Tour.

Szczerze? Kompletnie nie podoba mi się ten pomysł. Scenki są dość długie – szczególnie jak na grę wyścigową – i pojawiają się bardzo często, przez co ciągle odkładałem pada po przejechaniu krótkiej, zamkniętej trasy tylko po to, aby obejrzeć kolejny fragment show. Oczywiście, filmiki da się pomijać, ale wtedy zostanie nam bardzo mało contentu. Jak mało?

Cóż… Pierwsze dwa odcinki dostępne w dniu premiery ukończyłem w niecałą godzinę. A to wszystko przez to, że przewijałem cutscenki – oglądam bowiem GT regularnie i nie widziałem sensu w ponownym odtwarzaniu czegoś, co już obejrzałem.

The Grand Tour Game może i potrafi nieźle imitować serial, jako gra nie sprawdza się jednak moim zdaniem wcale.

Model jazdy to jakaś abominacja przypominająca bardziej Maluch Racera niż współczesną grę wyścigową. Graficznie tytuł wygląda jak coś co miało być wydane na komórki. W 2012 roku. Co gorsza, podczas rozgrywki bardzo zauważalne są widocznie doładowujące się tekstury. O samych wyzwaniach inspirowanych wydarzeniami z odcinka powiedzieć mogę jedynie tyle, że trwają bardzo krótko i jest ich w poszczególnych odcinkach stosunkowo mało.

Nie spodziewałem się, że The Grand Tour Game będzie dobrym i godnym polecenia tytułem.

Choć jeszcze go nie skreślam – w końcu to tylko pierwsze wrażenia – nie jest on na dzień dzisiejszy godny polecenia nawet fanom serialu. Pozostaje jedynie łudzić się, że nadchodzące epizody to choć trochę zmienią – po tym czego doświadczyłem, nie mam jednak dużych nadziei. A oczekiwania na prawdę nie były wysokie!

Podobne posty