Gry strategiczne czasu rzeczywistego mają kilka problemów. Jednym z nich jest ich prawie całkowite wymarcie dlatego, gdy pojawia się jakaś perełka w morzu gówna, które nas zalewa, wszyscy rzucają się na nią jak wygłodniałe psy. O niektóre gry, jednak nie warto się bić…

Zająłem się grą, bo pamiętam i wspominam serię Sudden Strike całkiem dobrze. Szczególnie pierwszą i drugą część, obie wnosiły powiew nowości do świata strategii. Jedyneczka powstała tuż po 2000 roku pomimo paru problemów i konkurencji (jeśli tak można nazwać Red Alerta 2), została ciepło przyjęta przez graczy. Fajna i zmuszająca do myślenia rozgrywka. Kolejna część wyszła po dwóch latach i nie reprezentowała jakiegoś skoku jakościowego, ale była grywalna, poprawiono wiele błędów, wprowadzono usprawnienia i posłuchano się graczy – dalej było ok i nic nie zapowiadało porażki kolejnej części.

Niestety, w przypadku tej części, twórcy zaspali i to już konkretnie. Wyszła w 2007 roku, więc cały rok po świetnej i odważnej produkcji Company of Heroes: Kompania braci od Relic Entertainment. Mimo wyraźnego opóźnienia, czuć było niedopięcia, zarówno w grafie, jak i rozgrywce. O ile pierwsze można przebaczyć, to masa błędów, jaką stworzyli, zapomniana być już nie mogła. Gra polegała i została zakopana. By po prawie dziesięciu latach wrócić, w nowym wydaniu, przekazując nam wszystko, co miała najlepszego do zaoferowania. Czyste działania podczas WWII, silne emocje, nieustanna walka. Usiądź więc dowódco przed fotelem, bo czeka cię…

… łatwa i nadmiernie uproszczona breja niedokończonych pomysłów. Nie chcę powiedzieć, że jest to gra zła, jest po prostu nijaka, gdy całkiem ciekawe rozwiązania, są torpedowane przez gameplay dla przedszkolaków. Prosta i luźna rozgrywka, zupełnie nie pasuje do tego typu produkcji, gdzie oczekuje mocnego główkowania i problemów na każdym etapie. Żenujący poziom trudności, jest dopiero wierzchołkiem góry – z nim idzie głupie AI.

Jeśli tak można w ogóle to nazwać, bo z AI nie ma zbyt wiele wspólnego. Śmiem podejrzewać, że to po prostu skrypty, które wykrywają czy jesteś wystarczająco blisko by strzelać – jeśli tak to strzelają, jeśli nie to stoją w miejscu i się nawet nie ruszą. Jeśli atakujemy fortyfikacje, to najlepiej podejść je od tyłu, ale nie dlatego że są słabiej chronione czy dlatego jest tam mniej okopów. Nie! Przeciwnicy po prostu nawet się do nas nie odwrócą. Działa samobieżne będą jak zabetonowane, skierowane w przeciwną stronę, a żołnierze będą przy nich dumnie trwać na posterunku i ginąć od kul naszych wojaków. Jestem w stanie określić to jednym słowem, opisującym głupotę przeciwników komputerowych, ale też cały poziom trudności. Po prostu ŻENADA.

Na szczęście w tym oborniku znalazło się trochę miłych świeżości, a przynajmniej lepszych części gry, które ledwo wydostają się spod nacisku śmierdzących resztek. Na pewno jedną z takich perełek, jest dobre odwzorowanie historyczne całej produkcji. A przynajmniej na tyle, ile wiedza mi pozwala to ocenić. Fanem historii i WWII nie jestem i pewnie nie będę. Twórcy Sudden Strike 4 udostępnili nam trzy kampanie, po jednej dla największych potęg tamtych czasów. Mamy Rosjan, Amerykanów i Niemców. Niestety, różnice pomiędzy krajami zostały potraktowane sztampowo. Ruskie do boju rzucają mięso armatnie, całe legiony ludzi i beznadziejne czołgi. Stronie niemieckiej brakuje ludzi, ale kompanie pancerne są już na najwyższym poziomie. A amerykanie to wiadomo, lotnictwo, lotnictwo i jeszcze raz lotnictwo, z fajną artylerią na końcu.

Żeby trochę rozruszać skostniałe towarzystwo, dodano generałów, którzy mają dodatkowo swoje specjalne zdolności. Tutaj kolejny fajny punkt, ponieważ są to prawdziwe nazwiska i częściowo rzeczywiste rodzaje wojsk, jakimi dowodzili. Razem z generałami, wybieramy umiejętności do kolejnej bitwy – każdy z generałów ma je podobne, do tego dostaje jedną lub dwie aktywne od razu. Wybierając generała odpowiadającego piechocie, zapewne otrzymamy za darmo jakieś granaty, gdzie w przypadku pancernych specjalizacji dostaniemy otwierany właz. Każda dodatkowa odblokowana umiejętność kosztuje nas określoną liczbę punktów, które zdobywamy podczas misji. Są to zadania dodatkowe, jak np. zniszcz trzy wrogie fortyfikacje. Wykonuje się je automatycznie podczas misji, więc nie trzeba się na to nastawiać w żaden sposób. Nie jest to za wiele i oprócz ciekawości nigdy nie wybrałem innego generała niż dowódcę wojsk pancernych.

Tutaj wspomnę jeszcze raz o poziomie trudności i bezsensie posiadania innych jednostek niż pancerne. 99% misji, przeszedłem bez używania piechoty (tam, gdzie się da oczywiście, niektóre misje są poblokowane by były trudniejsze i latamy gównianym oddziałem piechoty, który rozwala każdego wroga), bo nie było takiej potrzeby. Jednostki pancerne są op – bardziej op są tylko samoloty, ale tych w misjach jest stosunkowo mało. Używanie ich działa na zasadzie wsparcia, dostajemy określoną liczbę bombowców i jak zużyjemy wszystkie, to koniec. Przynajmniej tak powinno być, bo gra dorzuca nam co chwile nowe jednostki i resztę wsparcia, nie pozwalając na porażkę.

Po jakimś czasie zauważyłem, że sam sobie robię wyzwania, byleby tylko urozmaicić misję i wyciągnąć z Sudden Strike 4 więcej przyjemności niż jest w stanie mi sama dać. Z nudów zaglądałem nawet do opcji, gdzie znalazłem prawdziwą perełkę (poza słabo przetłumaczonymi na język polski opcjami, naprawdę wstydźcie się). Nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego miałem to od początku wyłączone – otóż, można jednym prostym trickiem urealistycznić sobie rozgrywkę, włączając w ustawieniach dźwięku odgłosy sojuszników i wrogów na natywne. Jednostki nagle zamiast poprawną angielszczyzną, zaczynają szprechać po niemiecku i gawariszać pa ruski. Naprawdę fajna zmiana, która powinna być domyślnie włączona!

Nie mogę też nic zarzucić prostej rozgrywce i obsłudze jednostek. No może, oprócz skopanego kompletnie ustawiania zaznaczonych pojazdów w szyku. Nie wiem ki diabeł to wymyślił, jest to kompletnie nieużyteczna opcja, która jest jednocześnie jedną z najbardziej przydatnych. Teoria jest bardzo prosta – przytrzymując prawy przycisk myszy, w miejscu, gdzie chcemy ustawić pojazdy pokazują się ich powiedzmy „hologramy”. Reprezentują one to, jak jednostki się rozmieszczą, a zmiany możemy dokonywać poprzez ruszanie myszką. Niestety, twórcy nie przewidzieli pewnej niedoskonałości, a mianowicie tego, że w formacji jednostki są ustawione zbyt daleko od siebie, przez co przy sporych grupkach (dziesięć pojazdów pancernych, trochę piechoty i innych pojazdów wsparcia) mamy niemały problem. Nagle hologramy uciekają poza nasz widok, powodując, że próbujące rozlokować się siły zajmują nagle pół mapy. Zahaczają przez to o wrogie jednostki, które mimo swojej głupoty rozwalą nasze rozproszone siły.

Kolejnym nietrafionym pomysłem, są rykoszety – wygląda to komicznie. Po raz pierwszy dowiadujemy się o nich atakując jakiś czołg wroga, który ma super pancerz i nie jesteśmy w stanie przebić go z żadnej strony strzelając nawet godzinę (moglibyśmy go chociaż ołowiem zasypać). Odbijają się one pod dziwnymi kątami i tak samo dziwnym przypadkiem trafiają idealnie w nasze jednostki. Sterowane pancerze odbijające – pewnie tajna technologia wykradziona Hitlerowi. O umiejętnościach jednostek, zapewne nigdy się nie dowiecie, nie ma nawet kiedy ich użyć – w kupie siła i do przodu. To promuje gra, żadna taktyka się nie liczy. Bardzo żałuję straconego czasu i starania się zrozumienia co tu się odpierdala.

Jest parę smaczków (podczas tutoriala niszczymy polskie jednostki i zabijamy polskich żołnierzy) i parę plusów. Minusów na szali jest jednak więcej. Z tego co widzę, Sudden Strike 4 obecnie kosztuje trochę ponad 42 euro. O wiele za dużo, jak za spłaszczoną rozgrywkę. Jeśli lubicie grać w stylu „zaznaczam wszystkie jednostki i idę na całość” – mogę wam polecić, jest nawet dodana obsługa pada 😉

O Autorze

Lubię gry Indie, które totalnymi Indiami nie są. Przepadam za ładną grafiką, która piksele swe ukazuje. Lubię focić bez selfików. No i czasami coś uda się napisać. Obecnie gram głównie na Nintendo Switch.