Dokładnie 14 lat temu 28 listopada 2003 firma JoWooD wydała grę SpellForce: The Order of Dawn. Odpowiadał za nią zespół Phonemic – mało znani jednak z dość rozpoznawalnym człowiekiem na czele – Volker’em Wertich, twórcą serii Settlers. Produkcja w ciekawy sposób łączyła cechy RTS oraz RPG. Dzięki temu mogliśmy od podstaw stworzyć swojego bohatera, rozdzielać mu punkty umiejętności i zmieniać ekwipunek. Oprócz tego równocześnie wznosiliśmy budowle, rekrutowaliśmy wojsko i zdobywali kolejne tereny. W 2006 dostaliśmy od tego samego studia SpellForce 2: Shadow War, który kontynuował mechanikę z poprzedniej części. Więc jakże było moje zaskoczenie i ekstaza, kiedy to dowiedziałem się o przygotowywaniu części trzeciej.

Nieco historii

Na początku pierwszej części dowiadujemy się historii świata EO. Otóż 13 magów, którzy przysięgli utrzymywać pokój na świecie, dowiaduje się o Praogniu, czyli swoistym źródle nieograniczonej mocy. Oczywiście sprawa się komplikuje pomimo tego, że na początku magowie pomagali światu, z czasem, korzystając z mocy Praognia, zaczęli stawać się tyranami. Stara legenda głosi, że zakapturzony wędrowiec obdarzy jednego z magów największą mocą podczas koniunkcji sfer i zasłonięcia gwiazdy Aoniry. Przepowiednia sprawiła, że między 13 magami wdarły się podziały i każdy chciał mocy tylko dla siebie. Magowie stworzyli specjalne runiczne portale, dzięki którym mogli przyzywać wojowników. Magiczna moc przywracała poległych rycerzy do życia, by znów mogli ruszyć do walki. Gdy przyszedł czas spełnienia przepowiedni, 13 magów rozpoczęło rytuał przywołania. Jednak jak łatwo się domyślić wszystko prowadziło do zagłady całego EO. Nastąpił kataklizm, który rozerwał świat i podzielił krajobraz na dryfujące wyspy, a podróże między nimi były możliwe tylko dzięki portalom.

Spellforce: Zakon Świtu koncertował się na postaci właśnie tego zakapturzonego wędrowca i zagrożeniu w postaci nowej rasy nawiedzającej EO. Cześć druga z podtytułem Czas Mrocznych Wojen to rozgrywająca się wiele lat później opowieść o wojowniku, który zbierając sojuszników, pragnie odzyskać swoją ojczyznę i dokonać zemsty. Oczywiście pierwsza, jak i druga część doczekała się kilku dodatków, które wzbogacają świat o dodatkowe historie.

Przychodzi stare.

Nowa część oznacza także nowy skład, wydawcą ma być THQ Nordic (titan quest), a produkcją zajmuje się Grimlore Games.

Spellforce 3, kontynuować ma zasady mechaniki z poprzedniej części. Fabuła, co najważniejsze, ma nam mówić o wydarzeniach sprzed kataklizmu spowodowanego przez magów, więc będziemy mieć do czynienia z prequelem serii. Skończymy z podróżami przez portale, a świat będzie być bardziej otwarty. Rozwój postaci, według zapewnień twórców, różnic ma się od tego z poprzednich części. Nie będziemy już wybierać klas dla bohaterów, a jedynie dodawać punkty umiejętności w odpowiednie drzewka, kreując postacie odpowiednio pod styl rozgrywki. Dzięki rozwojowi technologii w nowej części będziemy mogli sterować nawet 300 jednostkami. Osobnych żołnierzy będziemy mogli dzielić na oddziały, a te ustawiać w formację. Twórcy mówili także o wpływie terenu na statystyki naszych podopiecznych, więc ustawianie jednostek przed bitwą w końcu będzie mieć znaczenie.

Oprócz wesołych harców po powierzchni przyjdzie nam zwiedzać także różnej maści podziemia. W lochach będziemy sterować drużyną do 6 bohaterów, a rozgrywka ma przybrać formę znaną nam bardziej z hack’n’slashy. Warto wspomnieć jeszcze o powstającym trybie multiplayer, gdzie albo na dużej mapie świata staniemy w szranki z innymi graczami, albo wraz z drużyną znajomych przemierzymy podziemia.

Od siebie dodam, że obydwie części leżą u mnie na półce, z czego jedna w platynowej kolekcji 😉 Żywię pewne nadzieje co do tej produkcji, że choć trochę przeniesie mnie z powrotem do świata EO. Oczywiście pewne obawy są, głównie z powodu zmiany zespołu na kompletnie nowy w branży, ale i tak trzymam kciuki.

Podobne posty