Na PlayStation 4 kilka tygodni temu ukazało się She Wants Me Dead, gra platformowa wyprodukowana przez zespół Hello There. O grze wczesniej nie słyszałem – być może dlatego, że szwedzi zdecydowali się zapowiedzieć i wypuścić swoją grę w tym samym czasie. Najciekawszy jest sam zamysł produkcji:

To nieprzebaczająca gra rytmiczna ze złym kotem, który naprawdę, ale to naprawdę chce cię zabić – opisują autorzy.

Głównym bohaterem gry jest Max, własciciel uroczej i czarnej kotki imieniem Lula, która w ramach zemsty na niczego nieświadomym opiekunie, przygotowała dla niego kilka ciekawych, a zarazem śmiercionośnych wyzwań i pułapek. Wszystkie z nich poruszają się w rytmie piosenki zespołu Cazzette o takim samym tytule, a my starając się uniknąć szybkiej śmierci biegniemy przed siebie do końca etapu. Staramy się, to bardzo dobre słowo, a w większości wypadków na tych staraniach się skończy – giniemy tutaj na potęgę. Co kilka sekund. Sytuację ratują tylko rozmieszczone na planszach punkty kontrolne w postaci białych flag zapisujące aktualny postęp rozgrywki.

Jak widać na załączonym obrazku, She Wants Me Dead typową grą platformową jest. Biegamy i skaczemy, zdobywając przy okazji monety pozwalające odblokować dodatkowe akcesoria dla naszego nieszczęśnika. A tych jest cała masa! W grze znajdziemy dodatkowe elementy ubioru, takie jak spodnie, koszule i maski czy rekwizyty trzymane przez Maxa w ręce. Możemy zmienić też domyślny wygląd punktów kontrolnych, czy… nagrobków. No tak – o nich nie wspomniałem. Z każdym naszym zgonem w miejscu śmierci pojawia się nagrobek, pięknie pokazując że nasza droga do celu nie jest usłana różami. Tylko kolcami. Dużą ilością kolców. Niestety każda zmiana stroju czy zakup dodatkowego rynsztunku, nie zmiania w rozgrywce nic, prócz aspektu wizualnego. Szkoda – ten pomysł mógł być dodatkowo rozwinięty o chociażby możliwość zwiększenia odporności Maxa na pułapki.

Wrócmy na chwilę do wspomnianego na wstępie audio – pytając twórców o inspiracje, pomrukiwali coś o Limbo. I o Super Meat Boy. Jednak to były tylko mrukniecia, a głównym powodem powstania gry był kawałek zespołu Cazzette, o znajomo brzmiącym tytule… „She Wants Me Dead”. W związku z tym, utwór towarzyszy nam przez cała rozgrywkę – od ekranu tytułowego po napisy końcowe. Osobiście strasznie mi się podoba – muzyka nie denerwuje, a pułapki porozrzucane po mapie poruszając się w jej rytm – wszak jest to gra rytmiczna, nie?

Grafika prezentuje się bardzo dobrze, ślicznie narysowane w odcieniach szarości etapy przywodzą na myśl nadmienione wyżej Limbo. Czy mogłoby być lepiej? Osobiście nie widzę takiej potrzeby.

She Wants Me Dead to gra prosta w swoim założeniu – ale pod tą maską krzyje się potwór, który niejednokrotnie spowoduje, że będziecie mieli ochotę rzucić padem w ścianę lub, co gorsza, w kota leżącego obok. Potwór który sprawdzi waszą cierpliwość i odporność na wiadra czarnego humoru wylewane z ekranu telewizora. Mimo tych nerwów, bawiłem się świetnie – i chętnie będę do niej wracał pomiędzy ogrywaniem „dużych” tytułów.