Regalia: Of Men and Monarchs to pierwotnie wydany na komputery osobiste RPG z elementami strategii ekonomicznej i turowym systemem walki. Tytuł stworzyło Polskie Pixelated Milk, a gra została sfinalizowana i wydana dzięki kampanii crowdfundingowej na Kickstarterze i może posłużyć jako wzór dla całej idei crowdfundingu. Pieniądze nie poszły na marne i w efekcie dostaliśmy pełnoprawny produkt, poszerzający grono odbiorców o nowe platformy.

W grze wcielamy się w prawowitego dziedzica włości w rejonie Rashytil, który znajduje się w obrębie miejsca akcji tytułu. Bohater wraz z wiernym towarzyszem i dwiema siostrami wyrusza w podróż do miejsca, które podobno należy do jego rodu. Na miejscu okazuje się, że odziedziczony dwór jest w opłakanym stanie – zniszczony, zapomniany i zadłużony. Od tego momentu zadaniem gracza jest przywrócenie ojcowiźnie dawnego blasku.

Mechanika, klimat i szkielet gry do złudzenia przypomina Japoński RPG. Właściwie to gdybym nie wiedział, że stworzyło ją polskie studio, byłbym przekonany, że jest to Azjatycka produkcja. W Regalii większość czasu spędzimy na polu bitwy. Mamy tu do czynienia z turowym systemem walki, a mapa podzielona jest na kwadraty pokazujące zasięg ruchu bohatera podczas tury. Każdy bohater dysponuje kilkoma unikalnymi atakami. W drużynie może być maksymalnie 5 postaci, te wspólnymi siłami będą próbować odeprzeć lub przeprowadzić atak na przeciwnikach. System najłatwiej porównać mi do tego z najnowszej odsłony growego South Parku o podtytule „The Fractured but Whole”. Jednak w przypadku Regalii staje się on po czasie dość nużący. Może po prostu nie jestem targetem, ale nie kupuje mnie turowy system walki. Właściwie z wyjątkiem wspomnianego SP.  Muszę się przyznać, że JRPG to również nie moja bajka. Nie odnajduję się w tym gatunku, dlatego tym trudniej jest mi ocenić Regalię.

Może w tym właśnie jest metoda. Piszę ten tekst z perspektywy laika i kompletnego ignoranta gatunku JRPG. W końcu fanom recenzja zupełnie do niczego się nie przyda bo i tak prawdopodobnie grę kupią lub kupili w poprzedniej wersji. Na pewno muszę przyznać, że jest to ciekawy projekt. Elementy zarządzania miastem połączone z eksploracją świata i potyczkami z rozmaitymi poczwarami brzmi bardzo zachęcająco i daje nadzieję na wiele godzin rozgrywki. Zapewne tak jest, pod warunkiem, że odbiorca lubi turowy system walki i wiele nietuzinkowych rozwiązań jakie serwują twórcy. Np. jednym z ważniejszych aspektów gry jest eksplorowanie lochów. Te podzielone są na segmenty, segmenty zaś dzielą się na trzy kategorie – obszary bitew, wydarzeń, oraz obozowiska. Loch można uznać za zaliczony po przejściu przez wszystkie segmenty.

Najciekawsze według mnie pozostają aspekty ekonomiczne. Lubię patrzeć na rozwój miast w grach. Być dobrym władcą, który modernizuje i poszerza granice swoich ziem. Tutaj dostajemy pod strzechy ruiny, które trzeba ponownie zasiedlić, odrestaurować, rozwinąć i dodatkowo spłacić dług ciążący na nich. Możliwość rozwoju jest swoistą gratyfikacją za eksplorację lochów i wykonywanie zadań. To w tytule pod kątem mechaniki urzekło mnie najbardziej.

Z graficznego punktu widzenia zaś, łatwiej by było napisać co mnie nie urzekło. Pod tym względem większość rzeczy wypada bardzo pozytywnie. Kreska, ciepła i bogata kolorystyka, projekty postaci, bogate a jednak czytelne otoczenie. Wiem, że w dzisiejszych czasach może nie jest to niewykonalne, ale jednak w głowie mam inny obraz JRPG-ów i może to dlatego, że zatrzymałem się na nich dość dawno, ale nigdy nie kojarzyłem z tym gatunkiem pięknej oprawy graficznej. Podobnie jest z animacjami postaci. Zaskakujące jest jak twórcy zrobili tak szczegółowe ruchy postaci do gry z kamerą w rzucie izometrycznym. Bohaterowie żywo gestykulują i dysponują szeregiem dodatkowych animacji podkreślających charakter i sposób bycia.

Również świetnie przedstawiona jest historia. Niespodziewanie dla mnie, naprawdę chciało mi się czytać kolejne dialogi, które zazwyczaj dość szybko nużą. Bohaterowie są mocno przerysowani. Bawią zamierzonymi lub przypadkowymi żartami. Główne postacie wzbudzają sympatię i chce się patrzeć na ich relacje. Podczas premiery na PC tego typu zarysowani bohaterowie byli nagminnie wciskani w gry, panowała pewna moda na przerysowane, autoironiczne postacie, stroniące od patosu. Dzisiaj jednak rynek się wyważył, nie ma przesytu ani w jedną, w drugą stronę i dzięki temu humor w nowej wersji gry można uznać za plus.

Są jednak rzeczy, które nie zagrały. Np. udźwiękowienie. Chociaż postacie zagrane są bardzo dobrze, to muzyka czy efekty dźwiękowe nie wybijają się ponad przeciętną. Szczególnie muzyka. Ta brzmi jak żywcem wyjęta z soundtracka jakiegoś anime, przez co ciężko było mi ją tolerować.

Dźwięk jednak można wyłączyć, prawdziwym problemem są  jednak loadingi. Właściwie to strach cokolwiek zrobić, bo za każdą opcją może kryć się kilkanaście sekund ekranu ładowania. Każde działanie poprzedzone jest ekranem ładowania i to chyba najważniejszy zarzut jaki mam do Regalii. Mam jeszcze jeden problem z tą grą – mianowicie, produkcja kompletnie nie potrafiła mnie zmotywować do działania, mimo śmiesznych dialogów, ciekawej fabuły i rozbudowanego gameplayu nie czułem chęci i potrzeby parcia naprzód. Ostatnia część Far Cry robiła to świetnie, wprost nie mogłem się oderwać od tamtego tytułu.

Może to nużące potyczki, a może nieodpowiadający mi gatunek. Nie mówię, że każdy gracz doświadczy czegoś takiego, dlatego nie powinno to być brane  pod uwagę podczas rozważania zakupu, to luźna myśl ignoranta JRPGów a w szczególności turowych potyczek.

Na koniec chciałbym powiedzieć, że warto dać szansę Regalii. Podejrzewam, że jeśli gra komuś przypadnie do gustu to ma naprawdę zapewnione sporo rozrywki i ta bogata zawartość jest siłą gry. Jeżeli ktoś dopuszcza możliwość zakupu Regali to nie powinien zwlekać – tytuł go nie zawiedzie.

Regalia: Of Men and Monarchs - recenzja (Xbox One)
plusy
  • grafika
  • humor
  • aspekty ekonomiczne
minusy
  • nużący system walki
  • ciągłe ekrany ładowania
7ocena

Podobne posty