Kiedy pojawiła się trzecia część Wiedźmina, świat oszalał. Tak dobrego i dopracowanego tytułu gracze dawno nie widzieli. Gdy Ubisoft i WB patchowali swoje niegrywalne, zbugowane bobki w postaci Assasins Creed Unity i Batman: Arkham Knight, CD Projekt RED wydało jedną z najsolidniejszych, najbardziej rozbudowanych i najpiękniejszych gier RPG jakie widział świat. Tym bardziej jest to powód do dumy, że nikt inny, tylko grupa Polskich programistów, grafików, muzyków, dokonała tego historycznego kroku milowego i pokazali światu, że Polacy też potrafią tworzyć gry. I robić je dobrze – niedawno przecież wyszło DLC tak ogromne, że wielu producentów uznałoby je za sequel i sprzedawało w pełnej cenie.

Ale przecież polscy programiści to nie tylko grupa ludzi spod szyldu CD Projekt RED. Na przestrzeni lat, wiele osób próbowało swoich sił w game developingu, z gorszym lub lepszym skutkiem. Firma iFun4all na czele z Marleną i Piotrem Babieno postanowili spróbować swoich sił w prężnie rozwijającej się niszy produkcji gier i stworzyli dwa tytuły, które chciałem wam przybliżyć: Red Game Without A Great Name oraz Green Game: TimeSwapper. Obie gry są częścią trylogii, a w planach wydawniczych jest jeszcze „niebieska” gra, oraz stylizowany na filmy akcji lat siedemdziesiątych Serial Cleaner.

Pierwsza z serii, Red Game Without a Great Name, jest grą logiczną opartą na sterowaniu myszką. Kierujemy ptakiem, który ma za zadanie dotrzeć do klatki i dostarczyć list. Banalne? Tylko z pozoru. Świat, w którym przyjdzie nam się poruszać, jest zaopatrzony w multum niebezpieczeństw, drutów kolczastych, kół zębatych i innych stref śmierci, momentami zajmującymi 3/4 ekranu. Więc jak mamy bronić się przed zagrożeniami? Nasz ptaszek ma do swojej dyspozycji teleport. Klikamy i przeciągamy go na wybrane miejsce i omijamy niebezpieczeństwo. Brzmi prosto, ale tylko na początku. Poziom trudności zwiększa się sukcesywnie, strefy śmierci zagęszczają się, a na domiar złego pojawiają się na ekranie przeszkadzajki, które zmieniają tor lotu naszego dzielnego skrzydlastego przyjaciela. Jakby tego było mało, po drodze mamy do zebrania znajdźki, które co prawda nie dodają nic, poza poczuciem spełnienia, ale zawsze to lepiej wygląda, gdy przejdzie się poziom na sto procent. Poziomów mamy 60, więc na pewno nie będziemy się nudzić.

Red Game Without a Great Name (PC) - 01

Warta wspomnienia jest oprawa audiowizualna. Red Game, jak nazwa sugeruje, jest grą opartą na czerwonych barwach. Ostra czerwień, głęboka czerń to dwa główne kolory tej gry. I pasują do siebie idealnie! Rzadko zdarza mi się grać w coś tak dopracowanego estetycznie, gdzie na dodatek wszystko harmonijnie się ze sobą łączy. Dodatkowo, wybór muzyki zasługuje na pochwałę. Co prawda, treści wokalne pana Czesława Mozila, być może nie znajdą większego poklasku poza Polską, ale co to kogo obchodzi – całość wyszła bardzo dobrze oraz idealnie wpisuje się w klimat.

Green Game: TimeSwapper jest kontynuacją poprzedniego tytułu. Jednocześnie gra ma zupełnie inne założenia – tym razem kontrolujemy „czas”. Na czym ten dziwaczny, w brzmieniu koncept, polega w praktyce? Lot naszego ptaka jest stały, nie możemy go kontrolować bezpośrednio. Możemy jedynie zmienić tor lotu przeciągając położenie „czasu” (który jest symbolizowany przez snop światła), by trafił on w tą czasoprzestrzeń, która uruchamia wiatrak, który to z kolei skieruje skrzydlatego w te miejsce, w które akurat chcemy się udać. Skomplikowane w teorii, w praktyce po prostu machamy myszką w lewo i w prawo, bo czas generalnie ma tylko trzy położenia: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Chyba zrobienie wajchy, która miałaby po prostu trzy położenia było zbyt mainstreamowe. Poza tym, gra się bardzo podobnie: nie daj się zabić, znajdź wszystkie znajdźki, dotrzyj do celu. Na szczęście jednak gra wymaga włożenia większego wysiłku w rozgrywkę niż jej poprzedniczka. Ginie się tutaj częściej, przez co też zawiera mniej poziomów – „tylko” 50, ale nie przechodzi się ich na wdechu jak Red Game. Muzyka również trzyma poziom, a oprawa graficzna jest całkiem w porządku, choć zielone barwy są, w moim odczuciu, o wiele mniej klimatyczne od czerwonych. Ale to pewnie kwestia gustu.

Obie gry są tworzone na silniku Unity – są dobrze zoptymalizowane, zawierają kilka opcji graficznych, oraz chodzą w natywnych 60 klatkach. Niestety to, co jest widoczne na pierwszy rzut oka – są to gry mobilne. Co prawda zostały wydane jednocześnie na platformy iOS, PS Vita i Steam, ale widać po nich, że zostały stworzone pod ekrany dotykowe. Sterowanie może nie jest jakoś specjalnie nieintuicyjne na komputerach, ale czuje się, że nie zostało stworzone z myślą o PC. Proste gry logiczne, w które powinno się grać na urządzeniach mobilnych, w drodze do pracy czy w chwili wolnego czasu. Przez to również wersja na komputery osobiste posiada małe niedopatrzenie, obecne w obu tytułach – podczas gry na pełnym ekranie gra, nie blokuje kursora w obszarze gry. Wielu z was myśli – co to za problem? Ano, jest to problem dla graczy, którzy posiadają więcej niż jeden monitor. O ile, podczas rozgrywki w Red Game musimy cały czas używać kursora precyzyjnie, tak podczas grania w Green Game nieustannie machamy myszą w lewo i prawo i naturalnym jest, że w końcu mysz wyleci poza ekran i kliknie, przez co gra zostanie zminimalizowana. Fakt, że dodane zostało sterowanie klawiszami strzałek niewiele zmienia, bowiem takie sterowanie jest nieprecyzyjne. Szkoda, bo rozwiązanie tego problemu to zaledwie kilka linijek kodu.

Podsumowując, obie gry to dość solidny start w game developmencie. Oczywiście, nie są to ani duże, ani skomplikowane tytuły, ale ustrzegły się błędów popełnianych przez początkujących programistów. Są wykonane bardzo estetycznie, a dobór muzyki jest świetny. Niestety, są to gry, które powinny w moim odczuciu pozostać na platformach mobilnych, bo będąc szczerym – na komputerze, nawet za cenę tych 5 euro, dostaniemy o wiele bardziej zaawansowane i rozbudowane produkcje.