W tym roku Nintendo Switch otrzymało wiele świetnych indyków przeportowanych ze starszych platform. Większość z nich pasuje do tej konsoli idealnie – małe, niezależne gry świetnie sprawdzają się na platformach przenośnych. Neverout również jest tytułem, który dzięki temu portowi może pozyskać nieco nowych graczy – wyszedł on bowiem pierwotnie na gogle wirtualnej rzeczywistości. Czy przeniesienie gry z potężnej PC-towej platformy VR na Switcha nie okazało się jednak zbyt dużym wyzwaniem dla twórców?

Cóż, po części tak. Od strony technicznej, gra została co prawda przeniesiona bardzo przyzwoicie i na konsoli wielkiego N działa bez problemu. Graficznie może nie prezentuje się obłędnie – wszystkie łamigłówki odbywają się w dość brzydkich pomieszczeniach o kształcie sześcianu. Aby nieco zapobiec monotonii, w zależności od wybranego zestawu poziomów kolor ścian w pomieszczeniach różni się nieco od siebie – czasami jest zgniłozielony, a czasami rdzawobrązowy. Co prawda wygląda to dość nijako, dodatkowo wszystkie mapy są dość ciemne, ale przynajmniej optymalizacja jest w porządku i gra działa płynnie.

Ale to nie grafika, choć ta oczywiście nie pasuje do bardzo radosnej i kolorowej biblioteki gier na konsoli Japończyków, wydaje mi się być głównym problemem tego portu. Tytuł ten zyskuje bowiem bardzo dużo, jeśli gramy na VR – zagadki oparte są na ciągle zmieniającym się położeniu pola grawitacyjnego w pomieszczeniu, w którym się znajdujemy. Nasza postać, wchodząc na ścianę pomieszczenia, zmienia powiem działanie zasad fizyki na planszy – przedmioty spadają akurat w tę stronę, która dla postaci gracza jest podłogą. I na tym oparte są wszystkie łamigłówki w Neverout. Niestety, grając na Switchu, choć czasami faktycznie czułem się zdezorientowany gdy przypadkiem zmieniłem swoje położenie względem okolicznej ściany, nie odczuwałem tego tak bardzo jak osoba ogrywająca grę na goglach rozszerzonej rzeczywistości. A szkoda, ponieważ walka z dezorientacją jest ważnym elementem zaimplementowanych łamigłówek.

No właśnie, zagadki. Gra oferuje całkiem sporą ilość etapów logicznych, jak na swoją bardzo niską cenę. Jej przejście zajmie wam kilka godzin, także jest to całkiem ciekawy kąsek na jakąś dłuższą podróż ze Switchem. Poziom trudności tytułu nie jest co prawda zbyt wysoki – większość etapów pokonywałem w kilka chwil po zapoznaniu się z układem przeszkód na planszy.

Neverout jest dobrą propozycją dla amatorów gatunku, ale jeśli listonosz przyniósł wam kiedyś list z Mensy to raczej nie zabawicie w nim długo. Zaskoczył mnie natomiast trochę nierówny poziom trudności etapów – gra podzielona jest na 5 sektorów – liczący 20 leveli samouczek, i cztery oddzielne sektory skupiające się na konkretnych mechanikach gry. Jeden z nich będzie najeżony kolcami uniemożliwiającymi naszej postaci przejście przez dane pole, inny natomiast sprawdzi nasze umiejętności w korzystaniu z teleportów. Jednakże, czasami poziomy umieszczone na początku danego sektoru bywają dużo trudniejsze niż te znajdujące się na końcu – tyczy się to szczególnie plansz polegających na przemieszaniu za pomocą grawitacji małych kostek, po których możemy się wspinać.

Aczkolwiek, pomimo pewnych zastrzeżeń, mogę polecić wam ten tytuł, jeśli szukacie rozrywki na jedną podróż z konsolką. Jest to całkiem przyjemna łamigłówka na parę godzin w przystępnej cenie, choć jeśli jesteście na prawdę dobrzy w rozwiązywaniu zagadek logicznych i macie świetną orientację przestrzenną, gra może wydać się wam zbyt prosta.

Neverout - Recenzja (Nintendo Switch)
plusy
  • Przystępna cena
  • Duża ilość leveli
  • Niektóre zagadki zostały fajnie przemyślane
minusy
  • Monotonna oprawa graficzna
  • Tytuł traci nieco na Switchu ze względu na brak VR
  • Niski poziom trudności
6.5ocena

Podobne posty