Lioncast wprowadził LM60 jako następce dla LM50. Myszka, wedle swojej nazwy, idealnie nadaje się do grania na wyższym poziomie zaawansowania. Czy producenci faktycznie przyłożyli się do zadania?

Pierwsze wrażenia

Mysz przychodzi w porządnym, estetycznym pudełku. Musimy zdjąć z niego obwolutę, na której narysowany jest sprzęt i wypisane są jego specyfikacje. W ten sposób dostajemy się do właściwego pudełka. Myszkę umieszczono w czarnej piance, która zapewne ma ją zabezpieczać w transporcie. Spełnia swoje zadanie całkiem nieźle. Można powiedzieć, że nad wyraz dobrze, ponieważ wyciągnięcie zabezpieczenia zajęło mi dłuższą chwilę niż można byłoby przypuszczać. Za myszką ciągnie się dwumetrowy kabel, jak zawsze w solidnym oplocie.

Sama myszka prezentuje się raczej niepozornie.

Producenci przyzwyczaili nas do wypasionych, świecących gamingowych gryzoniach w dziwnych kształtach. Na pierwszy rzut oka nie uznałabym jej za wyszukany sprzęt. Dla tych, którzy lubią myszki nie z tej ziemi, to na pewno wada. Dodatkowe przyciski umieszczono nad i pod kółkiem oraz po lewej stronie. Dłoni nie mam zbyt dużych, jak to kobieta, aczkolwiek dostęp do większości z nich jest dla mnie bardzo wygodny. Mysz nie jest mocno wyprofilowana. Delikatne wcięcia były dla mnie zaskoczeniem, ponieważ do tej pory używałam bardziej „powykręcanego” sprzętu. Ponownie jednak to cecha, którą oceniać można wedle gustu. Dla mnie akurat jest to niewielki minus. Myszka wygląda na solidną. Materiały sprawiają wrażenie trwałych, nie sądzę, by sprzęt miał zamiar rozpadać się po kilkunastu tygodniach. Zarówno twardy plastik jak i gumy po bokach myszki dobrze przylegają oraz pozwalają dłoni na swobodne manewry.

Jak myszka sprawuje się na co dzień?

Sensor optyczny Pixart PMW 3389 oraz zasięg dpi do 16000 to naprawdę obiecujące cechy. Producenci dodają, że mysz gwarantuje 1000Hz Polling-Rate (liczba raportów, dotyczących położenia oraz aktywacji przycisków jaką nasza myszka wysyła do komputera w ciągu jednej sekundy)  oraz 1 ms czas reakcji. I faktycznie, sprzęt sprawuje się naprawdę nieźle. Grałam na niej w Just Cause 3, Overwatcha oraz Fallouta 4 i w żadnej z tych gier nie miałam powodu do narzekań. Myszka się nie przycina, ma dobry czas reakcji. Nie jest to jednak wybór dla tych, którzy lubią leciutkie niczym piórko myszki, którym wystarczy muśnięcie, aby zaczęły się przemieszczać. LM60 leży w dłoni pewnie, kilka dni zajęło mi przyzwyczajenie się do bardziej stanowczych ruchów niż przy mojej poprzedniej, lżejszej myszce.

Na pochwałę zasługuje również oprogramowanie producenta.

Zmiany wszystkich opcji są proste i intuicyjne, nie trzeba przedzierać się przez dziesiątki okien, aby dotrzeć do tego, co jest nam akurat potrzebne. Wiele czynników możemy ustalić wedle własnych preferencji. Począwszy od funkcji poszczególnych klawiszy przez ustawienia osi dpi, lift of distance (wysokość na jakiej myszka przestaje odczytywać położenie, po podniesieniu jej w górę), oświetlenie myszy po wybrane przez nas makra na podstawie konkretnych czynności. Software oferuje nam możliwość ustawienia trzech różnych trybów dpi, między którymi możemy przełączać się w dowolnym momencie przez wciśnięcie jednego z przycisków na myszce. Samą wartość możemy dostosować osobno do osi x i y, zmieniając o dowolną liczbę (domyślnie software podpowiada, aby modyfikować o 50). Możemy również włączyć i dostosować wspomnianą już opcję sensor lift of distance, dobrać odpowiednią predykcję w skali od 1 do 16 oraz zmniejszyć domyślny (1000 Hz) USB polling rate.

Podsumowując

Trudno jest zarzucić tej myszce coś konkretnego. Została porządnie wykonana, sprawuje się bardzo dobrze. Software, który zaoferowali producenci daje użytkownikowi wiele możliwości, co dla wielu graczy może być największym plusem. Cenię tę myszkę za jej możliwości oraz solidność wykonania, bo to niestety normą na rynku nie jest. Tym, co może odwodzić od kupna są osobiste przyzwyczajenia i preferencje dotyczące wyglądu. Cena nie zachęca do eksperymentowania. No, chyba że ktoś z was ma akurat wolne 70 Euro i chce zaszaleć. Jeśli tak – śmiało!

Nie znajdziecie wiele powodów do narzekań. Osobiście jednak nie zdecydowałabym się na zakup – od drogich myszek oczekuję czegoś troszkę innego. Preferuję inny styl profilowania kształtu, no i niestety jestem babą – więc kwestie estetyczne grają ważną rolę. Niecierpliwie czekam na LM70 i szczerze trzymam za ten sprzęt kciuki! 

Dziękujemy firmie Lioncast za udostępnienie sprzętu do testów.