Dzisiaj tekst trochę inny. Mały eksperyment. Zamiast standardowej recenzji pójdziemy w coś lekko publicystycznego i szybkiego do przeczytania. A mowa dzisiaj o Knacku, bo…

Pierwszy Knack nie był idealny. W kooperacji nawet można było dobrze się w nim bawić, ale nie tego oczekiwali ludzie. W końcu dopiero co wyszła „najpotężniejsza konsola na rynku”. Spragnieni nowej generacji klienci, chcieli zobaczyć moc nowego sprzętu, a tutaj dostaliśmy przeciętną produkcję, w której polegli wrogowie znikali po kilku sekundach. Tego akurat dalej nie zmieniono, ale za to naprawiono wiele innych bolączek poprzednika.

Lepsza kooperacja

Tak jak i w pierwszej części tak i tutaj pojawia się tryb kooperacji, w którym możemy przejść całą grę wraz ze znajomym. Tym razem jednak aspekt ten jest rozwinięty, ponieważ dostajemy quick time eventy, które wykonujemy jednocześnie oraz mamy możliwość wspólnego sterowania czołgami. Osoba, z którą nawet na chwilę siądziemy do rozgrywki przydaje się teraz do czegoś więcej niż klepania przeciwników po twarzach.

Lepszy design poziomów

W pierwszym Knack’u każdy poziom wyglądał prawie identycznie. Przyj przed siebie i lej wszystkich dookoła. Czasem przeskocz z platformy na platformę. W Knack 2 zdarza się, że trzeba coś przesunąć, przestawić, pomyśleć. Etapów platformowych jest o wiele więcej, a same lokacje są bardziej zapełnione. Nie ma powtórki z poprzedniej odsłony, gdy odwiedzane tereny były puste i jedyne z czego się składały to elementy środowiskowe jak skały i… w sumie tyle. Tutaj zawsze trafimy na jakąś skrzynię, konstrukcję czy nawet proste bagno, które nas spowolni.

Lepszy system walki

Twórcy śmieją się sami z siebie i w dialogach przemycają żart o mało rozbudowanym systemie walki w pierwszej odsłonie. Druga część przynosi bardziej skomplikowane kombinacje ciosów oraz system rozwoju naszej postaci. Teraz to my decydujemy jakie ciosy odblokujemy i nie jesteśmy skazani na to co narzuca nam gra. Cholera, nawet menu rozwoju Knacka nie jest zrobione na „odwal się” i jest w pełni trójwymiarową lokacją, a nie prostym ekranem.

Lepsza polonizacja

Chociaż pierwsza część, w przypadku nagranych głosów postacii nie była porażką, tak widać, że w przypadku drugiej odsłony twórcy postarali się jeszcze bardziej. Aktorzy znają już swoje postacie i potrafią lepiej wczuć się w odgrywaną rolę. Grę otwiera cutscenka, w której jeden z bohaterów prowadzi swój długi monolog. Jego mroczne zakończenie potrafi przyprawić gęsią skórkę i przywodzi na myśl filmy post-apokaliptyczne, ale jednocześnie nie zaburza obrazu gry z kolorową grafiką dla dużych i małych.

Lepsza muzyka

Zdziwiło mnie to, że Knack 2 sprzedawany jest również w wersji z oddzielną ścieżką dźwiękową. Taka gra? Produkcja, z której pierwszej części nie kojarzę żadnej melodii? Podczas gry wszystko się wyjaśniło. Knack 2 posiada genialną muzykę, która miło się również słucha poza grą. Orkiestrowe utwory nie męczą naszych uszu i są warte odsłuchania.

Po prostu – lepsza gra

Czy warto zagrać w nowego Knacka? Jak najbardziej. Poprawione zostały wszelkie bolączki poprzednika, a gra jest o połowę tańsza niż pierwsza odsłona! Co się dzieje! Mniejsze gry na konsole potrafią startować z pułapu 150zł? Lubię to. A co z osobami, które nie grały w pierwszą część? Nie pogubią się w fabule? Myślę, że nie, ale zawsze możecie zakupić pierwszego Knacka za małe pieniądze albo zaczekać, aż będzie w PS+. Nie no, bądźmy poważni.

O Autorze

Ktoś musi tu bałaganić, żeby ktoś mógł sprzątać.