Kingdom Come: Deliverance przez ostatni tydzień praktycznie nie schodzi z języków graczy. Jedni zachwycają się pięknym, realistycznym doświadczeniem, inni zaś narzekają na ogromną ilość bugów i niektóre kontrowersyjne decyzje twórców, jak chociażby system zapisu gry. Dzisiaj zajmiemy się jednak grą od zupełnie innej strony – Czy Kingdom Come: Deliverance jest bowiem RPG faktycznie osadzonym w rzeczywistości?

Świat gry

Zacznijmy od umiejscowienia akcji gry. Prawdopodobnie każdy zainteresowany tematem wie, że akcja Kingdom Come: Deliverance dzieje się w Czechach, a dokładniej – Bohemii. Mniej popularny jest natomiast fakt, że większość lokacji w grze istnieje po dziś dzień, a niektóre z zachowanych zabytków odpowiadają budynkom umieszczonym w wirtualnym świecie.

Tak w 2018 roku prezentuje się obszar, na którym rozgrywa się akcja gry.  Użyce, Talmberk, Rataje, Sazawa, czy Ledeczko są istniejącymi w rzeczywistości wioskami, nie tylko wirtualnym wyobrażeniem średniowiecznych Czech. Oczywiście, zabudowa wiosek nie przypomina swoich wirtualnych odpowiedników. Brakuje jedynie małej wioski Neuhof, która choć została umieszczona w świecie gry, nie istnieje aktualnie ma mapie Czech. Jest to spowodowane tym, że wioska została doszczętnie zniszczona podczas powodzi kilkaset lat temu. Na jej miejscu powstało niewielkie miasteczko Nové Dvory.

Po rzuceniu okiem na mapę gry zauważyć możemy, że pewnemu wypaczeniu uległy odległości pomiędzy poszczególnymi miejscowościami. Nie jest to nic dziwnego, projektując grę należy zachować odpowiednie odległości pomiędzy ważnymi punktami na mapie, aby dobrze zbalansować czas jaki gracz spędzi na podróżowaniu w dziczy i wizytach w mieście. Największe różnice w odległościach widać we wiosce Użyce, która wydaje się być w zupełnie innej części mapy.

Zabytki

Uwaga! Poniższe opisy zawierają śladowe ilości spoilerów. Nic wielkiego, ale jeśli nie chcecie sobie psuć gry w jej początkowych fazach, nie czytajcie opisów 🙂

Zacznijmy od najbardziej imponującego, historycznego obiektu w grze – Klasztoru w Sazawie. Jest to podzielony na 2 części obiekt, który został w bardzo dokładny sposób przeniesiony do gry. Poziom detali robi wrażenie.

Tak klasztor oraz przylegający do niego kościół wygląda w grze. Część mieszkalna dla mnichów została kilkukrotnie przebudowana, jednakże samo miejsce modlitw zostało praktycznie niezmienione przez lata.

Dziedziniec klasztoru znacznie się zmienił. Dobudowano dodatkowe piętro i całkowicie zmieniono wewnętrzny wygląd budynku, jednakże charakterystyczny element opactwa – górujący nad nim kościół – pozostał na swoim miejscu.

Obiekty sakralne zazwyczaj są najlepiej zachowanymi budowlami w tak starych miastach. Nawet jeśli kiedyś uległy zniszczeniu, to przy ich odbudowywaniu korzystano bardzo często ze starych planów i próbowano odbudować je na modłę swojego zniszczonego wzorca, co widać po kościele w Użycach, który znajduje się w tej samej części miasta, co w grze dziejącej się ponad 600 lat temu.

Choć zmianom ulega nieraz cała okolica, pewne elementy takie jak układ ulic czy położenie geograficzne zostaje. Świetnie obrazują to Rataje, malutka miejscowość położona w południowo-wschodniej części mapy. Znajdujący się w nich zamek Pirkštejn był niegdyś siedzibą rodu Jana Ptaszka – postaci historycznej występującej w grze.

Wewnątrz murów miasta również możemy liczyć na widoki przypominające nam o Kingdom Come: Deliverance. Wspomniany już przeze mnie układ ulic, który nie uległ zmianom od wielu lat, jak i mały kościółek umiejscowiony na uboczu głównej drogi w prawdziwym życiu wyglądają równie urodziwie co w wirtualnym.

Oczywiście, większość historycznych budowli uległo zniszczeniu w wyniku wojen, lub z powodu upływu czasu. Tak też było z zamkiem w Talmberku, którego ruiny możemy zobaczyć po dziś dzień w Czechach.

Religia

Popularne gry RPG unikają zazwyczaj symboliki bezpośrednio nawiązującej do wyznawanych w dzisiejszych czasach religii. Wyjątek stanowią tutaj gry z kraju kwitnącej wiśni, ponieważ Japończycy nie unikają kontrowersji tak bardzo jak zachodnie studia. Oczywiście Kingdom Come Deliverence jest zupełnie inną grą i z racji swojego dążenia do realistycznego oddania żywota średniowiecznego, chrześcijaństwo jest tu bardzo dobrze widoczne. Zresztą, gra nawet w tytule odwołuje się do tekstów modlitw chrześcijańskich i po polsku oznacza „Przyjdź królestwo: wybawienie”. Produkcja studia Warhorse jest wręcz najeżona odwołaniami do religii i jeśli z jakichś powodów odrzuca was widok człowieka wykonującego znak krzyża nie polecam sięgać po ten tytuł. Mi to oczywiście nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, jestem naprawdę pod wrażeniem szczegółowości z jaką twórcy oddali wpływ religii na kulturę wieków średnich. Jeśli w dialogach jakaś postać odwołuje się do Boga, mimochodem nakreśla znak krzyża kilkoma szybkimi ruchami ręki. Jest to odruch którego w dzisiejszych czasach nie posiadają nawet najbardziej zagorzali chrześcijanie, w przeciwieństwie do średniowiecza.

Dodatkowo, w grze spotkać możemy fantastycznie napisaną postać księdza Boguty, który posiada… Narzeczoną. Wynika to z prostego faktu – w XV wieku na terenie europy środkowej poza klasztorami nie obowiązywał celibat. Teoretycznie był on obowiązujący od czasów soboru Nicejskiego z IV wieku, aczkolwiek w europie powszechnie zaczął obowiązywać ponad 200 lat od wydarzeń prezentowanych w grze.

Poza księdzem Bogutą w Kingdom Come Deliverance pojawia się wątek bardzo ciekawej osoby – Jana Husa, reformatora religijnego oraz czeskiego bohatera narodowego. Bardzo podobał mi się sposób w jaki postaci niezależne opowiadają o Husie, który – w roku 1403, czyli roku w którym odbywają się wydarzenia Kingdom Come Deliverance, był młodym księdzem znanym ze swoich kazań, w których otwarcie krytykował rozrzutność kościoła katolickiego. Za każdym razem, kiedy w grze pojawia się postać Husa jest on wspominany jako bardzo miły ksiądz i świetny orator, dla którego kazań warto wybrać się aż do samej Pragi, co – jeśli tylko spojrzymy na to z dalszej perspektywy – bardzo dobrze ukazuje stosunek kościoła w tamtych czasach do osób podobnych Husowi – został on bowiem spalony na stosie, zaledwie 12 lat po wydarzeniach z gry za rzekome szerzenie herezji.

Spalenie na stosie Jana Husa (rok 1415). Źródło: wikipedia

Herezja to całkiem osobny temat i pozytywnie zaskoczyła mnie powaga, z jaką gra do niego podchodzi. W Kingdom Come znajduje się sporo misji poruszających tematykę religijną, z czego kilka z nich stawia przed graczem zadanie odprawienia egzorcyzmu, czy wzięcia udziału w tropieniu heretyków. Może wydawać się to bardzo dziwne graczowi który nigdy nie interesował się zbytnio kulturą średniowiecza, ale herezje są tutaj traktowane bardzo poważnie – nawet bardzo niewinne przewinienia jak prowadzenie modlitwy przez kobietę czy zażywanie substancji psychoaktywnych w świecie gry traktowane są jako śmiertelny grzech, zaś nad postaciami parającymi się „czarną magią” wisi groźba spłonięcia na stosie.

Obyczaje

W kwestii dialogów i sposobu prowadzenia narracji Kingdom Come nie ma sobie równych. Nacisk został tu położony na tak wiele małych szczegółów, że naprawdę ciężko to wszystko wyłapać, ale ogólny obraz świata gry oddaje idealnie realia średniowiecza. I szczególnie dobrze widać to w ukazaniu systemu feudalnego. Henryk jest prostym synem Ratajskiego kowala i jako osoba wywodząca się z pospólstwa musi bardzo uważać na swoje słowa. Kilka źle wyważonych słów i za obrazę szlachcica lub klechy gracza czekają poważne konsekwencje. Kiedy natomiast gracz próbuje odgrywać postać idealnego, heroicznego rycerza, bardzo szybko zderza się z rzeczywistością. W tej produkcji przez większość gry jesteśmy zwykłym kmiotem, który może otrzymać naganę nawet za coś, czego nie jest winowajcą. A jeśli już zrobimy coś dobrze, nie ma co liczyć na pochwały, co najwyżej chłodne „no dobrze”.

Podobne posty