Uwielbiam gry RPG. Ze względu na ich złożoność, świetne łączenie elementów taktycznych i zręcznościowych, oraz duże znaczenie fabuły i dialogów jest to mój ulubiony gatunek. Dlatego nie mogę pojąć, czemu tak często w RPGach przychodzi mi bawić się w Boba Budowniczego, albo kuriera dostarczającego surowce na budowę wiosek/domków/karczm (niepotrzebne skreślić). Zawsze uznawałem takie dodatki za całkowicie zbędne – w końcu kupując tytuł RPG oczekuję od niego questów fabularnych i rozwoju postaci, a nie rozwoju architektury. Tym bardziej, że zazwyczaj takie elementy robione są „po łebkach” i wyglądają jak doklejone do tytułu na siłę. Nie inaczej jest z dodatkiem „From the Ashes” do dobrze przyjętego RPGa Warhorse Studios – choć istnienie tego konkretnie rozszerzenia ma przynajmniej jakieś uzasadnienie.

DLC, lub nawet zadania wchodzące w skład podstawowej wersji gry, umożliwiające graczowi rozporządzanie nieruchomościami to żadna nowość grach RPG. Wystarczy spojrzeć np. na gry Bethesdy, które od kilku lat przodują jeśli chodzi o dodawanie tego typu elementów do swoich tytułów. Do Obliviona dla przykładu wyszły aż 4 małe DLC, które umożliwiały graczowi zajęcie domku maga, skrytobójcy, wojownika czy łotra. Jego następca – Skyrim – doczekał się jeszcze bardziej rozbudowanego „Hearthfire”, umożliwiającego budowę własnego domu, co stanowiło niejako rozszerzenie dla istniejących już w grze funkcjonalnych mieszkań, które otrzymywaliśmy wraz z postępem fabularnym. Najbardziej ideę te rozwinął oczywiście Fallout 4 ze swoim mechanizmem budowy osad.

Oczywiście, nie tylko tytuły do których powstania przyczynił się Todd Howard ze swoją ekipą oferowały graczom takie „simsowe” rozwiązania. W dodatku Krew i Wino do Wiedźmina 3 otrzymywaliśmy własną posiadłość, którą Geralt mógł traktować nie tylko jako dom, ale także winnice. Xenoblade Chronicles natomiast posiadało całą linię czysto fed-exowych questów pobocznych, w których dostarczaliśmy materiałów potrzebnych do rozbudowy zniszczonej przez najazd mechonów Szóstej Kolonii. Zresztą, do takich rozwiązań nie trzeba nawet zaglądać do gatunku RPG – motywy rozbudowy osady pojawiały się nawet w seriach zręcznościowych gier pokroju Assassin’s Creed. Takie przykłady można jeszcze przez jakiś czas wyliczać, ja jednak wolałbym skupić się na nieco innym aspekcie – na co to komu? Kiedy patrzę na te wszystkie gry oferujące nam zabawę w mikrozarządzanie, zastanawiam się do kogo w ogóle takie zadania mają trafić. Fani gatunku RPG wolą przecież zająć się dalszym odkrywaniem fabuły i rozwojem swoich postaci. A jeśli lubicie rozbudowę osad i zarządzanie ich funduszami – kupcie sobie Cities Skylines.

From the Ashes jest jednym z tych dodatków – niby zadbano w nim o wszystkie istotne elementy, ale wydaje mi się, że nie jest to DLC którego gracze potrzebują. Naszym zadaniem jest odbudowa wioski Przybysławice – tej samej, która napadnięta została podczas głównej kampanii fabularnej. Rozszerzenie rozpoczynamy u pana Dziwisza, który zleca nam zadanie odnalezienia mężczyzny odpowiedzialnego za oględziny terenów na których odbudowana ma zostać osada. Aby rozpocząć to zadanie, musimy wcześniej ukończyć głównego questa fabularnego „Próba ognia”. Na miejscu – co nie powinno dziwić nikogo kto wykonał choć kilka questów pobocznych w Kindgom Come – okazuje się, że architekt został wzięty w niewole przez zbójców. Po krótkiej walce odbiłem nieszczęśnika z rąk bandytów, wspólnie obejrzeliśmy wioskę i zajęliśmy się budową – Henrykowi zostaje bowiem przekazana funkcja rządcy, na mocy której może on podejmować decyzje o budowie obiektów na terenie wioski.

Oczywiście – co nawet podkreśla pan Dziwisz w momencie przekazywania nam urzędu władcy – budowę musimy pokryć z własnej kieszeni. Choć zabawę z DLC możemy zacząć mniej-więcej w połowie wątku głównego, jest ono skierowane do graczy którym udało się już ograbić z kosztowności połowę królestwa. Ceny budowy nowych obiektów są ogromne – dla przykładu postawienie w wiosce karczmy kosztować nas będzie więcej niż kupno konia, pełnej zbroi rycerskiej i dożywotniego zapasu Sznapsów.  Później oczywiście możemy otrzymywać profity z działalności takiego budynku – jednak, moim zdaniem nie ma to najmniejszego sensu. I tak nie wykorzystamy tych profitów, ponieważ na tym etapie gry mamy już wszystkie potrzebne nam przedmioty.

Nie mam większych zastrzeżeń do fabularnego uzasadnienia takich działań, czy samego procesu rozbudowy. W końcu gra pozwala nam na rozwiązanie problemu uchodźców ze Skalicy, pomieszkujących na dziko Rataje. Jednakże, dodatek pozwalający mi na pobawienie się w średniowiecznego nadzorcę budowlanego zwyczajnie nie jest tym, czego oczekiwałbym po Kindom Come Deliverace. Dużo bardziej wolałbym otrzymać jakąś małą paczkę questów fabularnych, które pozwoliłyby mi ponownie wcielić się w role średniowiecznego rycerza – na takie zadania będę jednak musiał jeszcze trochę poczekać.