Etherborn to gra, która sprawiła mi masę zabawy, ale jednocześnie chciałbym, aby była lepsza. Twórcy byli o krok od magicznej „dziewiątki”, ale kilka drobnych wpadek nie pozwala mi lepiej ocenić tej produkcji. Wciąż jednak – to nie jest zła gra. Wręcz przeciwnie – to tytuł, który powinniście sprawdzić, gdy tylko zapragniecie trochę poruszać głową!

Sprawy techniczne będą pierwszą rzeczą, na której się skupimy.

Etherborn miałem okazję ogrywać na zwykłej PlayStation 4. Jakie są moje wrażenia? Gra jest przepiękna jeśli chodzi o grafikę. Oprawa wizualna mimo tego, że oszczędna, potrafi sprawić, że na chwilę rozluźnimy ręce na padzie i będziemy po prostu… podziwiać. Autorom udało się za pomocą czegoś prostego stworzyć tyle scen, które są tak piękne artystycznie, że aż byłem zdziwiony ich umiejętnościami.

Fragmenty, gdy kończymy dany poziom i przechodzimy do następnego zaskakują za każdym razem. Po niezwykle trudnej zagadce, otrzymujemy prawdziwą ucztę dla oczu, która nagradza wszelkie trudy danego etapu.

OK. To teraz przeszliśmy do zagadek?

Osoby preferujące standardowe recenzje pewnie już mają ból głowy. No, ale cóż… Skupiamy się i czytamy dalej. Tak samo jak gracze Etherborn, gdy docierają do kolejnego etapu. Skupiają się i dalej kombinują. Bo Etherborn nie jest grą łatwą. Tutaj już pierwsze etapy, które bardziej miały nas nauczyć gry, niż sprawić, że będziemy wysilać szare komórki różnią się od standardowego poziomu trudności.

Jakież było moje zdziwienie, gdy gra przestała mnie bardzo szybko prowadzić za rączkę i powoli sam musiałem kombinować. I to było świetne! Etherborn nie celuje w gracza nastawionego na liniowe etapy z zagadkami na poziomie produkcji AAA. To gra indie, która doskonale wie, że fani liczą na ekscytację z przejścia poziomu. Chociaż szybkie rzucenie na głęboką wodę może zaskoczyć, to prędko zmienimy nasze myślenie o ogrywanym tytule i dalej będziemy bawić się znakomicie.

Tak jak jednak wspominałem na początku – gdzieś są drobne rysy na tym diamencie.

I tutaj jest pierwsza z nich. Etherborn jest bowiem grą, w której manipulujemy grawitacją. Nasza postać może wejść na pionową scianę, co jednocześnie zmienia całą grawitację. Gracz musi zatem główkować nad tym, jak ukończyć dany level, jednocześnie pamiętając o tym, że jego ruch może obrócić planszę o 90 stopni. Nie wspominając o elementach pojawiających się w momencie, gdy się do nich zbliżymy. Skok w przepaść może okazać się niegłupim pomysłem, bo nagle pod naszymi stopami wyrośnie podłoga, która przed chwilą była półką.

Brzmi świetnie, prawda? Problem jednak w tym, że… Czasem przejście danego etapu jest przekombinowane. Przykładem niech będzie sytuacja z jednego poziomu, gdzie kamera akurat wyjątkowo była niefortunnie ustawiona, co sprawiło, że kompletnie nie widziałem, że do pewnego miejsca mogę dojść, bojąc się upadku w przepaść. Takich sytuacji, których źródłem problemu była kamera jest niestety jeszcze kilka i to powodowało w moim przypadku drobną frustrację. Przez kilkanaście minut myślę jak mogę przejść etap, a tutaj okazuje się, że kamera ustawiona została w fatalnym miejscu.

Zacząłem od cudownej oprawy graficznej i fantastycznych scen.

Problem jednak w tym, że część lokacji na zwykłej PS4 lubi się przyciąć. Spadek liczby klatek na sekundę jest zauważalny i jakoś wyjątkowo mocno zaburza odbiór gry. Nasz główny hub już zupełnie źle chodzi, przez co dojście do kolejnego etapu to oglądanie rozgrywki w 20-paru fpsach. Niby w przypadku gry o takiej skali nie powinno to razić, ale tutaj wyjątkowo paskudnie to wygląda. Ale to tylko „interaktywne menu” dające dostęp do kolejnych etapów. Ale dalej mnie to gryzie…

W ogólnym rozrachunku otrzymujemy zatem produkcje bardzo dobrą jeśli chodzi o przygotowane zagadki oraz styl artystyczny.

Nie „wzorową”, bo pojawiło się tutaj kilka wpadek, które jakoś wyjątkowo rzutują na ostateczną ocenę. Skończmy więc czymś miłym – muzyką i udźwiękowieniem. Przyznam się bez bicia – w tego typu grach po kilkunastu minutach muszę uruchamiać Spotify, aby nie zasypiać. A w Etherborn? Przygotowane melodie oraz udźwiękowienie naprawdę mi się spodobało! Osoby stojące za tymi fragmentami gry wykonały wzorową pracę!

Etherborn to zatem porządna produkcja, która popełniła malutkie błędy.

Są one jednak na tyle uciążliwe, że razem zaniżają ocenę. Ale hej! Można je raczej naprawić kilkoma łatkami! Jeśli nie teraz, to dajcie grze szansę za kilka tygodni.

Etherborn - recenzja
plusy
  • wysoki poziom
  • piękna grafika...
minusy
  • ...która czasem chrupnie
  • drobne problemy z kamerą
8ocena