W trakcie trwającego roku smoka nie narzekałem na poziom dodatków do gry. Były nieźle zbalansowane, zaś meta w standardowym trybie gry okazała się być wyjątkowo zróżnicowana. Nie brakowało dobrych midrange decków, kilku ciekawych combosów czy jak zwykle potężnego control warriora. Zejście smoków zmieniło jednak nieco mój pogląd na mijający już sezon.

Shamanstone

Zacznę od problemu który w mecie pojawił się wraz z powrotem ulubionych kart społeczności do formatu standardowego. Przez ostatni miesiąc shaman zdominował laddera, dzięki niesamowitym combosom z wykorzystaniem ewolucji. Nowy dodatek przyniósł nam 5 nowych grywalnych hero cards – swoją wersję Galakronda otrzymał shaman, warlock, rouge, priest i warrior. I własnie z tym ostatnim jest pewien problem.

Galakrond shamana jest po prostu zbyt silny w połączeniu z istniejącym już w grze questem podwajającym okrzyki bojowe i shudderwockiem. W przypadku innych klas które otrzymały dostęp do, całkiem swoją drogą ciekawej, mechaniki Galakronda nie ma możliwości na wielokrotne powtarzanie okrzyku bojowego uaktywnianego podczas zagrania tejże karty. W przypadku shamana sprawa wydaje się z goła odmienna i połączenie podwojonego okrzyku spawnującego 4 ogromne miniony z rushem, oraz wyposażającego shamana w broń 5/2 spowodowała, że praktycznie każda inna klasa ma problemy podczas matchupu przeciwko tej klasie. Co gorsza, wydane świeżo po premierze dodatku nerfy mające wyrównać nieco metę… Niewiele zmieniły.

Gdyby nie balans… Byłoby świetnie.

Pomimo nieprzyjemnie ujednoliconej mety, wyraźnie faworyzującej midrange decki, powiedziałbym, że Descent of Dragons to świetny dodatek. Choć power level kart okazał się bardzo wysoki, w dziczy mamy do czynienia z prawdziwym wysypem ciekawych combo decków, oraz odrodzeniem kilku starych archetypów. Ponadto, dodatek zawiera prawdopodobnie najciekawszy zestaw kart klasowych od dawna, a nowe smoki pozwoliły w pełni rozwinąć skrzydła temu, zapomnianemu już, tribe’owi.

Pochwalić muszę także eventy poprzedzające nadejście wydarzenia, oraz hojność Blizzarda, który na premierę podarował graczom wyjątkowo dużo darmowych kart, oraz bonusowych questów na pakiety i złoto. Dodatek już na długo przed premierą przypominał o sobie premiującymi aktywnych graczy wydarzeniami. Dobrym pomysłem było także danie graczom za darmo wszystkich kart Galakronda, dzięki czemu nawet początkujący w szybki sposób utworzyć mogą kilka ciekawych archetypów zarówno do standardowego, jak i dzikiego formatu gry.

Więcej takich dodatków… Tylko lepiej zbalansowanych!

Descent of Dragons to na prawdę ciekawe rozszerzenie. Nie dość, że reintrodukowało na nowo do mety talie oparte o synergie smoków, to jeszcze dołożyło ciekawą i łatwą w opanowaniu dla nowych graczy mechanikę Galakronda. Szkoda tylko, że zawiódł nieco balans gry przez co ciężko jest w pełni cieszyć się nowymi kartami na ladderze, napotykając w co drugim meczu shamana. Na razie rękawicę rzuconą przez tę klasę podnieść może niewiele archetypów, mam jednak nadzieję, że zmieni się to wraz z premierą nadchodzącej wielkimi krokami przygody, która wprowadzi do gry kilkadziesiąt nowych kart.