Darksiders Genesis to coś, na co pewnie niewielu czekało, ale wielu się z niego ucieszy. Będąca prequelem dla całej serii gra stawia na inny sposób przedstawiania akcji – wciąż hack and slash, ale teraz Diablo-podobny.

Akcja „Genezy” rozgrywa się przed wydarzeniami ze wcześniej wydanych części cyklu.

Kręci się wokół Lucyfera, potężnego demona, który chciałby zachwiać odwieczną Równowagą. Na pomoc wezwani zostają jeźdźcy apokalipsy. Spisek, który próbują rozwikłać, staje się coraz bardziej skomplikowany – dodając do tego retrospekcje z wydarzeń z Edenu, dostajemy interesującą historię. Ta jednak wcale nie jest w tej produkcji najważniejsza.

Do dyspozycji gracza oddane są dwie postacie – Wojna i Waśń. Można się pomiędzy nimi swobodnie przełączać w trakcie rozgrywki. Darksiders Genesis oferuje też co-opa, wtedy po prostu drugą postacią steruje kolega (lub koleżanka!).

Jeźdźcy apokalipsy są bardzo od siebie odmienni.

Waśń, który jest dla cyklu kompletnie nową postacią, preferuje walkę na odległość. Jego pistolety doposażyć możemy kilkoma różnymi typami amunicji. Im dłużej Waśń strzela, tym szybciej wpada w stan szału. Rośnie jego szybkostrzelność, pociski zadają więcej obrażeń. Wojna to wojownik walczący w zwarciu. Potrafi atakować wrogów dookoła siebie, umie też szybko do nich doskoczyć, uderzyć i wykonać egzekucję.

Różnorodność metod, z których obydwie postacie korzystają, jest naprawdę duża.

Momentami może nawet zbyt duża, trudno ze wszystkich z nich efektywnie korzystać. Trzeba zapamiętać bardzo dużo kombinacji. To przychodzi z czasem, dość naturalnie, ale w pierwszych etapach gry może być przytłaczające. Bardzo ciekawie rozwiązany został w nowym Darksiders rozwój głównych bohaterów. Nie mamy tutaj klasycznych punktów czy poziomów doświadczenia. Jeźdźcy rozwijają się w kilka sposobów – jednym z nich jest dokupywanie ruchów, umiejętności, innym używanie tzn. rdzeni istot. Rdzenie wypadają z zabitych wrogów, każdy z nich musi być umieszczony w odpowiednim gnieździe dla zmaksymalizowania efektów. Im więcej zebranych rdzeni danego typu, tym większe bonusy dają. Są też takie, które jedne współczynniki obniżają, a inne podwyższają. Powstaje z tego przyjemna układanka – jak wypełnić gniazda tak, by mieć z nich największe korzyści.

Układanek i zagadek w grze jest więcej!

Niektóre z umiejętności Wojny i Waśni wykorzystywane są głównie do otwierania nowych przejść oraz aktywowania ukrytych skrzynek z przedmiotami. Skille zdobywamy wraz z rozwojem fabuły, trzeba się więc wracać do poprzednich misji, żeby znaleźć w nich wszystkie możliwe „sekrety”. To zachęca do ponownego przechodzenia poprzednich etapów.

Grind i wypady po „loot” są w Darksiders Genesis równie wskazane.

Zdobywa się dzięki temu jeszcze więcej dusz (które tutaj są walutą), dzięki czemu kupić można więcej umiejętności. Do tego dochodzi Arena, do odblokowania gdzieś w środku wątku fabularnego. Na niej ścierać się będziemy z 10 coraz silniejszymi falami wrogów. Jedno podejście do areny to około 7-10 minut, można z niego wynieść całkiem sporo dusz i rdzeni istot.

Początkowo nie byłem pod zbyt dużym wrażeniem udźwiękowienia Darksiders Genesis.

Muzyka w pierwszych etapach jest poprawna, ale nie zwraca na siebie większej uwagi. To odczucie zmienia się z czasem, każdy kolejny poziom to jakby lepszy, ciekawszy motyw muzyczny. Kawałek z etapu 11 to mistrzostwo, które już znalazło się na mojej playliście. Pod względem warstwy wizualnej prequel cyklu Darksiders prezentuje się przyzwoicie. Każdy z etapów ma jakąś myśl przewodnią (śnieg, lawa itp.), wokół tego zbudowana jest sceneria. Całość pełna szczegółów, stosunkowo różnorodna. Przyjemnie się na to patrzy. Jest jeszcze przyjemniej, kiedy ekran wypełnią animacje walki i specjalnych ataków.

Trzeba zwrócić jednak uwagę na kamerę.

Jak to w Diablo-podobnym hack and slashu ta jest nieruchoma – w żadnym stopniu nie możemy regulować jej położenia. Kąt widzenia czasem zmienia się sam z siebie tak, by zwrócić uwagę na jakiś szczegół otoczenia, czy wprowadzić do scenki fabularnej. Działa to wszystko dobrze, czasem jednak zdarzają się momenty, kiedy to obiekty z pierwszego planu kompletnie zasłaniają pole bitwy. Bywa to frustrujące, szczęście, że trwa tylko krótką chwilę.

Jeśli już o frustracjach mówić, to nie sposób nie wspomnieć mapy. Jaki cel jest w umieszczaniu mapy w grze hack and slash bez zaznaczania w niej aktualnej pozycji bohatera? Mapa w żaden sposób nie oznacza miejsca, w którym Wojna i Waśń znajdują się w danym momencie! I choć mapy są stosunkowo korytarzowe, to jednak potrafi to być irytujące. Jedynym sposobem na orientowanie się w przestrzeni jest nawigowanie za pomocą odkrytych już skrzyń z przedmiotami, czy innymi specjalnymi punktami oznaczanymi z automatu na mapie.

Grze zdarza się też zapomnieć o pewnych ograniczeniach.

Czasem ściana przestaje być ścianą, można w nią wejść i – co gorsza – utknąć. Całe szczęście, że łatwo się z tej blokady uwolnić po prostu zmieniając aktywną postać. To samo dzieje się z przeciwnikami. Potrafią utknąć gdzieś na krawędzi, gdzieś między kolumnami. Udało mi się nawet odstrzelić w ten sposób kilku bossów!

Wrogom zdarza się chodzić w powietrzu, poza krawędziami platform.

Pamiętam moment w jednym etapów, kiedy to za pomocą dźwigni mogłem opuszczać i podnosić most zwodzony. Opuściłem go, podniosłem, przeciwnicy nic sobie z tego nie robili i dalej biegali sobie po nieistniejącym moście.

Takie właśnie w całości jest Darksiders Genesis. Pełne ciekawych, interesujących mechanik, ale podanych w niedbały sposób. Tak samo jest też z polskim tłumaczeniem. Głosy postaci nagrane są wzorowo, aktorzy się postarali. Co z tego, skoro wciąż zdarzają się fragmenty interfejsu nieprzetłumaczone z angielskiego? Teksty niemieszczące się w ramkach? Albo, co gorsza, elementy kodu HTML (dosłownie <img …) na liście pozycji w jednym ze sklepów?

Jeśli więc lubisz hack and slashe i jesteś w stanie przymknąć okno na pewne niedoskonałości – może okazać się, że Darksiders Genesis będzie pozycją w sam raz dla ciebie. Ja bawiłem się przednio!

Darksiders Genesis możecie zakupić taniej na cdkeys.com (~89 PLN).

Darksiders Genesis - recenzja
plusy
  • rozwój postaci
  • muzyka
minusy
  • utykanie w ścianach
  • niedbałe tłumaczenie
8ocena