Lata 90 zostały zdominowane przez maskotki reprezentujące platformy dostępne ówcześnie na rynku. Nintendo miało wąsatego Mariana, Sega wchodzącego w prędkość nadświetlną jeża, natomiast Sony, które dopiero zaczynało budować swoją pozycję na rynku, było reprezentowane przez Crasha Bandicoota. Seria platformówek z nieco zakręconym, rudym ssakiem błyskawicznie podbiła serca graczy, jednakże po kilku latach i paru nieudanych odsłonach została zepchnięta przez Activision na dalszy plan. Po trzech pierwszych częściach ciepło przyjętego platformera i jednym fantastycznym konkurentem dla Mario Karta, Crash zaczął staczać się po równi pochyłej. Po licznych nieudanych próbach wskrzeszenia marki (lub wydojenia jej ile tylko wlezie) Crash został zamieciony pod dywan na niemalże 9 lat. Po tak długiej przerwie Activision ponownie wraca do ukochanej przez graczy maskotki wydając odświeżoną wersję trzech pierwszych gier o Crashu, wydanych niegdyś na Playstation 1.

Jakim remakiem jest N. Sane Trilogy?

Z racji tego, że Crash Bandicoot N. Sane Trilogy jest remasterem, pozwoliłem sobie podzielić tę recenzję na dwie części. W pierwszej zajmę się jedynie oceną pracy Vicarious Visions oraz postaram się odpowiedzieć na pytanie — Czy N. Sane Trilogy to dobry remake?

Zacznijmy od tego, że gra została stworzona od podstaw. Przy produkcji trylogii Vicarious Visions nie korzystało bowiem z plików pochodzących z oryginalnych gier, używano ich jedynie jako „ściągawki”. Zatem wszystkie levele, jakie przyjdzie nam przemierzać w grze są przebudowaną wersją tych z PS1. Można powiedzieć, używając nomenklatury muzycznej, że N. Sane Trilogy jest coverem gier o Crashu. Wszystkie aspekty gry zostały bowiem stworzone od podstaw, a materiały źródłowe zostały użyte jedynie w roli instrukcji do jej zrobienia.

Biorąc pod uwagę ten fakt, przyznać należy, że remake ten został wykonany dobrze, choć nie obyło się bez drobnych wpadek. Gra wygląda bardzo ładnie — pastelowe, nieco bardziej stonowane od oryginału, kolory nadają jej baśniowy klimat. Postacie zostały świetnie zanimowane, co zauważyć można szczególnie podczas oglądania cutscenek na silniku gry. Jest tylko jeden „mały” problem — gra działa w 30 klatkach na sekundę. Nie jestem purystą w sprawie FPS-ów, nie uważam, że twarde jak skała 60 klatek jest koniecznością dla każdego gatunku gier. Jednak dla platformówek — jak najbardziej. 30 FPS-ów daje się we znaki szczególnie na bardziej wymagających planszach. Co gorsza, na PS4 PRO ilość klatek nie ulega zmianie, niezależnie zatem od wersji konsoli gracz skazany jest na kinowe doświadczenie. Rozumiem, że gry z wielkim otwartym światem to dla konsoli zbyt duże obciążenie, aby pozwolić sobie na płynny obraz, ale mała, korytarzowa platformówka?

Dźwięk również wypada solidnie, choć i tutaj nie obyło się bez zgrzytów. Tym razem nie są one odczuwalne dla gracza. ale dla twórcy i kompozytora oryginalnego soundtracku do Crasha — Josha Mancella. Nie został on zaproszony przez Activiosion do współpracy nad ich nowym dziełem, wręcz, jak możemy przeczytać na jego fanpagu, został przez nich zignorowany.

A jak ma się rozgrywka w nowej, ulepszonej wersji Crasha? Cóż, nierówno. Na pochwałę zasługują zmiany poczynione przez studio, takie jak nowy system autozapisu, który wyparł stary i szczerze mówiąc, dziwny sposób na zapis gry jedynie po ukończeniu specjalnych sekcji bonusowych, celem usprawnienia i ujednolicenia gameplayu we wszystkich trzech częściach gry. Bardzo dobrą decyzją było także dodanie do pierwszej części prób czasowych, które pojawiły się w późniejszych odsłonach oraz usprawnienie postaci Loli Bandicoot, dzięki czemu jest ona grywalna także poza poziomami, w których jeździ się na wierzchowcu. Aczkolwiek, poza pozytywnymi zmianami, do remake’u dodano także łyżkę dziegciu w postaci systemu kolizji w pierwszej z gier. Wiadomo — jedynka była grą mocno eksperymentalną, posiadała słabo wyważony i momentami frustrujący poziom trudności, a levele były zaprojektowane bez takiego polotu i pomysłowości, jak w następnych częściach. Ale N. Sane Trilogy jeszcze bardziej pogłębia różnicę w poziomie trudności pomiędzy częścią pierwszą a kolejnymi odsłonami. Postać bohatera o wiele łatwiej ześlizguje się z krawędzi platform niż w oryginale, co potęguje frustrację przy przechodzeniu trudniejszych poziomów.

Skoro już wiemy jak przebiegły „zabiegi odmładzające” – czy Crash nadal jest tak dobrą grą jak 20 lat temu?

Jakość remake’u to jedno, ale równie ważne jest to, czy Crash potrafi nadal bawić graczy tak samo, jak na PlayStation 1. Odpowiadając na to pytanie — potrafi jak najbardziej!

Zacznę od tego, że Crash nadal, po 20 latach od premiery, jest grą bardzo grywalną. Activision dostarczyło graczom za niższą niż standardową cenę 3 fantastyczne gry, z których formułą czas obszedł się bardzo łagodnie. Poziomy wciąż przeskakuje się tak samo przyjemnie, jak dawniej (no może poza pierwszą częścią, o której już wspominałem). Oczywiście, tak stare gry wyraźnie różnią się pewnymi aspektami rozgrywki od nowoczesnych tytułów — chociażby specyficznym układem poziomów, które zostały zaprojektowane jak proste korytarze. Przez to Crash wydaje się jednak dla współczesnego gracza doświadczeniem wyjątkowo świeżym, oferując model rozgrywki, którego próżno szukać we współczesnych platformówkach 3D. Bardzo pozytywnie odznacza się różnorodność stylistyczna, jaką obdarzone zostały poziomy w grach z podtytułami „Cortex Strikes Back” oraz „Warped”. Przyjdzie nam odwiedzić piękne tropikalne wyspy, futurystyczne bazy wybudowane przez doktora Cortexa, pokryte śniegiem lodowce, turniej rycerski, poskakać po wielkim murze chińskim czy popływać pod wodą. Można tak wymieniać jeszcze długo, natomiast należy zaznaczyć, że podziwiane przez gracza krajobrazy nie znudzą mu się do końca przygody.

Na tle dzisiejszych gier znacząco wyróżnia się także poziom trudności trylogii. Crash nie wybacza błędów, a niektóre sekcje gry są niemalże tak trudne, jak specjalne świątynie w nowszych odsłonach Donkey Konga, które zostały zaprojektowane przez Nintendo po to, aby bardziej wymagający gracze odnaleźli w grze wyzwanie godne ich uwagi. Z tego powodu N. Sane Trilogy nie jest idealną propozycją dla każdego, mniej wprawionym graczom poleciłbym jakieś prostsze platformówki. Jeśli natomiast jesteście odporni na częste powtarzanie trudnych momentów gry lub zostaliście obdarzeni niezwykłym refleksem i umiejętnościami — produkcja ta jest dla was idealna.

Podsumowując — Crash Bandicoot N. Sane Trilogy jest dobrą propozycją zarówno dla starszych odbiorców, którzy chcą przypomnieć sobie ukochaną platformówkę z dzieciństwa, jak i dla bardziej współczesnego pokolenia graczy, szukających gry, która będzie dla nich nie lada wyzwaniem. Choć nie obyło się bez pewnych wpadek przy tworzeniu tego remastera, przyznać trzeba, że jest to najlepsza gra o humanoidalnym jamraju od bardzo dawna.

Podobne posty