„Blackout” – stanowczym głosem mówi do nas dźwięk z słuchawek. To zapowiedź tego co nas czeka przez najbliższe kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. Tysiące taktyk, dziesiątki przeciwników i… dobra zabawa. To zapewnia nam nowy tryb battle royale w Call of Duty: Black Ops 4, któremu nie brakuje zbyt dużo do perfekcji.

Treyarch po prostu zrobił to dobrze.

Jeszcze rok-dwa temu mówiło się, że niemalże idealną formułę battle royale odkryło PUBG. Twórcy zamiast kuć żelazo póki gorące i naprawiać masę błędów i niedociągnięć postanowili dodawać nową zawartość, spychając na bok sprawy techniczne. Potem przyszedł Fortnite, który oszlifował mechanikę PUBG, dodając bardziej luźny styl gry. Zdawało się, że nic już tego nie pobije. Z czasem jednak w Fortnite dodano zbyt dużo pobocznych zadań i gra stała się symulatorem wykonywania dziwnych czynności. Wszystkie emocje battle royale, które wynikają z chęci bycia pierwszym gdzieś się ulotniły i gracze liczyli, że nadejdzie coś, co znowu postawi na frajdę z bycia numerem jeden. No i jest – Treyarch ze swoim trybem Blackout w Call of Duty: Black Ops 4.

Co wspaniałego zrobił Treyarch?

Po prostu powrócił ze swoją grą do tego co najbardziej bawi w tego typu produkcjach. Ta wspomniana przeze mnie walka o bycie pierwszym jest tutaj na… pierwszym miejscu! Co prawda mamy tutaj możliwość odblokowywania skórek bohaterów, ale wszystko przygotowano tak, aby było to gdzieś w tle. Podczas gry nie myślimy o tym, aby zabić przeciwnika konkretnym rodzajem broni, a żeby jak najlepiej wypaść. Blackout premiuje sprawną grę, w której uda nam się kogoś ustrzelić lub dotrwać niemalże do końca. Możemy zapomnieć o tym, że uzyskamy jakiekolwiek punkty doświadczenia jeśli przez pół gry przesiedzimy schowani w toalecie, a następnie zginiemy uciekając przed kurczącą się strefą gry.

Mapa gry została przygotowana zgodnie z zasadami przyjętymi w battle royale.

Zrobiono to ponownie, w sposób niemalże idealny. Świat gry jest kolorowy, ma wiele punktów charakterystycznych, dzięki którym łatwo jest się nauczyć mapy, a ponadto pomiędzy większymi lokacjami mamy mniejsze konstrukcje, które sprawny gracz może doskonale wykorzystać do dobrego startu gry. Fani poprzednich odsłon Black Ops znajdą tutaj również lokacje z poprzednich odsłon serii, które przebudowano na potrzeby nowego trybu. Znalazło się również miejsce dla lokacji, w której roi się od zombiaków. Doświadczeni gracze szybko się ich pozbędą otrzymując za to nagrodę, a reszta zapewne będzie jak najszybciej uciekać do innych miejsc. Zrobić to będą mogli za pomocą quada lub helikoptera. Każdy pojazd jest jednak bardzo łatwo zniszczyć, jeśli odnajdziemy wyrzutnie rakiet namierzającą cel.

Strzelanie i ekwipunek wykonano w pomysłowy sposób.

Na ziemi odnajdziemy uzbrojenie, w postaci karabinów, strzelb, pistoletów i karabinów snajperskich. Oprócz tego odnajdziemy mnóstwo modyfikatorów broni, które od razu się montują na wybranej broni. Do tego możemy znaleźć plecak, pancerz czy granaty. Całość dopełniają gadżety w postaci np. nadajnika wykrywającego pobliskich wrogów czy linki z hakiem, która przyciągnie nas do danego miejsca. Znaleźć możemy również ulepszenia naszego bohatera, które pozwalają nam np. szybko poruszać się kucając lub lepiej słyszeć kroki wrogów.

Udźwiękowienie jest… poprawne. Dobrze słychać czy strzały padają z daleka czy bliska – poziom nie odbiega od innych produkcji AAA. Co innego jednak jest z grafiką. Gra recenzowana była na konsoli PlayStation 4 i widać, że aż krzyczy o dodatkowe pokłady mocy, które mogłoby dać PS4 Pro. Rozdzielczość gdy stale się zmienia i to niestety widać. Obraz jest mętny, a obiekty znajdujące się daleko od nas wyglądają bardzo słabo.

Możemy zapomnieć również o nagraniu fragmentu gry za pomocą konsoli. Uruchomienie jakiegokolwiek menu podręcznego trwa tak długo, że odechce nam się przytrzymywać przycisk PS lub share. Na szczęście, konsola mimo dużego obciążenia działa bardzo cicho. Grze zdarzało się również chrupnąć, a i odnalazło się kilka drobnych błędów. Raz podczas gry wpadłem w teksturę drzwi, z której nie mogłem się wydostać, a innym razem udawało mi się wskakiwać na dachy wysokich budynków, wyczuwając odpowiedni moment podczas skoku. Twórcy jednak nie powinni mieć problemów z wyeliminowaniem takich błędów, a gra i tak jak na start battle royale nie męczy błędami.

Póki co, Call of Duty Black Ops 4 jest grą zawierającą najlepszy tryb battle royale jaki do tej pory powstał.

Dlaczego „póki co”? Ponieważ PUBG było taką grą, ale zostało „olane”. Ponieważ Epic i ich Fortnite byli fantastyczni do momentu, kiedy skupili się aż zbytnio na skórkach niż na zwycięstwie. Treyarch i ich Blackout są aktualnie w punkcie,  w którym był Fortnite po kilku pierwszych aktualizacjach. Mamy genialną grę, którą można jeszcze ulepszyć, ale można również zepsuć. Wszystko jest teraz w rękach ludzi, którzy znają się na swojej robocie. Oby chęć łatwego zarobku nie zakręciła im w głowie.

Call of Duty: Black Ops 4 - sprawdzamy tryb "Blackout"
plusy
  • doskonała rozgrywka
  • dobra mapa
  • ciekawe mechaniki ekwipunku
minusy
  • PS4 zdaje się ledwo wyrabiać
9ocena