“Kolejna kopia Super Meat Boy” – pomyślałem przed uruchomieniem gry. Chwilę później spojrzałem na zegarek i zorientowałem się, że z życia uciekły mi 3 godziny, które spożytkowałem na bicie rekordów na poszczególnych planszach. Co takiego niezwykłego jest w Binaries – steamowym debiucie studia Ant Workshop?

Dużo trudniejsze od "Mięsnego chłopca"

Najważniejsze jest podstawowe założenie gry, którym jest sterowanie nie jedną, lecz dwoma postaciami w tym samym momencie. Tymi postaciami są najzwyklejsze kulki, które nie robią nic, oprócz poruszania się w lewo/prawo i skakania. Razem z nimi mamy do przejścia 101 poziomów, w trakcie których odblokujemy kolejne elementy urozmaicające rozgrywkę.

Binaries screenshot

W grze spotkamy plansze pozornie łatwe…

Na początku naszym zmartwieniem są jedynie kolce, których dotknięcie wiąże się z koniecznością powtórzenia poziomu. Chwilę później dowiadujemy się, że przeszkody działają tylko na kulkę o takim samym kolorze, co zmusza gracza do główkowania w celu wymyślenia najszybszej trasy. Kiedy już jesteśmy pewni, że Binaries nie jest w stanie być trudniejsze, twórcy pokazują nam w jak wielkim błędzie jesteśmy i dodają elementy takie jak działka, teleporty czy poruszające się elementy na mapie. Wszystko to odpowiednio zbalansowane w taki sposób, aby kolejne urozmaicenia pojawiły się dopiero wtedy, gdy opanujemy wszystkie poprzednie.

Binaries screenshot

… jak i takie, na których widok złapiemy się za głowę

Umieranie w tej grze jest normą, jednak odblokowywane osiągnięcia związane z licznikiem zgonów łagodzą frustrację, która skutecznie rośnie przy n-tym podejściu do tej samej planszy. Jednak za błędy możemy obwiniać tylko i wyłącznie siebie. Do sterowania na klawiaturze nie mam najmniejszych zarzutów, jednak nie byłem w stanie sprawdzić jak to wygląda na padzie, gdyż mimo informacji na stronie produktu, że gra posiada “Pełne wsparcie kontrolera”, mój nie został wykryty.

Niebieski i pomarańczowy jak 1 i 0

Plansze są zróżnicowane, a oprawa graficzna pozostawia bardzo pozytywne wrażenie. Użycie  jedynie dwóch kolorów daje minimalistyczny i bardzo estetyczny efekt, który pozwala skupić nam się na planszy, a proste elektroniczne tony tworzą muzykę przyjemną dla ucha. Oprawa audio na tyle wciąga, że w trakcie pisania tego tekstu mam uruchomioną grę tylko po to, by móc jej dalej słuchać.

Największą bolączką jak dla mnie jest brak sieciowych rankingów. Po zdobyciu najwyższej noty brakuje motywacji do walki o ułamki sekund, tylko po ty by uzyskać tytuł najlepszego gracza na danej planszy.

Jeżeli Super Meat Boy nie był dla Ciebie większym wyzwaniem lub odczuwasz masochistyczną wręcz przyjemność z ciągłego umierania, to nie pożałujesz tych 10 euro na grę, która przetestuje twoją cierpliwość na nowo.

Po fragmenty rozgrywki zapraszam do recenzji wideo, która znajduje się poniżej: