Dobrze jest być graczem w dzisiejszych czasach. Obecne gry AAA są piękne i kompleksowe, więc hardkorowiec ma zapewnione godziny rozrywki. Natomiast ci, którzy chcą prostej niezobowiązującej rozgrywki mają w czym wybierać, bowiem rynek gier Indie ma się świetnie jak nigdy wcześniej.

Kiedyś zapaleni amatorzy szybko rozbijali się o ścianę w postaci braku ogólnodostępnych silników gier, przez co ktoś, kto chciał stworzyć grę nie tylko musiał nauczyć się programować, ale zrobić to na tyle dobrze, by móc stworzyć własne środowisko programistyczne i schematy instrukcji dla procesora graficznego. Dziś natomiast mamy choćby Unity. Unity, które zostało okryte złą sławą, po tym jak ludzie masowo wydawali za jego pomocą gry nadające się, cóż, krótko mówiąc, do kosza. Jednakże, nie można winić narzędzi za to, że ktoś nie potrafi z nich korzystać. Na Unity powstało wiele gier wartych uwagi, a jego przystępność pozwoliła wejść do biznesu gier twórcom wielu znaczących tytułów, które zbierają wyśmienite oceny i uznanie graczy oraz krytyków.

Jednym z nich jest Bad North.

Tytuł jest prostym RTSem pomieszanym z Tower Defence, z elementami rogue-like, gdzie każda rozgrywka wygląda inaczej. W grze, na wzór FTL i innych proceduralnie generowanych gier, mamy rozgrywkę typu „od planszy do planszy”, gdzie wraz z progresem zbieramy nowe oddziały czy ulepszenia, jednakże nasze zastępy mogą zginąc i nie przetrwać z nami do następnej bitwy.

Akcja Bad North opiera się na bronieniu wyspy naszymi oddziałami przed desantem wroga, a sama rozgrywka dzieje się w rzucie izometrycznym. Mamy więc coś w rodzaju Civilization w czasie rzeczywistym, bowiem plansza zrobiona jest z pól, po których poruszają się nasze jednostki. Ułożenie wysp nie jest proste i często mamy do czynienia z pagórkami czy wzniesieniami, po których nie możemy przechodzić i trzeba zawczasu myśleć, jak ułożyć nasze jednostki, by w razie wpadki albo szybko je wycofać, albo dosłać posiłki. Dają nam one również przewagę taktyczną, bowiem dobrze umiejscowione oddziały łuczników mogą narobić spustoszenia w oddziałach wroga, zanim ten w ogóle do nas dojdzie.

Gra z początku wydaje się prosta i intuicyjna, plansze są ułożone w sposób nieskomplikowany i niewymagający myślenia, a wrogowie bez myślenia pakują się pod dobrze umiejscowionych łuczników. Jednak wraz z progresem liczba jednostek wroga wzrasta wraz z ich umiejętnościami na polu bitwy, a plansze komplikują się i stają się trudniejsze do przebycia.

By pomóc nam przetrwać nawałnicę wrogów twórcy wprowadzili do gry system klas.

Po wygranej potyczce dostajemy monety, które przypisujemy naszym jednostkom. Gdy zbierzemy ich odpowiednią ilość, możemy awansować zwykłych piechurów do jednej z trzech rodzajów jednostek: łuczniczy, włócznicy i ciężka piechota. Każda klasa ma swój osobny system wad i zalet, na przykład łucznicy są fatalni w zwarciu, ale zabójczy na dystans, włócznicy potrafią wytrzymać szarżę wroga, ale nie są zbyt szybcy, natomiast ciężka piechota najbardziej uniwersalna.

Kluczem do opanowania mechaniki gry jest odpowiedni balans między jednostkami i odpowiednie ich rozmieszczenie na planszy, ale nie jest to jedyne usprawnienie. Po skończeniu niektórych plansz dostajemy również przedmioty, które możemy zamontować i które dają nam nowe, unikalne umiejętności, których nie możemy rozwinąć poprzez zwykłe rozwijanie postaci w grze. Niestety, nie wiem czy to jest błąd, czy brak odpowiedniej opcji, ale nie mamy możliwości zdjęcia przypisanego itemka, jeśli przypadkiem daliśmy go złej jednostce. Tak samo jak nie można cofnąć wyboru klas czy skillów.

Bad North przyjęło prosty styl graficzny w rzucie izometrycznym.

Graficy dobrali spokojną paletę barw, zachowując rozsądną granicę między stonowanymi kolorami a kontrastem między jednostkami i obiektami w świecie gry. Niestety, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wygląda to po prostu biednie. Minimalistyczny styl jest co prawda kwestią preferencji i w tym kanonie nie można niczego grze zarzucić, ale moim zdaniem przydałoby się więcej detali, czy to otoczenia, czy samych modeli postaci. Również wszechobecna mgła potęguje wrażenie, że przydałoby się coś więcej. Fajnie natomiast wygląda ostrzał łuczników, widać, jak strzały trafiają we wroga lub pudłują, co jest miłym smaczkiem.

Bad North jest bardzo przyjemnym tytułem, który znakomicie sprawdza się zarówno jako gra na szybką partyjkę przed wyjściem z domu, jak i dłuższą sesję dla relaksu. Jest to tytuł prosty, który być może powiela oklepane schematy, ale w gruncie rzeczy, robi to dobrze i dodaje coś od siebie.

Bad North - recenzja
8Ocena

Podobne posty