AT SUNDOWN: Shots in the Dark jest niewątpliwie ofiarą współczesnego, przesyconego rynku gier. Pamiętacie jak kiedyś gry Indie były tym segmentem rynku, który wprowadzał coś nowego, gdy niszowe gry ucierały nosa wielkim produkcjom AAA nowatorskimi mechanikami, których tak swego czasu łaknęliśmy? Teraz, w dobie Steam’owego śmietniska tworzone są kopie kopii. Szukanie perełek staje się coraz trudniejsze, ponieważ z roku na rok gier przybywa. W 2018 premierę miało niecałe dziesięć tysięcy tytułów. Nie sposób śledzić takiej ilości produkcji, tym bardziej że większość nie nadaje się nawet na kiepski żart, a co dopiero poświęcenie swojego cennego czasu i pieniędzy.

Nowatorskie gry jednak wciąż powstają!

Czasami nawet uda im się przebić do masowego odbiorcy lub przynajmniej znaleźć swoją niszę. Niestety są też perełki nieodkryte i niedocenione jak bohater tego tekstu. AT SUNDOWN: Shots in the Dark miało na siebie ciekawy pomysł. Co więcej, również wykonanie nie pozostawia nic do życzenia. Wszystko jest na swoim miejscu. Dopracowane i doszlifowane, a mimo to cisza o nim… jak makiem zasiał.

Sam nie jestem wielkim fanem indyków. Ciężko znaleźć coś dobrego, a jak już się uda, to okazuje się, że mimo dobrego pomysłu tytuł kuleje na innych płaszczyznach przez niedoświadczenie twórców i brak budżetu. Myślę, że to może być po części przyczyna braku sukcesu wielu dobry gier niezależnych. Dzisiaj wielkie korporacje odkupiły częściowo swoje winy i serwują naprawdę dobre, dopracowane i często świeże tytuły. Nie musimy uciekać do undergroundu.

Co wprowadza AT SUNDOWN: Shots in the Dark??

Gra jest strzelanką rywalizacyjną z widokiem z góry. Brzmi mało innowacyjne, ale co powiecie na to, że większość plansz spowita jest mrokiem i strzelamy głównie na ślepo? No dobra, można to było wywnioskować po nazwie, ale trzeba się pochylić nad wykonaniem tego pomysłu, który wypada świetnie.

Twórcy potrafią bawić się światłem, i wszystko, czego możecie się spodziewać po tej zabawie znajduje się w grze.

Wystrzał z broni wiąże się ze smugą światła, która nie tylko odkrywa kawałek zaciemnionej mapy, ale i zdradza pozycję strzelca. Chcąc pozostać w ukryciu, trzeba unikać wszelkich źródeł światła znajdujących się oryginalnie na mapie. Jest to trudne, ponieważ w ciemności kompletnie nie widać postaci i nieopaczne wyjście z ukrycia jest dość powszechnym zjawiskiem. Biegając w ciemnościach, jedynym wyznacznikiem pozycji są ściany i przeszkody, ponieważ wejście w nie sygnalizowane jest wibracjami pada. Właściwie nigdy nie wiadomo gdzie celujemy naszą postacią, dlatego technika „One shot, One kill” raczej odpada.

Sundown to także sporo zawartości

Nie samym pomysłem stoi gra! Jest tu sporo kontentu – postacie, którymi gramy są charakterystyczne. Każda ma swój typ uzbrojenia i gadżety. Broni też jest całkiem sporo. Postrzelać można m.in. z karabinu SMG, dwóch rewolwerów, shotguna czy snajperki lub powalczyć mieczem czy porzucać granatami i flarami oświetlającymi mapę.

Do tego jest 9 map. Te podzielone są na trzy strefy: posiadłość, fabrykę i ogród. Nazwy nawiązują oczywiście do designu map, ale każda ma trzy warianty ustawienia ścian i przeszkód. Stąd 9 różnych konfiguracji. Mecz można zagrać w cztery osoby na split-screenie.

Jest też kilka trybów, ale większość to wariacja na temat liczby zawodników w meczu.

Na szczęście jest też trening. Jest to tryb typowo singlowy. Stawiamy w nim czoła wyzwaniom danym przez twórców, na specjalnie przygotowanych mapach. Do tego cały tryb jest na czas, a nasze dokonania symbolizują otrzymywane medale od złotego po brązowy, za zmieszczenie się w ramach czasowych. Tylko dzięki temu trybowi udało mi się choć trochę pograć w grę. Niestety, jeśli chodzi o znalezienie meczu to gra jest martwa. Nie udało mi się tego zrobić ani jeden raz!

Wejście na ranking globalny w grze wszystko wyjaśnia.

Ten kończy się na 27 pozycji w przypadku trybu gry 1 vs 1 i na 5 pozycji w przypadku 2 vs 2. Krótko mówiąc, nikt w to nie gra. Pierwsza osoba w rankingu na 1 vs 1 ma wygranych 10 meczów i przegranych 0. O czymś to świadczy. Gra jest martwa w dniu premiery, nie mogę jej zrecenzować, bo niedane mi było jej w ogóle poznać. Może czytając to skusicie się na powiększenie liczby graczy. Warto, chociażby dla trybu kanapowego na podzielonym ekranie.

Podobne posty