Zombie tu, zombie tam, zombie… na konsoli mam. Nieumarli nie odpuszczają i przypuszczają kolejny szturm na graczy. Tym razem, po blisko trzech latach trafiają prosto z komputerów osobistych na konsole nowej generacji. 7 Days to Die nie zamierza spłynąć z fali, jaką niesie ten segment gier i idzie ku szerszemu gronu graczy. Czy warto zainteresować się tą produkcją?

Grę rozpoczyna się nie mając nic. Najprostsze rzeczy trzeba samemu zrobić. Podstawowymi elementami, z których tworzymy nasz sprzęt do przetrwania są drewno, trawa i kamienie, które podnosimy z ziemi. Jak wiadomo,  nie od razu Rzym zbudowano, więc nie ma się co napalać na stworzenie śmiercionośnej katany z kilku patyków i kupy kamieni. Zaczynamy od drewnianej pałki, która w jakimś stopniu pozwala szybciej uporać się z nieumarłym wrogiem. Wspominając już o walce – bardzo ważnym aspektem gry już na samym jej początku jest eksploracja świata. W wielu miejscach można odnaleźć skrzynie, czy nawet worki na śmieci, w których poza nic nie znaczącymi rzeczami można znaleźć pistolet wraz z amunicją! To smaczki w grze, które cieszą i które zachęcają do dalszego zwiedzania świata. A wspomnieć trzeba, że ten świat wcale nie jest mały. Dziesiątki minut spędzonych na błądzeniu po pustkowiach, łąkach, czy lasach, by wreszcie odnaleźć strzępy umarłej cywilizacji w postaci opustoszałego miasta, czy przydrożnej chatki z zabitymi deskami drzwiami i oknami.

Rozwój postaci

Bardzo ważną rzeczą, której nie mogę pominąć jest charakterystyka postaci, którą można rozwijać na wiele sposobów. Jak i w prawdziwym życiu, tak i tutaj w czymś jesteśmy lepsi, albo gorsi. 49 dostępnych umiejętności do rozwinięcia chyba wyraźnie obrazuje ogrom możliwości do wyboru i wszystkie przekładają się na to, jak komfortowo rozgrywka będzie przebiegać, oraz jak długo pozostaniemy przy życiu. Podstawowe elementy do wyboru to zwiększenie kondycji bohatera; szybsze tworzenie przedmiotów; naprawa uszkodzonych przedmiotów, czy większe obrażenia zadawane bronią ręczną, typu nóż, czy maczeta, przez łuk, na broni palnej kończąc.

Tych opcji jest tak wiele, że z początku gracz ma ogromny dylemat, co wybrać, bo zwyczajnie chciałoby się dużo, a najlepiej wszystko! Oczywiście ograniczony zasób punktów do rozdysponowania ma swoje zalety, gdyż powoduje, że z każdą nowo rozpoczętą rozgrywką możemy postawić na inny schemat rozwoju, co urozmaici rozgrywkę i da wyraźną różnicę, kiedy po starcie od nowa nie będziemy już Forestem Gumpem w ucieczce, tylko bez problemu przyjdzie poćwiartować nieumarłego przeciwnika.

Dlaczego tak brzydko?

Niestety muszę tutaj ponarzekać na szatę graficzną. Najgorzej nie jest, ale do cholery, mamy rok 2016, fotorealistyczna grafika powoli zaczyna pukać do drzwi graczy, a tutaj co?

7 Days to Die_20160717112608

Przecież to nawet nie przypomina kawałka zburzonego muru. Tekstura ma masakrycznie niską rozdzielczość, która z oddali powiedzmy, że „ujdzie”, ale ten obiekt nie znajduje się gdzieś na krawędzi mapy, czy w miejscy niedostępnym. Na ten teoretyczny zlepek cegieł możemy wskoczyć, więc bliżej podejść się już nie da. Niestety podobnych przykładów jest naprawdę mnóstwo.

7 Days to Die_20160717080904

To jest worek ze śmieciami. Przecież już z tej odległości (kilku metrów) widać, że składa się z tekstur o bardzo niskiej rozdzielczości. Telewizor o przekątnej 32 cali to raczej mniejszy format, z którego korzystają konsolowi gracze, a już na tych 32 calach razi po oczach – co w przypadku większych matryc?

Na szczęście oprawa wygląda całkiem znośnie przy widoku ogólnym. To jedyny plus, który pozwala oderwać się od pikseli widocznych na każdym kroku przy przeszukiwaniach, zbieractwie, czy walce.

Czy warto?

Uważam, że na tle tych wszystkich gier bazujących na motywie przetrwania w świecie opanowanym przez zombie, 7 Days to Die wypada bardzo średnio. Gra jest dobra, ale tylko dobra i wygląda jak kolejna produkcja typu „zaczęliśmy i kiedyś skończymy”. Bardzo brakuje mi w tej tematyce twórców, którzy naprawdę podejdą serio do produkcji i wydadzą grę ukończoną i o wysokiej jakości. 7 Days to Die wygląda na grę, gdzie pomysł był niezły, wykonanie średnie, które w pewnym momencie przestało mieć na celu poprawę jakości, a nabicie statystyk sprzedaży. Grę mimo wszystko polecam, choć zakup polecam głęboko rozważyć, biorąc pod uwagę podobne tytuły.