Budzisz się na deskach podrzędnego Saloonu. W powietrzu unosi się zmieszany zapach krwi, wymiocin i najpodlejszego z bourbonów. To znak, że zginąłeś i kolejny raz musisz rozpocząć wszystko od nowa.

Obraz wspomnianego baru będzie wam towarzyszył w produkcji West of Dead dziesiątki, a może nawet setki razy. Zależy to od waszego uporu, umiejętności i tego, jak bardzo zaangażujecie się w ten tytuł. W największym skrócie można go scharakteryzować jako Twin Stick Shooter z elementami Roguelike. Jeśli brzmi to dla was zbyt obco, to wyobraźcie sobie postać widzianą z góry, eliminującą wrogów w losowo generowanych lokacjach. Do tego dorzucić trzeba mechanikę strzelania zza osłon, rozwój postaci oraz strach przed śmiercią, wynikający z tego, że powoduje ona prawie całkowity reset naszej postaci. Tak w dużym uproszczeniu wygląda West of Dead. A teraz pozwólcie, że powiem wam, co wyróżnia tę produkcję, na tle konkurencyjnych tytułów.

Bardzo dziki zachód

Klimat panujący w West of Dead jest jednym z jej najlepszych elementów. Wcielamy się w bezimienną postać, która sama nie zna swojej tożsamości, tego, czym jest oraz dokąd trafiła. Razem z naszym bohaterom odkrywamy kolejne fragmenty tej układanki, co w efekcie pozwala nam zbadać jego przeszłość. Świat West of Dead to ciekawe połączenie dzikiego zachodu z krainą umarłych, pełną potworów, zjaw i zagubionych dusz. Dopełnieniem tego klimatu jest charakterystyczna warstwa wizualna, przypominająca komiks, świetna narracja głównego bohatera oraz muzyka. Niezwykle ważnym elementem jest, też jedna dość ciekawa cecha naszego protagonisty.

Za każdym razem, gdy w czasie naszej wyprawy polegniemy, budzimy się on na nowo, tracąc praktycznie cały uzyskany do tej pory postęp. Powoduje to, że naszej postaci blisko jest do Syzyfa próbującego wtoczyć głaz na mityczną górę. Każde niepowodzenie zmusza nas do rozpoczęcia nowej podróży z nadzieją na to, że tym razem pójdzie nam lepiej. Połączenie wszystkich tych elementów tworzy ciekawy i surrealistyczny obraz.

Najszybszy strzelec w mieście

Twórcy oddają w nasze ręce masę różnorodnych broni i umiejętności, które mają nam pomóc odkryć prawdę o tożsamości głównego bohatera. Każde nowe podejście zaczynamy od zebrania dwóch elementów uzbrojenia. Później z ich pomocą poruszamy się po wygenerowanym losowo labiryncie, eliminując wszystkich napotkanych tam wrogów. W czasie szukania wyjścia, umożliwiającego nam przejście dalej napotkamy nie tylko różnego rodzaju przeciwników, ale i sprzedawców ekwipunku, ołtarze umożliwiające rozwój postaci oraz skrzynki z wyposażeniem. Po ukończeniu etapu trafiamy do lokacji przejściowej, która umożliwia nam odblokowanie nowych przedmiotów, które możemy znaleźć w aktualnej lub w przyszłej wyprawie.

Katalog broni wydaje się początkowo mało różnorodny, są w nim m.in. strzelby, karabinki jednostrzałowe i rewolwery. Z czasem jednak ilość możliwej do spotkania broni wzbogaca się o specjalne pistolety zamrażające rywali, karabiny wywołujące efekt krwawienia lub te zadające obrażenia krytyczne. Gdy dorzucimy do tego szereg różnych umiejętności, które możemy nabyć w czasie wypraw, system walki staje się dość różnorodny. Sprawia to, że w każdej kolejnej ekspedycji będziemy zmuszeni walczyć w trochę innym sposób, w zależności od wylosowanego ekwipunku.

Złapany na lasso

Tym, co z pewnością wyróżnia się West of Dead spośród innych gier, jest bardzo wymagający poziom trudności. Pomimo grania w ten tytuł kilkanaście godzin, nadal nie udało mi się ukończyć wszystkich dostępnych w nim poziomów (choć nie ma ich więcej niż 10). Odpowiada za to w głównej mierze system permanentnej śmierci, który wprowadzili twórcy. Kilka drobnych błędów, nieprzemyślane wejście do pomieszczenia i tracimy cały nasz dobrze skompletowany ekwipunek. Szczególnie w początkowej fazie, gdy uczymy się jeszcze gry i jej wszystkich mechanik, jesteśmy dość mocno narażeni na szybką utratę postępów. Możemy z czasem rzecz jasna odblokować kolejne umiejętności i przedmioty, które pozwolą nam przetrwać dłużej, jednak wraz z ich rozwojem rośnie też trudność kolejnych etapów.

West of Dead nie jest łatwą grą, poziom trudności może bowiem z powodzeniem odstraszyć sporą część odbiorców. Szanuje i zazwyczaj lubię produkcje, które stawiają przede mną wyzwanie, a do ich ukończenia wymagane jest odpowiednie poznanie wielu mechanik gry. Jednak w tym przypadku, miałem wrażenie, że często system ten był zbyt niesprawiedliwy i niedopracowany.

Warto dać szansę tej produkcji, tym bardziej że można ją sprawdzić w ramach abonamentu Game Pass.

Być może nawet sam bym do niej wrócił, jednak wiem, że nie będzie to do końca przyjemne doznanie. Wysoki poziom trudności, przymus powtarzania początkowych etapów niezliczoną ilość razy oraz obawa przed utratą całego ekwipunku skutecznie mnie do tego zniechęcają.

West of Dead - szalone rodeo na trupim zachodzie
plusy
  • Posępny, ciężki klimat
  • Uzależniająca rozgrywka
minusy
  • Monotonny styl graficzny
  • Poziom trudności, który odstraszy większość graczy
6ocena