Po skasowaniu sławnego projektu 1313, bardzo długo przyszło nam czekać na singlową opowieść w świecie Gwiezdnych Wojen. Ostatni raz mogliśmy grać w tego typu produkcję aż 10 lat temu za sprawą The Force Unleashed II. Co prawda po drodze otrzymaliśmy dwie edycje multiplayerowego Battlefronta: świetną, w mojej ocenie część pierwszą (w której spędziłem z ekipą ponad 100 godzin i wbiłem 50 poziom) i, niestety, mocno kontrowersyjną, za sprawą mikropłatności, drugą, która już takim hitem nie była. Chociaż zawierała świetny tryb latania myśliwcami. Niedosyt po 1313 i czar wspomnień o KOTORze pozostał. Czy po tak długim czasie Upadły Zakon jest w stanie wypełnić tę wyrwę w sercach fanów?

Przedstawiona historia rozgrywa się kilka lat po III epizodzie

Nasz protagonista, Cal Kestis jest młodym padawanem, który ukrywa się na planecie Bracca, pracując jako złomiarz przy rozbiórce wraków okrętów zniszczonych w wojnach klonów. Pewien wypadek i chęć ratowania swojego przyjaciela zmuszają go do ujawnienia swojej tożsamości i użycia mocy. Od tego momentu, po piętach zaczynają deptać mu żołnierze imperium, na czele ze specjalną jednostką, stworzoną do eliminowania Rycerzy Jedi. Niespodziewanie jednak, nasz młodzieniec zyskuje sojuszników oraz niezwykle ważny cel: próbę odbudowy zakonu Jedi. Opowieść jest wciągająca i nie brakuje w niej zwrotów akcji. Jak na singlowe Gwiezdne Wojny przystało jest to mocny punkt produkcji. Warto zapoznać się z nią, choćby z tego powodu.

Projekt poziomów ucieszy każdego szperacza

W trakcie podróży odwiedzimy kilka mniej oraz bardziej znanych planet o zróżnicowanych ekosystemach. Będą to zarówno bagniste równiny Bogano, jak i pełne ogromnych drzew Kashyyyk. Co do samego projektu lokacji – to jest on po prostu świetny. Mapy są wielopoziomowe, z mnóstwem różnych dróg i odgałęzień oraz częściowo ukrytych skrótów. Część z miejsc jest również niedostępna na początkowym etapie gry, gdyż wymaga od nas konkretnych umiejętności do otwarcia przejścia. Sprawia to, że każdy powrót na dany glob może otworzyć przed nami nowe trasy, zachęcając do eksploracji w przerwie od głównego wątku.

Mechanika soulslike nieco kuleje

Skoro jesteśmy już przy projekcie poziomów, to muszę wspomnieć o pewnym niewykorzystanym potencjale. Produkcja ta mocno inspirowała się w swojej mechanice serią Souls. Trudne walki z przeciwnikami, jeszcze trudniejsze z bossami. Dużo parowania, uników i wyczekiwania tego odpowiedniego momentu na kontrę. To jest wykonane poprawnie. Souls są znane również z mechaniki ognisk. Jedynie tam można zapisać postęp. Powoduje to jednak odrodzenie się przeciwników. Tutaj występują one w postaci kręgów do medytacji, gdzie możemy wydać zdobyte punkty doświadczenia i odpocząć, lecząc postać i uzupełniając apteczki.

Nie do końca soulslike

Główny mój zarzut o niedoskonałość dotyczy rozmieszczenia tych punktów. Niestety, znajdują się one, poza kilkoma wyjątkami, w takim miejscu, że odrodzenie wrogów nie tworzy dla nas żadnych komplikacji. Zazwyczaj znajdują się gdzieś po zaliczonym etapie lub pomiędzy arenami. Chciałbym tu zdecydowanie więcej trudnych decyzji leżących na graczu. Wyleczyć i przedzierać się ponownie przez tę zgraję mobów, czy ryzykować pójście dalej z połową zdrowia i bez apteczek, ponosząc konsekwencje w razie niepowodzenia. Zdaję sobie sprawę, że jest to zapewne ukłon w stronę szerszej publiczności, do jakiej miała trafić ta gra. Jeśli decydujemy się na mechaniki soulsopodobne to zrealizujmy je tak, by miały sens. Nie zrozumcie mnie źle, gra jest dosyć trudna. Przyjdzie wam zginąć parę razy – poziom trudności nie rzuci was jednak na kolana. Na średnim, umiarkowanie wprawiony gracz, który niekoniecznie skończył, czy choćby grał w jakąkolwiek część Soulsów, przejdzie Upadły Zakon bez problemów.

Oprawa stoi na najwyższym poziomie

Produkcję ogrywałem na konsoli Xbox One X i muszę powiedzieć, że oprawa jest imponująca. Całość hula na Unreal Engine 4 w dwóch trybach do wyboru. W obu przypadkach rozdzielczość jest skalowania dynamicznie, od 1600×900 do 1920×1080 w 60 klatkach na sekundę w trybie wydajności i od 1920×1080 do 3840×2160 w 30 klatkach w trybie wyższej dokładności grafiki. Osobiście, wolałem grać w tym pierwszym, bo zdecydowanie lepiej walczy się w 60 FPS. Postać jest wtedy bardziej responsywna. Od samego początku rozgrywki widać przywiązanie do detali. Nie raz zdarzyło mi się przystanąć na dłuższą chwilę i podziwiać to, co dzieje się w oddali. Zaskakiwały mnie zauważone gdzieś z boku małe zwierzątka, droidy lub po prostu „żyjące” postacie.

Bardzo podobnie jest z oprawą dźwiękową

Ścieżka jest soczysta, pełna klimatycznych Star Warsowych brzmień. Wsłuchiwanie się w odgłosy lasu czy hulającego wiatru to czysta przyjemność. Brakuje jedynie możliwości zmiany języka w menu gry. Domyślnie gramy z polskim dubbingiem. Chciałbym móc wybrać angielskie głosy z polskimi napisami i posłuchać głosu Cala w oryginale. Szkoda.

Czy jest to singlowa gra, na jaką czekaliśmy?

Jak na ładne parę lat czekania, to może nie jest to produkcja współmierna do wyrosłych w tym czasie oczekiwań. Fallen Order to bardzo solidny tytuł zarówno dla fanów i nie-fanów Gwiezdnych Wojen. Ci drudzy będą zapewne bawić się przy niej troszkę gorzej, nie chłonąc tych wszystkich smaczków przedstawionego świata. Mogą odjąć sobie jeden punkt od oceny. Wciąż pozostaje jednak solidna fabuła, niezła mechanika walki oraz ogólny, dobry poziom wykonania. Jeśli macie taką możliwość i chcecie spędzić kilkadziesiąt godzin, poznając historię młodego rycerza Jedi – Upadły Zakon zaprasza!

Star Wars Jedi: Upadły Zakon - recenzja
plusy
  • ciekawa fabuła
  • ciekawa walka
  • zagadki i eksploracja
minusy
  • brak zmiany języka głosów
  • niewykorzystany potencjał checkpointów
8.5Ocena