SpongeBob w formie kreskówki pojawił się w Polsce w 2004 roku na MTV, niedługo potem przejął go Canal+, ażeby ostatecznie zagrzać miejsce na kanale Nickelodeon, gdzie emitowany był od 2009 roku. Miałem wtedy 12 lat i szybko zapałałem ogromnym uwielbieniem do absurdalnych przygód popularnej, żółtej gąbki. Do dziś nie wiem, co tak bardzo pociągało mnie w tym serialu.

Humor zawsze był lekko obsceniczny i raczej mało wyszukany. Komizm rodem z niektórych odcinków polskich sitcomów… Coś mnie jednak w tym fascynowało i choć dziś dorosłem, a moje gusta bardzo mocno poszły do przodu, wciąż z radością w serduchu oglądam odcinki Kanciastoportego, jeśli tylko mam wystarczająco szczęścia, żeby przypadkiem trafić na moment, gdy lecą w telewizji. Może to jakaś słabość do gąbek? Nie mnie to osądzać…

Kto ananasowy pod wodą ma dom?!

Wiem, że wszedłeś tu, Drogi Czytelniku, aby poczytać recenzję gry, a ja na samym wstępie opisałem moją historię z marką i uczucia, jakimi ją darzę. Zrobiłem to, aby łatwiej nakreślić, z czyjej perspektywy powstaje ów tekst. Wrócę do tego jednak na samym końcu, a tymczasem przejdźmy do dania głównego, nie ma sensu przeciągać!

SpongeBob SquarePants: Battle for Bikini Bottom – Rehydrated to gra (o niezwykle długim tytule!) będąca pełnoprawnym remake’iem produkcji sprzed 17 lat. W wyprodukowanej przez Purple Lamp Studios platformówce 3D wcielamy się w znanych bohaterów: SpongeBoba, Patryka lub Sandy i stawiamy czoła złowrogiemu planktonowi, który wraz z ogromną armią robotów zamierza przejąć władzę w Bikini Dolnym i okolicach!

Brzmi sztampowo? Cóż, właściwie tak to wygląda. Fabuła jest, ale wyłącznie aby sprawiać wrażenie ważnej. Grając, kompletnie o niej zapominałem i czułem się bardziej, jakbym wykonywał misje dla napotykanych postaci z animacji. Główna oś jest tu zupełnie niepotrzebna i nie sądzę, aby ktokolwiek przechodził tytuł myśląc o niej. Jak mówiłem, jest dość prozaicznie, ale… Czy ktoś spodziewał się czegoś więcej po grze na podstawie SpongeBoba?! Nie oszukujmy się!

Gąbczasto-kanciasty i żółty jak on?!

Świetne jest natomiast to, jak wiele opcji oddają twórcy w nasze ręce. Dawno minęły czasy prostych gier platformowych, gdzie ciągle chodziliśmy w kółko jedną postacią, używając pojedynczych ciosów. Taka formuła szybko by mnie znudziła, ale na szczęście tak nie było. Błyskawicznie dostajemy tutaj bowiem trzech bohaterów i względnie dużą możliwość doboru odpowiednich. Każdy ma oczywiście swoje specjalne umiejętności (Gąbczasty może niszczyć przedmioty znajdujące się nad nim, Patryk potrafi rzucać arbuzami i totemami, a Sandy używa lassa do atakowania i wydłużania lotu) i ataki, które sumarycznie tworzą niezły wachlarz opcji.

Świetnie wypada też mnogość mechanik, które oferują twórcy. Pominę oczywiście te wymagające specjalnych zdolności wymienionych wyżej. Oprócz nich pojawia się wiele mini gier, zabawne zjazdy (zawsze lubiłem takie poziomy), walki z ogromnymi bossami, do których trzeba dostosować konkretną taktykę i masa różnorodnych przeciwników, którzy wymagają dopasowanego podejścia. To się naprawdę sprawdza i sprawia, że chce się grać. Nigdy bowiem nie wiadomo, co twórcy przygotowali dla nas na kolejnych etapach.

Kto grzyby i fale ze śmiechu chce gryźć?!

Jest tu jednak sporo błędów, których nie mogę pominąć. Być może poprawi je patch premierowy, mi się trafiały dość często. Patryk potrafił zniknąć z ekranu i to dwukrotnie, a SpongeBob, choć jawnie sięgał do krawędzi, nie chciał się jej złapać (dopiero po kilku próbach decydował się jednak wejść).

Bardzo mocno rzucały mi się w oczy także późno doczytujące się tekstury oraz mocno szarpana jakość grafiki w oddali. Czasem musiałem podejść wyjątkowo blisko „znajdziek”, żeby te były widoczne. To znacznie utrudniało ich zbieranie i, nie ukrywam, mocno obrzydziło cały proces. Co z tego, że rozglądam się za kolejnymi przedmiotami, skoro widzę je, dopiero gdy pojawią mi się pod nosem?

Nie mogę pominąć faktu dodania polskiej wersji językowej. Nie tylko w postaci napisów, ale pełnego udźwiękowienia, z zaangażowaniem naszych rodzimych aktorów głosowych! To genialny smaczek, który docenią wszyscy fani Kanciastoportego. Głosy Pana Jacka Kopczyńskiego, czy Pawła Szczęsnego z automatu podbijają ocenę produkcji. Trafiłem jednak, czym byłem zaskoczony, na literówkę w deskrypcji dialogów. Myślę, że w takich tytułach powinno się unikać tego typu wpadek.

Ten jak ryba w wodzie poczuje się dziś!

I muszę przyznać, że mam niemały problem z tym, dla kogo właściwie jest ta gra. Dla starszych graczy może być zbyt dziecinna, dla tych najmłodszych nieco za trudna (liczba mechanik i możliwości może przytłoczyć). To trochę utrudnia ocenę projektu. Nie jestem pewien, jakiej grupie wiekowej powinienem ją polecić. Wydaje mi się, że osoby wchodzące w nastoletni wiek nie interesują się już tą marką. Tu także bym nie stawiał.

Do kogoś jednak jest na pewno, a ja sam bawiłem się przy niej całkiem dobrze. I to chyba stanowi odpowiedź na moje pytanie odnośnie do grupy docelowej projektu od Lamp Studios. Jest to gra dla fanów uniwersum SpongeBob’a. Dla wszystkich, którzy jak ja, czerpią radość z samego obcowania z bohaterami. Ludziom, którzy nie trawią tego humoru, albo nie mieli nigdy wcześniej styczności, nie byłbym w stanie z czystym sumieniem jej polecić. Może na jakiejś promocji.

Tak więc, reasumując, jeśli nigdy nie rozumiałeś fenomenu kreskówki, to zdecydowanie lepiej będzie zwrócić swój wzrok ku lepszym przedstawicielom gatunku. Jeżeli jednak pomniejsze błędy Cię nie odstraszają, a Ty, podobnie jak ja, czytając podtytuły w rzeczonym tekście, robiłeś to w rytm czołówki, nie zastanawiaj się i kupuj. Nie zawiedziesz się!

SpongeBob SquarePants: Battle for Bikini Bottom - Rehydrated - recenzja na Nintendo Switch. Gąbczaste odświeżenie
plusy
  • Pełna polska wersja językowa
  • Multum mechanik
  • Ciekawe projekty plansz
minusy
  • Błędy w renderowaniu tekstur
  • Znikoma jakość głównej osi fabularnej
  • Wyjątkowo ciężko określić grupę wiekową docelowych graczy
7ocena