Saints Row to seria, która od zawsze bliższa była mojemu sercu, niż znacznie bardziej popularne Grand Theft Auto. Jakoś lepiej czułem się w tym klimacie rodem z kreskówek, takiej właśnie oprawie wizualnej i komizmie, jaki kreowany był na potrzeby fabuły. Bardzo szybko przywiązałem się do charakternych postaci i wielokrotnie wracałem do dawnych zapisów, aby choćby pojeździć po mieście… Oczywiście w akompaniamencie ulubionych stacji muzycznych (miażdżenie przeciwników w rytmie muzyki klasycznej to istne arcydzieło).

I choć trzecią odsłonę darzę największą sympatią, to przeszedłem ją już tyle razy i na tak wiele sposobów, że nie ciągnęło mnie, aby zrobić to także na Nintendo Switch. Nieco inaczej było w przypadku „Czwórki”. Tę również kończyłem, ale nie zdążyłem jej poznać tak dobrze, jak poprzedniczki. Toteż, gdy pojawiła się okazja, aby to nadrobić, nie mogłem odmówić. Możliwość zrobienia tego na Nintendo Switch – z oczywistą przyjemnością, płynąca z opcji grania przenośnego – wydała się idealna. Dostałem właśnie to, czego oczekiwałem!

Ale od początku!

Najpierw było sło… Nie, nie aż takiego początku. Saints Row IV to gra, która pierwotnie ukazała się w 2013 roku na konsole PlayStation 3, Xboksa 360 oraz PC. Bardzo szybko zaskarbiła sobie sympatię fanów, choć nigdy tak bardzo, jak Saints Row The Third. Nie było jednak źle i nawet pomimo kilku niedociągnięć oraz gorzej odebranej fabuły (ten sam żart nigdy nie śmieszy za drugim razem tak samo), wciąż trzymała pewien stabilny, wysoki poziom.

Twórcy postawili w tym przypadku na klasyczny, dla tego typu produkcji, sposób rozwoju. Skoro poprzednia odsłona była dobra, to teraz będzie… MOCNIEJ, SZYBCIEJ I WIĘCEJ! Gdy docierały do mnie pierwsze pogłoski o tworzeniu kontynuacji gry, nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Przecież fabuła „Trójki” była szalona do bólu. No, ale wymyślili! Kosmici, obce rasy, naloty z innych galaktyk. Jeszcze chyba brakowało tylko piekł… No, o tym kiedy indziej.

Switch Row IV

Nie ma sensu jednak, żebym rozwodził się nad samą grą. Zaraz będziemy mogli obchodzić jej siódme urodziny, więc kto miał ją poznać, zdążył to zrobić. Wersja na Nintendo Switch debiutuje w wydaniu Re-Elected, co oznacza, że w zestawie znalazło się aż 25 DLC. Gra w pełnej krasie! Choć, czego nie mogę pominąć, zdążyła się nieco zestarzeć. Wiecie, jaki jest świetny lek na taką przypadłość? Mniejszy ekran! Skutecznie chroni on poszarpane modele postaci i nieco zamazaną grafikę budynków w oddali, przed osądem ludzkiego oka.

W trybie stacjonarnym dało się zauważyć, że gra ma już ponad pół dekady. Gdy jednak przechodziłem na formę przenośną, jak za dotknięciem różdżki, problem znikał. Wygląd niektórych tekstur kompletnie nie przeszkadzał, a przyjemność płynąca z przebywania w tym uniwersum była ogromna! Spory świat, cały czas coś do zrobienia i super moce, które sprawiają, że jazda samochodem wydaje się przestarzała i nudna. Potrzebowałem takiego projektu na moim Pstryku.

Drugi raz w tej samej rzece

Najczęstszym pytaniem, jakie pojawia się w kontekście przenoszenia starych gier na Switcha, jest to, czy warto zagrać w nie kolejny raz. Przeważnie odpowiedź jest krótka i wymowna zarazem: „Tak, bo to nieco inne wrażenia”. Nie do końca trzymam się tego typu przekonań. W tym konkretnym przypadku mogę śmiało napisać, że o ile nie wylizaliście wszystkich ścian, grając w pierwotną wersję (tudzież przeniesioną na bieżącą generację), warto zrobić to na konsoli o Nintendo.

Przy takich dużych grach zawsze miło jest mieć możliwość zabrania ich ze sobą, gdy udajemy się w długą podróż na kanapę do salonu, do kuchni, albo do wanny (jakie czasy, takie wycieczki :)). Zostając przy tym aspekcie, misje są na tyle krótkie, że nie będzie żadnego kłopotu, aby zrobić jedną szybką przed snem, albo w oczekiwaniu na nagrzanie piekarnika. Wielokrotnie w moich recenzjach zaznaczałem, jak duże znaczenie mają dla mnie tego typu zabiegi w produkcjach na hybrydową konsolę.

Reasumując

Saints Row IV broni się nawet dziś – głównie budową świata, pomysłem na uniwersum oraz groteskową fabułą. I o ile pewne archaizmy mogą niekiedy kłuć w oczy, o tyle mniejszy ekran na Nintendo Switch skutecznie to przysłania. Tytuł ów nie jest już tak rewolucyjny, jak dawniej, a na moją ocenę bez wątpienia wpływa nostalgia, ale to wciąż produkcja, którą warto znać.

Jeśli więc wahacie się przed zakupem – musicie zdecydować, czy potrzebujecie wersji przenośnej. Na PC i konsolach gra wypada znacznie korzystniej, w kontekście aspektu cenowego. Nie ma jednak możliwości grania z urządzeniem w rękach, a to niekiedy potrafi mocno zmienić sytuację. Projekt na Nintendo Switch jest obecnie do dorwania za 169 złotych. Czy to dużo jak na tak leciwą grę? Tak. Czy to dużo, jeśli weźmiemy pod uwagę zawartość? Nie! Ja bawiłem się przednio!

Saints Row IV – recenzja na Nintendo Switch. Wielka gra na małym urządzeniu
plusy
  • Świetna optymalizacja
  • Genialny, otwarty świat na przenośnej konsoli
  • Aż 25 DLC w zestawie
minusy
  • Archaizmy dają się we znaki
  • Stosunkowo wysoka cena
7.5ocena