Gdy sięgam myślami w tematykę lotnictwa, to postacią, jaka przychodzi mi do głowy, jest Czerwony Baron. Niemiecki bohater w trakcie pierwszej wojny światowej zasłynął z wygrania 80 pojedynków lotniczych, co zaskutkowało zapisaniem go w historii jako najwybitniejszego pilota tej wojny. Studio All in! Games postanowiło wykorzystać jego dokonania jako bazę do stworzenia Red Wings: Aces of the Sky. Co z tego wyszło?

Red Wings: Aces of the Sky dotyka bardzo niszowej tematyki

Gier umiejscowionych w czasach pierwszej wojny światowej kojarzę bardzo mało. Bez robienia większego researchu potrafię przypomnieć sobie tylko Battlefielda 1 oraz serię Empire Earth. Przyćmiona drugą wojną światową, Wielka Wojna również skrywa za sobą ciekawe opowieści. Właśnie jedną z nich zechciało przedstawić All in! Games w swojej najnowszej produkcji.

Tematyka już niszowa została urozmaicona ciekawym gameplayem. Lotnictwa w grach jest niewiele. Z wydanych w ostatnim czasie tytułów kojarzę tylko Ace Combat 7, które jednak nastawione jest dla poszukujących bardziej symulacyjnych starć. Red Wings: Aces of the Sky oferuje zręcznościowy model sterowania, który nie powinien stanowić problemu dla niezaznajomionych z tym gatunkiem.

Historia Manfreda von Richthofena opowiedziana została z dwóch punktów widzenia

Pierwszym jest kampania Trójprzymierza, w niej gracz poznaje losy jednego z członków oddziału dowodzonego przez Czerwonego Barona. Drugą jest wątek eskadry Ententy, której głównym zadaniem było zestrzelenie Richthofena. Kampanie prezentują całkiem ciekawą narrację, chociaż mało rozbudowaną. Przejście jednej zajmuje około 3-6 godzin, w zależności od chęci wykonywania zadań pobocznych. Zarzucić tutaj mogę jednak schematyczność, liniowość rozgrywki. Obie linie fabularne miały tę samą kolejność zleceń, co pod koniec mnie już nudziło.

Przedstawionej w grze historii autentyczności dodaje fakt, że wszystkie wykorzystane w niej listy to faktyczne wspomnienia bohaterów walczących w przestworzach podczas Wielkiej Wojny.

Opowieści składają się z 25 misji, każda trwająca około 5 minut. Trochę dłużej, jeśli doliczyć zadania poboczne. Wykonywanie ich skutkuje zdobyciem punktów doświadczenia, do wydania na rozwój postaci i samolotów. Zostało to zresztą w mojej opinii całkiem dobrze zbalansowane. Cele osi fabularnej raczej nie należą do trudnych, może poza niektórymi pod koniec gry. Zupełnie inaczej wygląda kwestia wykręcania trzygwiazdkowych wyników, których próba osiągnięcia wielokrotnie testowała moją cierpliwość. Mam tutaj jednak drobny zarzut. Brakuje mi informacji o dostępnych zadaniach pobocznych przed podejściem do misji. Dowiadywałem się o nich dopiero po jej wykonaniu, co wymuszało na mnie czasami przechodzenie jej jeszcze raz. Dodatkowo zabawę urozmaica tryb przetrwania, gdzie gracz stawić musi czoła 13 falom wrogich eskadr. Grę można przechodzić też we dwójkę, niestety nie miałem okazji wypróbować tej funkcji.

Do dyspozycji oddano 8 samolotów

Każdy z nich używany jest przez konkretnego pilota z oddziału. Wszystkie wykonane zostały bardzo szczegółowo i przemyślanie. Każdą konstrukcją gra się inaczej, to pozwala na podchodzenie trochę inaczej do starć. Przydaje się to szczególnie podczas wbijania trzech gwiazdek w końcowych etapach. Do tego, dla każdej z machin dostępne jest pięć wersji stylistycznych, odblokowywanych po wykonaniu konkretnego zadania pobocznego.

Gameplay przy tym wszystkim jest czysto zręcznościowy i wprost wskazuje na luźną zabawę

Red Wings: Aces of the Sky nie próbuje udawać przesadnie poważnej gry. Osoby szukające symulacyjnego modelu lotu swoje oczy muszą skierować gdzie indziej. Tytuł ten skierowany jest do fanów arcade, gdzie nie trzeba uczyć sterowania. Latanie jest bardzo przyjemne i proste. Widać to zresztą od pierwszej minuty gdzie gra nas uczy o dostępnych umiejętnościach, takich jak: beczka, nawrót, wezwanie eskadry czy eliminacja wrogiego pilota z pistoletu (autentyczny sposób walki z tamtych czasów). Możliwe jest ich rozwijanie za pomocą zdobywanych punktów doświadczenia. Odpowiednie opanowanie zdolności jest kluczem do wykręcania jak najlepszych wyników.

Warto też wspomnieć o sterowaniu ruchowym…

które jednak jest dostępne wyłącznie w trybie stacjonarnym. Model ten wykorzystuje prawy joycon jako drążek, co ma dać graczowi poczucie jeszcze większej immersji. To ciekawe i zupełnie inne doświadczenie. Żałuję jedynie, że nie wprowadzono tego modelu w trybie przenośnym.

Od strony audio-wizualnej Red Wings Aces of the Sky prezentuje się niezwykle przyjemnie

Gra utrzymana jest w komiksowej stylistyce, ta sprawdza się tutaj znakomicie. Wizualnie tytuł ten robi bardzo dobre wrażenie. Zachwyciła mnie mapa z zorzą polarną. Od strony udźwiękowienia również nie ma na co narzekać, chociaż muzyki w Czerwonym Baronie nie ma zbyt wiele. Po przejściu kampanii odblokowuje się też tryb vintage. Ten dodaje opowieści jeszcze więcej autentyczności. Co naprawdę ważne – gra ma polską lokalizację kinową.

Podsumowując, Red Wings: Aces of the Sky to udana produkcja

Ogrywanie tytułu od All in! Games było dla mnie czystą przyjemnością. Polecić go mogę każdej osobie zainteresowanej lotnictwem, historią oraz po prostu każdemu, kto szuka przyjemnej, zręcznościowej gry. To pozycja idealna na krótkie kilkuminutowe sesje. Bawiłem się świetnie, a wciąż jeszcze mam do wyśrubowania parę wyników! Polecam.

Poznaj historię Czerwonego Barona - recenzja Red Wings: Aces of the Sky na Nintendo Switch
Plusy
  • Dbałość o detale
  • Przyjemny gameplay
  • Klimat
Minusy
  • Mała różnorodność zadań
  • Brak sterowania ruchowego w trybie przenośnym
8Punktacja