Odkąd tylko pojawiły się pierwsze pogłoski odnośnie do Darksiders: Genesis, wiedziałem już, że to tytuł, który będę musiał sprawdzić. Jestem fanem całej serii i poprzednie części bardzo przypadły mi do gustu pod wieloma względami- poczynając od samego demonicznego settingu, przez fabułę i mechanikę walki, aż po budowę świata i charakterystyczną narrację. Były momenty lepsze, były gorsze, ale summa summarum to bardzo konkretne produkcje.

Tytuł, o którym traktuje ten tekst, przynosi prawie to samo. Jest jednak kilka różnić. Pierwszą z nich (a dla wielu najistotniejszą) jest fakt, iż zmienia się perspektywa, w jakiej gramy. Kamera została znacznie przesunięta i teraz dane jest nam przemierzać najgłębsze zakątki mrocznych rejonów w rzucie izometrycznym. Co więcej, nie dostajemy przy tym kontynuacji przygód naszych Jeźdźców Apokalipsy, a swoisty prequel, którego akcja ma miejsce przed wydarzeniami z pierwszej części serii.

Innym znaczącym rozwinięciem jest implementacja trybu dla dwóch osób.

W grze mamy do dyspozycji mrocznych braci: Wojnę oraz Waśń. W zasadzie mógłbym rozpisywać się dalej, o co owym tytule chodzi, ale przecież rzeczony debiutował na PC jeszcze w zeszłym roku. Zresztą, recenzję znajdziecie na naszej stronie, dokładnie tutaj. W tekście chciałbym skupić się na tym, jak wypada gra na hybrydowej konsoli od Nintendo.

Jest dobrze!

Tak, zdecydowanie. Już przy okazji ogłoszenia chęci wydania portu na Switcha, twórcy przekazali, że zamierzają wypuścić „w 100% tę samą grę”, co na innych urządzeniach. Czy udało się? Myślę, że w dużej mierze tak. Darksiders: Genesis utrzymuje stałe 30 klatek na sekundę – robi to wyjątkowo solidnie, a żadnych wahań osobiście nie uświadczyłem. Na spadki nie natrafiłem ani w przypadku grania z konsolą w doku, ani przenośnie. Serio, wielu innych wydawców mogłoby się uczyć! Właściwie przez te godziny obcowania z tytułem tylko raz wyskoczył mi error. Nie wiem jednak, co zawiniło.

To, co zaraz napiszę, może wydać się wielu kontrowersyjne, ale… Diablo ma konkurencję. I, jasne, zanim pojawią się komentarze, że to zupełnie inne gry- wiem. Nie mam bynajmniej na myśli samego typu rozgrywki, a feeling z niej płynący oraz samo to, jak działa w rzucie izometrycznym. Ten typ perspektywy, swoją drogą, jest świetną przykrywką dla ewentualnych niedociągnięć graficznych. Jestem prawie pewien, że gdyby gra ukazała się w standardzie „zza pleców”, to różnica pomiędzy Switchem a pozostałymi konsolami, byłaby zauważalna na pierwszy rzut oka. Tu zgrabnie to zatuszowano.

Idealnie na Pstryka

Warto wspomnieć także o tym, jak dobrze produkcja wypada w kontekście wydania jej na konsolę przenośną. Przejście jednego rozdziału to zazwyczaj około 40-50 minut grania. Nie ma problemu, aby zaliczyć ów, jadąc gdzieś pociągiem międzymiastowym, albo na okienku pomiędzy zajęciami. Same punkty automatycznego zapisu są wyjątkowo częste, więc nawet wyłączenie gry w trakcie przechodzenia konkretnego poziomu nie spowoduje, że będziemy choćby kilkanaście minut w plecy. Zazwyczaj zaczniemy tam, gdzie skończyliśmy.

Sprawia to, że wygoda płynąca z grania właśnie w ten sposób, jest ogromna.

Sam lubię zapodać sobie szybką sesję, gdy tylko mam chociaż pół godzinki wolnego czasu. A siekanie piekielnych wysłańców jest tu niezwykle przyjemne- zarówno walcząc jako Wojna, jak i Waśń. Co więcej, relacja obu Jeźdźców to coś, co wybija się na tyle, że muszę o tym wspomnieć. Osoba, która odpowiadała za rozpisanie jej, zasługuje na ogromną podwyżkę. Strife (Waśń) to jedna z moich ulubionych postaci ostatnich lat w grach wideo, uwielbiam bohaterów z niezwykle ciętym językiem, a jego ostrość mogłaby konkurować z ostrzem Wojny!

Reasumując

Właśnie czegoś takiego brakowało mi na Switchu, choć nie wiedziałem o tym, dopóki, nie zanurzyłem się w produkcji. To coś, jak słynne słowa Steve’a Jobsa o tym, że „nie interesuje go, czego potrzebuję odbiorcy, bo nie wiedzą o tym, dopóki im się tego nie da”. Myślę, że wielu z Was, Drodzy Czytelnicy, może cierpieć właśnie na taką przypadłość. Warto zaryzykować i sięgnąć po ten tytuł- szczególnie jeśli lubicie markę Darksiders.

Czy jest to tytuł przełomowy? Nie. Czy może zdobyć jakąś dużą nagrodę i zostać grą roku na Nintendo Switch? Nie sądzę. Jest to jednak projekt, który zagrzeje specjalne miejsce w moim sercu i przy tym taki, który wzorowo obrazuje, w jakim kierunku zmierza przenoszenie tytułów na inne konsole oraz jak powinno się to robić. Na koniec muszę dodać, iż liczę, że gra doczeka się kolejnych części, które będą projektowane w rzucie izometrycznym. Jeżeli miało być to odświeżenie marki, to wyszło na piątkę z plusem.

Podręcznikowe przeniesienie gry na inną konsolę. Darksiders Genesis - recenzja na Nintendo Switch
plusy
  • Świetnie przeniesiona na słabsze urządzenie
  • Genialna relacja między Wojną i Waśnią
  • Bardzo dobra optymalizacja
minusy
  • Brak wykorzystania dotykowego ekranu
8.5ocena