Każdy z graczy z pewnością potrafiłby wymienić kilka tytułów określanych prześmiewczo jako „symulatory chodzenia”. Ten jakże popularny w ostatnich latach typ rozgrywki opierający się głównie na dobrze napisanej historii oraz eksploracji ciekawych lokacji osiągnął chyba już swój szczyt i wykorzystał wszystko, co mógł zaoferować.

Mimo to, norweskie studio Rock Pocket Games postanowiło stworzyć produkcję w konwencji horroru, a tym, co miało odróżnić ją od konkurencyjnych tytułów, jest umiejscowienie akcji na Czerwonej Planecie, czyli Marsie. Sprawdźmy zatem, czy Moons of Madness zaoferowało coś nowego w gatunku gier przygodowych.

58 milionów kilometrów od Ziemi.

Marzenia ludzkości o załogowej misji kosmicznej mającej za zadanie wylądowanie na powierzchni obcej planety stają się z roku na rok coraz bardziej realne. Nie dziwne więc, że popkultura chętniej zaczyna umieszczać akcję swoich dzieł właśnie na Marsie. Pustka, samotność i lęk przed nieznanym to z pewnością część z wyzwań, z jakimi borykać będą się pierwsi osadnicy. Wystarczy dodać nieznane dotąd, tajemnicze siły istniejące płytko pod powierzchnią planety i mamy gotowy scenariusz na horror.

Twórcy Moons of Madness nie poszli jednak na skróty i solidnie wywiązali się z obowiązków, tworząc swoje dzieło wykorzystali oni informację pochodzące z NASA i SpaceX. Czuć to w grze, jest ona pełna realizmu. Nie raz, nie dwa, a kilkakrotnie będziemy zmuszeni w niej wykonać proste, schematyczne czynności umożliwiające nam przejście z powierzchni Marsa do budynków stacji. Dodatkowo rozmieszczenie budynków, ich wyposażenie oraz powierzchnia planety wyglądają jak wprost wyjęte z hollywoodzkiego kina science-fiction.

Mam nadzieję, że w przyszłości ukaże się jakiś symulator podboju Czerwonej planety w podobną oprawą wizualną. Jest to z pewnością jedna z mocnych stron tej produkcji. Dobrze dopracowane wnętrza oraz majestatyczne widoki pozwalają na chwilę zachłysnąć się marsjańską atmosferę. Niestety, elementy fantastyczne występujące dalszej części tytułu nie są już tak spektakularne i moim zdaniem znacznie odbiegają od tego, co dostajemy na początku.

Cthulhu, przybywaj!

Historia w tego typu produkcji powinna stanowić jej silny element. Wzbudzać w graczu chęć do dalszego jej poznawania, a jednocześnie zaskakiwać i dawać do myślenia. Nie wszystko z tego w Moons of Madness udało się w pełni zrealizować. Historia, choć początkowo wydaje się ciekawa, to szybko wchodzi na znane i nieraz wykorzystywane już schematy, powodując, że jedynie sceneria pozwala nam odróżnić ten tytułów, od tego, co już znamy. Motyw z problemem w odróżnieniu rzeczywistości od fikcji u głównego bohatera, powroty do dzieciństwa i pradawne zło, które tylko my jesteśmy w stanie powstrzymać. To wszystko już było.

Trzeba jednak przyznać, że poziom wykonania stoi naprawdę na przyzwoitym poziomie i choć nie zachwyca, to nie można się do niczego w nim doczepić. Dodatkowo znajdziemy momenty, które robią spore wrażenie, a całość powinna zadowolić fanów tego typu produkcji.

Zagadki, ale jakie zagadki?

Eksploracja w Moons of Madness nie jest potraktowana w wystarczający sposób. Lokacje są małe, misje schematyczne, a możliwości ograniczone. Powoduje to, że grając w ten tytuł miałem wrażenie jakby twórcy cały czas prowadzili mnie za rękę. Brak jest tutaj momentów, w których poczujemy niepewność i zakłopotanie wynikające z braku wiedzy o tym, co mamy w danej chwili zrobić. Gra prosto tłumaczy nam zawsze gdzie i co mamy zrobić.

Nie mamy możliwości przeszukiwania lokacji, znajdowania ciekawych przedmiotów prócz dzienników i maili pozostawionych przez resztę załogi. Elementem, który mógłby być, bardziej rozwinięty są zagadki. W Moons of Madness znajdziemy ich niestety raptem kilka i choć wszystkie są całkiem ciekawie przemyślane, to ich ilość mocno rozczarowuje.

Moons of Madness stanowi kawał dobrze przemyślanej i zrealizowanej produkcji.

Nie można krytykować twórców, za to, co zrobili, lecz bardziej za to, czego tu nie znajdziemy. Brakuje w szczególności elementów, które pozwoliłyby wyróżnić się temu tytułowi na tle masy konkurentów i przebić do szerszej publiczności. Dodatkową jej wadą jest czas rozgrywki, jaki oferuje. Trzy godziny to długość, którą możemy spotkać w wielu kinowych produkcjach, a nie każą one płacić za siebie blisko stu złotych w zależności od wybranej platformy. Tym bardziej, że tytuł ten po ukończeniu nie oferuje nam już zupełnie nic więcej.

Moons of Madness - Marsjanin w objęciach Lovecrafta
plusy
  • Przyjemna warstwa wizualna
  • Garść pomysłowych zagadek
  • Realistyczne oddanie klimatu misji kosmicznej
minusy
  • Długość
  • Brak innowacji w rozgrywce
6ocena