The Unholy Society polskiego studia CATastrophe Games niedawno trafiło do naszych rąk, na Steamie i w Nintendowskim eShopie. Idealna pozycja do naszego niezależnego podglądu!

Bonaventura Horowitz to egzorcysta.

I to wysoko postawiony. Nie każdy ma przecież w swoim telefonie gorącą linię do samego papieża. I nie każdemu ten sam papież bezpośrednio zleca zadania.

Dokąd przyjdzie się wybrać Bonaventurze tym razem?

Cóż, zupełnie przypadkowo zbliża się ślub siostry egzorcysty. Horowitz wraca więc w rodzinne strony, głównie by tego ślubu udzielić, wcześniej jednak dobrze poznać swojego przyszłego szwagra. Co z tego wyniknie i dokąd podąży historia – to już musicie odkryć na własną rękę.

The Unholy Society to point ’n’ click, gra przygodowa z oryginalnym systemem walki. Większość rozgrywki to albo rozmowy z postaciami niezależnymi albo zbieranie przedmiotów i używanie ich w odpowiednich sytuacjach. To przerywane jest przez egzorcyzmy – wspomniany system walki. Bonaventura ma do swojej dyspozycji kilka zaklęć, głównie zadających obrażenia wrogom, są też takie odnawiające jego punkty zdrowia. By skorzystać z zaklęć, musi umieścić je wpierw w swoim ekwipunku, tym jest po prostu jego smartfon. Każdy „czar” składa się z sekwencji znaków wyświetlanych na ekranie walki. Te nie są jednak widoczne na pierwszy rzut oka. Horowitz musi je wpierw odnaleźć, skanując otoczenie swoim magicznym krzyżem z lupą.

To ciekawy zamysł, ale na dłuższą metę dość męczący.

Szczególnie na Nintendo Switch, gdzie grę testowałem. Być może gdyby lupą sterować za pomocą myszy ten element wydałby się ciekawszy i mniej męczący. Dużo bardziej opłacało mi się spamować wroga atakami składającymi się z maksymalnie dwóch znaków. Może i zadawałem mniejsze obrażenia, ale mogłem częściej uderzać. Po co więc męczyć się ze znajdowaniem dodatkowych symboli?

Gra umiejscowiona jest w ciekawych czasach.

Lata 90, na każdym kroku czuć ducha tamtych czasów. Komiksowa oprawa, proste tła, skąpa animacja. Do tego nawiązania na każdym kroku – aż do tego stopnia, że wydaje mi się, że te mogą być zupełnie nieczytelne dla kogoś, kto lat 90 nie przeżył osobiście. Te nawiązania powinny być bardziej przezroczyste.

W tym momencie do dyspozycji oddany został nam pierwszy epizod gry.

Mniej więcej godzina, może dwie rozgrywki. Kolejne etapy pojawią się wkrótce. Mimo pewnych obiekcji – wciąż uważam, że warto sprawdzić. Interesujący melanż oryginalnych pomysłów, prostej stylistyki z zaskakującą niekiedy historią. Pierwszy epizod wydał mi się być historią kompletną, tym bardziej ciekaw jestem, co CATastrophe Games pokaże nam w następnych częściach.

Do The Unholy Society na pewno jeszcze wrócimy!

Tymczasem, grę możecie dostać na Steamie i Nintendo eShop, w obu sklepach w cenie 39,99 zł.


Krótki przegląd niezależny to cykl, w którym będziemy dzielić się z wami, naszym zdaniem, najbardziej interesującymi grami niezależnymi. Nie narzucamy sobie ograniczeń, nie muszą to być gry PCtowe, nie muszą to być gry świeżo wydane – ich wspólnym mianownikiem ma być niezależność.

W poprzednim odcinkach: