Granie w chmurze wydawało się niezrozumiałą fantazją, do której nikt nie podchodził na poważnie. W lutym jednak zdanie graczy dotyczące tej technologii zmieniło się na zawsze, a to wszystko dzięki usłudze GeForce Now. Skąd ten sukces i dlaczego to oprogramowanie nadal walczy o swoją pozycję na rynku — o tym w dalszej części tego tekstu.

Jednak od początku

Początki streamingu w tej generacji były raczej ciekawostką. W 2008 roku sporo mówiło się o usłudze Gaikai, która jednak umarła zanim na dobre się rozkręciła. Sony przy PS4 stworzyło Remote Play, pozwalające na streamowanie obrazu z konsoli na PS Vita lub telefony od Sony. Z czasem podobną funkcję wprowadził Microsoft, pozwalając na streamowanie obrazu z konsoli na komputery z systemem Windows 10 i telefony. To nadal była jednak ciekawostka, która wymagała posiadania uruchomionej konsoli.

Następnie przyszła Google Stadia, jednak jej start nie jest jakiś wybitnie udany i trudno wyszukiwać tutaj sukcesu. Testy ograniczone tylko do niektórych państw oraz konieczność kupowania osobno gier skutecznie zniechęciły graczy do korzystania z tej usługi.

I tutaj wchodzi GeForce Now, całe na zielono

Szok. Tak mogę opisać swoje pierwsze wrażenie, gdy bliżej zapoznałem się z najnowszym dzieckiem NVidii. Od teraz mój laptop posiadający zintegrowaną kartę graficzną stał się potworem, odpalającym każdą grę, nawet z tych najbardziej wymagających. No, o ile nie zostaną usunięte, ale o tym za chwilę.

Co tutaj w ten sposób na mnie zadziałało? Po pierwsze — cena. Pierwsza godzina grania jest za darmo, o ile poczekamy w kolejce. Po upływie godziny nadal można grać, tylko trzeba od nowa czekać na swoją kolej. Usługa jest w fazie otwartych testów, więc czasami czas oczekiwania był spory. Szybko jednak darowałem sobie czekanie i kupiłem pakiet Founders, pozwalający na granie bez kolejek, limitu czasowego oraz dające dostęp do funkcji RTX. Tak, tej funkcji, którą reklamowano jako największą siłę nowej generacji kart NVidii. Za ile? 25zł! Tak, za 25zł miesięcznie gram w co chcę i ile chcę. Cena wprawdzie zmieni się za rok po wyjściu z fazy beta, jednak propozycja kwoty 9,99$ będzie nadal bardzo interesująca, o ile sytuacja GeForce Now się ustabilizuje. Warto też wspomnieć o darmowych trzech miesiącach pakietu Founders.

A jak to wszystko działa?

Bardzo dobrze! Kolejną siłą GeForce Now jest fakt, że nie wymaga kupowania na nowo gier. Masz ją na Steam, Epic Store, uPlay czy Origin? No to hejka, możesz grać. Jest to potężny cios w stronę Google Stadia i wydaje mi się, że reakcja ze strony amerykańskiego giganta jest tutaj nieunikniona. Szkoda tylko, że nie jest tutaj wspierany mój ulubiony GOG, na którym mam sporo gier.

Wyszło tanio? Taki był zamiar. NVidia szybko przekonała miliony graczy do swojej platformy, tworząc projekt będący jedną z większych rewolucji na rynku PC od wielu lat. Zresztą nawet PC nie jest tutaj potrzebne, wszak telewizor z Android TV czy telefony z systemem Android również sobie poradzą.

Martwiłem się też o jakość łącza, ale z tym również nie jest źle. Bywają problemy, jednak ma być lepiej, a w gry singlowe czy PvE gra się bardzo dobrze. Problemem nadal jest opóźnienie w stosunku do graczy grających na swoich konfiguracjach, jednak przy mniej wymagających tytułach nie jest to dużą przeszkodą w czerpaniu satysfakcji z gry. Z większych problemów jakie spotkałem korzystając z tej usługi to rzucił mi się jedynie problem ze zmianą rozdzielczości.

Projekt idealny? Niestety tak nie jest.

Biblioteka wspieranych gier jest zdecydowanie większa niż w przypadku Google Stadii, jednak w miarę upływu czasu, zamiast przybywać gier, to ich ubywa. Od czasu wejścia w otwartą fazę testów wielu wydawców usunęło swoje gry z usługi. Utraciliśmy już dostęp do tytułów wydawanych przez Activision, Activision Blizzard, Bethesdę czy też 2K Games. Niewykluczone, że i kolejne tytuły odejdą z usługi.

Dlaczego? Nie potrafię na to jasno odpowiedzieć, bowiem szczegółów za dużo nie udostępniono. Mówi się o wygaśnięciu dotychczasowych umów wydawców na dostępność ich tytułów w usłudze. NVidia pracuje nad przywróceniem ich do siebie, jednak biznes to biznes i nie zdziwię się, jeśli wydawcy zauważyli tutaj spory potencjał i chcą to wykorzystać. Niewykluczone też, że niektórzy są związani w jakiś sposób z Google Stadią i dostaniemy tutaj wojnę na tytuły eksluzywne. Póki co nie można wyciągać jednoznacznych wniosków.

I tutaj zaczyna się wojna.

Wieści o usuwaniu kolejnych gier spotykają się ze sporą krytyką graczy, dla których wydawcy usuwający swoje gry z usługi stają się wrogiem numer 1. Czy to dobrze, czy to źle — nie mnie oceniać. W końcu to minie. Epic był mocno krytykowany za swoje monopolistyczne praktyki i samo działanie sklepu. Czy problem nadal istnieje? W zdecydowanie mniejszych ilościach. Epic też zresztą odkupił trochę win u graczy, informując, że ze swojej strony mogą zagwarantować pełne wsparcie dla usługi GeForce Now. Wcześniej też była wojna graczy, gdy Jack Thompson prowadził batalię z Rockstarem na temat brutalności w GTA. Pamiętacie też burzę na początku obecności Xboksa One na rynku, gdy obecność Kinecta spotykała się ze sporą krytyką? To wszystko odeszło i pewnie atak w stronę wydawców też minie.

Pytanie brzmi — co przyniesie przyszłość?

NVidia skutecznie pokazała, że jak najbardziej można w przyszłości opierać się o granie w chmurze. Nie wyobrażam sobie by Google Stadia pozostała w tej formie, jaką znamy dotychczas. Do graczy zawitać ma również projekt xCloud od Microsoftu, a nadal czekamy na przyjście PlayStation Now do Polski. Usług jest wiele i wydaje mi się, że najbliższe miesiące przyniosą sporo zmian w podejściu graczy do grania w chmurze.