Typhoon Studios zafundowało nam niespodziankę – powrót do Journey to the Savage Planet! To było pewne, że będą jakieś DLC, ale raczej nikt nie spodziewał się, że dodatek zostanie ogłoszony i praktycznie zaraz wydany.

Hot Garbage, bo tak nazywa się pierwsze DLC do Journey to the Savage Planet…

… zabiera gracza na planetę DL-C1. Kindred Aerospace, czwarta najlepsza firma eksplorująca kosmos, dla której pracujesz, objęła ten świat w posiadanie – i chciała tam zorganizować coś w rodzaju sanatorium.

DL-C1 to planeta tropikalna z błękitną wodą i pięknymi plażami.

Choć, nie do końca – okazuje się, że ktoś zanieczyszcza ją toksynami. Czyżby konkurencja?

Hot Garbage oddaje do rąk graczy całkowicie nowy epizod na, mniej więcej 3-4 godziny gry. Kilka nowych ulepszeń, nowe krainy do zwiedzenia, nowe znajdźki do zebrania (tym razem pocztówki!). Do tego dochodzi nowa fauna i flora do skatalogowania.

Pojawiło się też kilka nowych mechanik, najbardziej z nich interesującą są pierścienie paliwowe – zawieszone w powietrzu, fioletowe. Silniki odrzutowe kombinezonu gracza dostają niezłego dopalenia po przeleceniu przez nie. „Boost” jest na tyle duży, że pozwala szybować w powietrzu i dotrzeć od miejsc, do których normalnie nie dałoby się doskoczyć.

Razem z DLC dostaliśmy też całkiem przyjemną aktualizację.

Celownik teraz „przylepia się” do wrogów, bardzo przydatne w starciach z szybszymi przeciwnikami. Ulepszono też photo mode.

Całościowo to dość przyjemny dodatek, chociaż uważam, że cierpi na te same problemy, co wersja podstawowa. Znów jest pełen infantylnego humoru, tym razem przynajmniej oszczędzono nam scenek z szefem Kindred Aerospace. DLC dodatkowo naprawdę jest tylko DLC – oddzielnym bytem, epizodem na „doczepkę”. Jest tu zupełnie inne tempo rozgrywki, dużo mniej do odkrycia, a liniowość uderza w twarz od pierwszych sekund. Nie ma tutaj miejsca na eksplorację, zbaczanie z głównego wątku – bo prócz głównego wątku nie ma tutaj zbyt wiele więcej.

Czy trochę ponad 30 zł za dodatkowe 3 godziny gry to dużo?

Trudno powiedzieć – nie polecałbym zupełnie, gdybyście nie posiadali podstawowej wersji wcale. Tak się jednak składa, że ta jest aktualnie częścią Xbox Game Pass. To zmienia trochę sytuację: Journey to the Savage Planet można szybko wypróbować i jeśli się spodoba, to proszę bardzo, jest DLC.

Typhoon Studios w każdym miejscu opisuje Hot Garbage jako „pierwsze” DLC do Journey to the Savage Planet – zobaczymy więc, co twórcy przygotują do nas w następnych epizodach.