Do Endzone: A World Apart podchodziłem ze sporymi oczekiwaniami. Przed premierą na Steam tytuł wydawał się wyglądać świetnie. Im więcej jednak grałem, tym bardziej byłem rozczarowany. Z początku myślałem, że to gra należy do tych bardziej wymagających. Z czasem jednak zacząłem zauważać co raz to więcej błędów, jeśli chodzi o balans rozgrywki, które skutecznie mnie odstraszały.

Endzone: A World Apart zaczyna się jak standardowa gra w klimatach postapokaliptycznych.

Świat został zniszczony po wojnie atomowej, a po latach spędzonych w schronach atomowych nadszedł czas na wyjście na powierzchnię celem utworzenia cywilizacji. Zmieniające się warunki pogodowe oraz opady radioaktywne skutecznie mają być największą przeszkodą w drodze do szczęścia. Jak to jednak wypada w praktyce?

Początki jak to w każdym city-builderze są proste. Należy wybudować punkt poboru wody oraz zadbać o dostęp do jedzenia. Następnie zacząć wytwarzać surowce, z nich produkować kolejne, bardziej rozwinięte budynki i z czasem rozwijać swoje miasto. Znajdzie się tutaj jednak wiele problemów, za które niestety odpadłem od tego tytułu. Postapokaliptyczny świat jest pełen zagrożeń i nie inaczej jest tutaj. Niezbędny jest zapas jedzenia i wody na okresy suszy, które potrafią być zabójcze dla naszej społeczności. Nie inaczej jest z radioaktywnymi deszczami, które z czasem mogą wywoływać skażenie terenu i choroby mieszkańców, o ile nie zadbamy o dostęp do lekarstw i ochrony radiologicznej. Mieszkańcy mogą być smutni, ponieważ im się nudzi, są starzy, nie mają domu albo nie będzie miejsca na cmentarzu, by pochować zmarłego. Nie to jednak jest największym problemem, a… zmiana pokoleniowa.

Dobrze rozwinięta wioska, w której wydawałoby się, że wszystko sprawnie działa?

Nagle połowa populacji dorosłych umiera ze starości i cały przemysł w społeczności zostaje zachwiany. Mamy chorych mieszkańców? Potrzebujemy szpitala. Jak już go wytworzymy ze sporej ilości trudnych do zdobycia surowców, to możemy ich tam leczyć. Tylko problem w tym, że na ogromny budynek możemy przypisać tylko jednego lekarza. Podobnie jest z cmentarzem, do którego można przypisać tylko dwóch grabarzy. Nie ze wszystkimi budynkami jest taki problem, jednak w wielu zauważalne jest złe zbalansowanie pracowników.

Wrócę jeszcze do wspomnianej zmiany pokoleniowej. Jest to element, przez który kilka razy porzuciłem swoje miasto i rozpoczynałem grę od nowa. Zaskakująca fala śmierci w populacji paraliżuje gospodarkę, co powoduje falę niezadowolenia wśród mieszkańców. Nagle nie ma komu pozyskiwać surowców, budować narzędzi, dbać o mieszkańców czy tworzyć odzież chroniącą przed radioaktywnością. To z kolei powoduje kolejne zgony, do czasu aż populacja dzieci przejdzie w wiek dorosłości. Mam jednak wrażenie, że dzieci stanowczo zbyt długo są dziećmi, patrząc na to, jak krótko żyją dorośli.

Zarzucić też mogę trochę ilości budynków. Jest ich stanowczo zbyt mało. Przede wszystkim zaskoczyło mnie to gdy zacząłem produkować elektryczność. Myślałem, że otworzy mi to nowe możliwości w rozwoju miasta, ale jedyne co zauważyłem to zwiększenie produktywności i obecność światła w budynkach. Spodziewałem się czegoś więcej. Zbyt mało w tym uczucia kroku milowego ku powrotowi do czasów przed wojną.

Gdybym miał szukać plusów, to szukałbym w samym pomyśle na wyzwanie.

Zmiana pokoleniowa, okresy suszy czy dbanie o morale mieszkańców to dobre pomysły, tylko szkoda, że wykonane tak bardzo źle. W pewnych momentach należy mocno żonglować rozrzuceniem pracowników, w zależności od potrzebnych surowców.

Podoba mi się też system nawadniania gleby oraz stopnia skażenia środowiska promieniowaniem. Używając odpowiednich opcji, można łatwo podejrzeć, jak wygląda gleba pod względem radioaktywności oraz sprawdzić stopień nawodnienia. Podoba mi się obserwowanie tego w czasie i za to mogę przyklasnąć twórcom.

Od strony audio-wizualnej jest średnio.

Gra może nie wygląda brzydko, ale ogromnym zarzutem jest dla mnie zlewanie się budynków. Większość z nich wygląda bardzo podobnie do siebie i odróżnienie chatki szewca z warsztatem momentami bywało trudne. Mam nadzieję, że zostaną tutaj wprowadzone poprawki. Od strony dźwiękowej wszystko jest w porządku i nie mam za bardzo, do czego się przyczepić. Brakuje mi tutaj chociaż podświetlenia poszukiwanych budynków.

Nie są to jednak problemy, przez które należy ten tytuł skreślić.

Endzone: A World Apart zaledwie dwa tygodnie temu miało swoją premierę we Wczesnym Dostępie na Steam. Przewidywana premiera jest mniej więcej za pół roku, a to oznacza, że twórcy mają jeszcze spory zapas czasu, aby naprawić te problemy. Gra sama w sobie jest wykonana solidnie, nie zauważyłem większych problemów technicznych i nie czuję się, jakbym grał w dziurawy tytuł, który nigdy nie zostanie dokończony. Poza tym planowane jest kilka ciekawych aktualizacji, dzięki którym chętnie powrócę do tego tytułu, by sprawdzić, czy wypisane przeze mnie zarzuty zostaną poprawione. W kwietniu ma dojść system ekspedycji, a w maju rozszerzenie zadań społeczności. Kwestią czasu ma być również wprowadzenie scenariuszy fabularnych. Tytuł ten ma potencjał, ale obecnie mam wrażenie, że jest trochę marnowany. Oby było lepiej, bo obecnie się od Endzone odbiłem.

Zasadź drzewka!

Swoje wrażenia już skończyłem, jednak chciałem wspomnieć o pewnej inicjatywie, o której uważam, że warto wspomnieć. Jeśli jesteście zainteresowani tym tytułem, to wrzućcie go do swojej listy życzeń. Po przekroczeniu kolejnych progów w ilości zgłoszeń na listę życzeń, określona liczba drzewek zostanie zasadzona. Miły gest ze strony twórców, chociaż mam nadzieję, że wyrzucą z gry irytującą żółtą biedronkę, która o tym przypomina.