Po sporym sukcesie Car Mechanic Simulator 2015, studio PlayWay razem z nowymi patronami postanowiło wydać symulator pobierania łatek połączony z rozczarowaniem graczy podobnym do No Man’s Sky.

Założenie gry, tak jak przy wcześniejszych wersjach było całkiem proste i dobre. Zrobić symulator naprawiania samochodów i pozwolić zbudować własne klasyczne auto poprzez szukanie części w starych szopach i ich naprawianie. Jednak coś poszło nie tak i w dniu premiery na grę spadła ogromna fala krytyki. Trudno było mi się zabrać za tą recenzję, bo chyba jak każdy mam gdzieś ukryte pragnienie zajmowania się tylko przyjemnymi sprawami. Jednak że naczelny już parę razy na mnie nakrzyczał i pogroził palcem, to przedstawię moją opinię na temat tej gry i historię tej mordęgi.

Akt 1 – Premiera

28 lipca 2017 – Dzień, w którym miała pojawić się moja recenzja, ale mimo iż mogłem pograć przedpremierowo, w rzeczywistości nie było o czym pisać. Gra zaczynała się dosyć topornie od zwiedzania superwypasionego garażu z dwoma samochodami. Po przebiegnięciu całego pomieszczenia poczułem, że coś może być nie tak. Spojrzałem po raz kolejny w stronę stoiska naprawczego, gdzie stał szrot w postaci najnowszego Audi i chciałem zacząć właściwą cześć gry. Mimo iż poznałem wszystkie możliwe narzędzia, nie wiedziałem jak to zrobić, bo nie było żadnej podpowiedzi. O samouczku nie wspominając. Okazało się, że trzeba podejść do bramy, która teleportowała mnie do małej dziupli z podnośnikiem — mojego warsztatu. Na szczęście po tym gra już lekko zaczęła mnie naprowadzać na tory rozgrywki i podsunęła pierwsze zlecenie. Zakasałem więc rękawy i zabrałem się za pierwszy samochód.

Akt 2 – Pierwsze dni gry o naprawianiu samochodów

Po kilku pierwszych aktualizacjach powstały kolejne problemy, tym razem z samą rozgrywką. Nie wiem, czy tak miało być, ale przez pierwsze 2 godziny napawałem kilka takich samych samochodów i robiłem w nich te same rzeczy, co mnie totalnie znudziło. W międzyczasie, gdy w mojej głowie rodziła się myśl, że ta gra to jakiś chłam, obserwowałem, jak przybywa coraz więcej negatywnych opinii na Steam dotyczących optymalizacji. Była ona tak tragiczna, że trzeba było naprawdę dobrego komputera, żeby sobie przywozicie pograć. Spowodowane to było prawdopodobnie tym, że twórcy tym razem położyli spory nacisk na grafikę. Faktycznie trzeba przyznać, że w porównaniu z wcześniejszymi wersjami gry wizualnie dla oka było całkiem przyjemnie, jednak błyszczące jak psu wiadomo co elementy karoserii i światełka, które odbijały się od wszystkiego, czasami umiejące zakłóć w oczy, wymagają sporej mocy obliczeniowej. Dodatkowo negatywne wrażenie z gry potęgował u mnie smutny klimat. Siedzenie w ciemnej klitce bez radia, z którego leciałaby jakakolwiek muzyka i naprawianie zardzewiałych samochodów poskładanych z czterech innych jest dla mnie dosyć depresyjnym doświadczeniem.

Akt 3 – Więcej łatek dla wszystkich!

Kilka dni później stwierdziłem, że spróbuję znowu pograć. Przecież to niemożliwe, żeby po sukcesie wcześniejszej odsłony zrobić taki chłam, który nudzi się po kilku monotonnych chwilach. Pobrałem najnowsze aktualizacje i rozpocząłem nowy pojedynek, w którym miał bryzgać olej naprawianych samochodów. No i zamiast bryzgania było bardziej bluzganie. Pomimo że pojawiło się trochę nowych typów zleceń, to w porównaniu z wcześniejszymi były za słabo opisane i nie wiedziałem jak je ukończyć. Zresztą co to za symulator, gdzie nie można wcisnąć starej cześć klientowi jako nowej, a potem słuchać, że się oszukało albo liczyć zarobione dolary w nadziei, że się już nigdy nie spotkamy? Mimo że czasami zdarzało mi się coś grzebać przy samochodzie w życiu realnym, to zupełnie nie wiedziałem co mam czasami zrobić. Musiałem po kolei rozbierać auto w grze, żeby zrozumieć co autor miał na myśli. Po raz kolejny zastanawiałem się też czy nie potrzebuje jakiegoś fidget spinnera, bo jestem za bardzo nerwowy lub mam autyzm. Dałem sobie na wstrzymanie i postanowiłem jeszcze poczekać — w nadziei, że może w końcu wypuszczą aktualizację, po której będzie można normalnie pograć.

Akt 4 – Pierwsze DLC i legendarna Mazda RX-7

Wydanie pierwszego płatnego DLC zazwyczaj wiąże się z tym, że rozgrywka, jak i sama gra jest już na poziomie grywalnym i nie meczą nas błędy na tyle irytujące, że chcemy ją wyłączyć i zrobić sobie spacer dla ukojenia nerwów. Jednak tym razem było inaczej. Mazda DLC dostarczyła oprócz nowych samochodów nowe problemy, po których stwierdziłem, że ta gra jest stracona. Mam nieodparte wrażenie, że ktoś poganiał za bardzo twórców i zabrakło im czasu na przemyślenie tego wszystkiego.

Warto też nadmienić, że część możliwości w grze odblokowuje się przez system zbierania doświadczenia. Daje nam takie możliwości jak np. szybsze poruszanie się postacią w grze, gdzie w moim odczuciu wołałbym jednak zająć się naprawianiem samochodów niż wbijaniem lvl jak w RPG.

Wyobrażasz sobie, że otworzyłeś warsztat samochodowy i chcesz wejść do jakiejś starej szopy, a tam właściciel mówi: „Słuchaj stary, masz za niski lvl i ze względu na to, że poruszasz się o 2,5% za wolno, to Cię nie wpuszczę”. Tak samo jest z narzędziami — nie możemy ich odblokować, jeśli nie wbijemy ileś tam punktów doświadczenia.

Wracając do Mazdy, po zainstalowaniu DLC i uruchomieniu gry od razu wskoczyło mi zlecenie na naprawę RX-7. Niewiele myśląc, wybrałem je i stwierdziłem, że w celu diagnozy zabiorę furę na tor testowy i przy okazji sprawdzę, czy gra jest już grywalna. Z plusów trzeba przyznać, że pojawiło się więcej dźwięków w postaci jakieś muzyczki w tle, co rozwiewało poniekąd grobowy nastój. W tym optymistycznym nastawieniu podszedłem do Mazdy i wybrałem opcję „przestaw na tor”. Poskutkowało to tym, że samochód wyparował z garażu. Z powoli przeszywającym przekonaniem, że coś popsułem, wybrałem się na tor, na którym szczęśliwie znalazła się RX-7 i po krótkiej przejażdżce wróciłem do warsztatu. Niestety samochód nie wrócił ze mną i z rozczarowaniem wyłączyłem grę.

Akt 5 – Podsumowanie

Wiem, że nie poruszyłem prawie żadnych aspektów technicznych, ale skoro gra jest reklamowana jako symulator, to moim zdaniem bardziej liczą się odczucia. Przyrównałbym tę grę do takiego bardzo średniego kebabu z mieszanym sosem i ze zbyt małą ilością składników. Po takim kebabie wiesz, że coś zjadłeś, ale czegoś w nim brakowało i do końca dnia będziesz odczuwać negatywne skutki. Celowo porównałem też Car Mechanic Simulator 2018 do No Man’s Sky, ponieważ w wypadku obu tytułów gracze liczyli na coś więcej niż drewnianą rozgrywkę i mam cichą nadzieję, że po którejś z kolei aktualizacji ten tyłu w końcu będzie grywalny i dorówna swojemu poprzednikowi.

Screenshoty

O Autorze

Uwielbiam technologie która jest coraz szybsza i inteligentniejsza. Nie pogardzę też dobrym serialem obyczajowym w towarzystwie pysznego jedzenia.