Nowy rok w Hearthstonie zawsze zwiastował duże zmiany. Rotacja polegająca na pozbyciu się ze standardowej mety 3 starych pakietów kart, które przez 2 lata zakorzeniły się mocno w świadomości graczy, wraz z wejściem kilku najbardziej ikonicznych kart do hali sław, zawsze powoduje mocne przetasowanie sił. W tym roku zmiana ta jest jeszcze bardziej drastyczna – wraz z nowym rokiem gra otrzymała nowy system naliczania rang, a pierwsze rozszerzenie roku poza nowymi kartami przyniosło zupełnie nową grywalną klasę postaci. Społeczność Hearthstona niemalże od początku życia gry dyskutowała na forach poświęconych grze o potencjalnej nowej klasie, aż tu nagle – gdy większość już utraciła jakiekolwiek nadzieje, na pojawienie się nowej klasy postaci – do gry zawitał Demon Hunter.

Falstart?

Piszę te tekst 3 dni po premierze – podkreślam to szczególnie z myślą o osobach, które trafią na niego długo po publikacji. Meta jeszcze nie zdążyła się ustabilizować, ba, ciężko mówić nawet o jakimkolwiek konkretnym rozkładzie sił pomiędzy klasami… A już pojawiły się nerfy. Mamy do czynienia z niechlubnym rekordem, który dotychczas należał do Galakrond Shamana. W przypadku tego ostataniego, na nerf musieliśmy czekać 9 dni. Demon Hunter – świeżo introdukowana do gry klasa – potrzebowała na to tylko 2 doby. Jest ona bowiem tak potężna.

Ale chwila! Skoro nerfy pojawiły się tak szybko, to znaczy, że Blizzard w końcu zaczął trzymać rękę na pulsie w kwestii balansu nowych kart! – Zakrzykniecie. A ja się z wami nie zgodzę. Blizzard moim zdaniem miał wystarczająco dużo czasu na przetestowanie nowej klasy postaci przed premierą. I, jak widać, tego nie zrobił. Sytuacja brzmi o tyle zabawnie, że Demon Hunter nie cierpi na jakiś szczególny dla gry przykład słabego zbalansowania. Wręcz przeciwnie – jest do typowy dla Hearthstona archetyp potężnego midrange z kartami premiującymi agresywną rozgrywkę. Dobre tempo w połączeniu ze sporym wachlarzem zaklęć obszarowych oraz bardzo dobrej mocy specjalnej bohatera, wymagającej do użycia zaledwie 1 kryształ many przyczyniły się do błyskawicznego zdominowania mety przez Demon Hunterów.

A szkoda. Bo nowa klasa sama w sobie jest bardzo ciekawa. Pozytywne wrażenie wywarła na mnie nowa mechanika ekskluzywna dla tej klasy postaci, jaką jest „wyrzutek”. Wyrzutek to specjalna właściwość karty, która uaktywnia się wyłącznie w momencie, kiedy zagrywana przez nas karta znajduje się na lewym lub prawym krańcu ręki. Wprowadza to dodatkowy element planowania rozgrywki i jest przyjemnym urozmaiceniem, wymagając od gracza nie tylko przewidywania ruchów przeciwnika, ale także sprawnego zarządzania kartami w ręce, aby otrzymać z nich jak największe value jednocześnie skutecznie odpowiadając na zagrania oponenta.

Dość jednak o demon hunterze – co z pozostałymi klasami postaci? Tutaj sprawa wygląda nieco lepiej – a przynajmniej na pierwszy rzut oka balans pozostałych nie został tak bardzo zaburzony. Mocno zaznaczającą się w nowym dodatku mechaniką jest uśpienie. Choć w przeszłości pojawiały się już karty z uśpieniem, nie były one zbytnio widoczne w mecie. Teraz efekt ten możemy aktywować nie tylko zagrywając stronnika z tą właściwością, a także możemy go nakładać na już znajdujące się na planszy potworki.

Każda „stara” klasa postaci otrzymała także legendarnego stronnika, który po śmierci dodaje swoją dużo potężniejszą wersję do naszej talii. Podobny efekt widzieliśmy już kilka lat temu w przypadku jednej z legendarek szamana i podobnie jak w tamtym przypadku – jest to właściwość, której dobrze nie wykorzystamy w szybkich i agresywnych deckach. Pozwoli nam ona jednak skutecznie zaznaczyć swoją przewagę na stole w późniejszych etapach gry.

Garść zawartości dla samotników

Jeszcze przed premierą dodatku gracze mieli okazje zagrać w prolog introdukujący nową klasę postaci. Jego ukończenie wymagane jest do odblokowania Demon Huntera. Nie martwcie się zbytnio, jeśli nie lubicie ogrywać zawartości singleplayerowej w Hearthstonie – przejście prologu nie zajmie wam wiele czasu. Składa się on bowiem z 4 nowych starć z przeciwnikami, które nie są zbytnio wymagające. Ich celem jest raczej zapoznanie świeżo upieczonych fanów karcianki Blizzarda – jeśli tacy w ogóle jeszcze istnieją… Na tym przygoda się jednak nie kończy, wkrótce do gry ma trafić bowiem nowy epizod tematyką nawiązujący do najnowszego rozszerzenia.

Czy Ashes of Outland to dobry dodatek?

Zawsze powtarzałem, że nie da się stwierdzić czy nowa zawartość do gry multiplayerowej jest dobra bezpośrednio po premierze. Meta nigdy nie ustala się bowiem w jeden dzień lub nawet w momencie premiery. Na dzień dzisiejszy mogę jednak z pełną świadomością powiedzieć, że niestety dodatek nie został aż tak dobrze przemyślany, jak być powinien. Rozszerzenie introdukujące do gry nową klasę powinno być dobrze zbalansowane, aby wnieść ze sobą powiew świeżości, jednocześnie nie sprawiając że gracze na start znienawidzą nową postać. Niestety w przypadku Demon Huntera – znienawidzić zdążyła go cała społeczność gry, na kilka godzin po premierze dodatku. Subreddit /r/hearthstone pęka w szwach od narzekania na potężne tempo nowej klasy i bardzo jednolitą metę, zaś po przeprowadzonych zmianach w balansie gry dalej nie jest do końca jasne jak skutecznie kontrować nową klasę. Zamiast pokochać grę Demon Hunterem – czuje się źle za każdym razem, jak wybieram go przed rozpoczęciem nowego pojedynku.