Shadow Warrior 2 – Recenzja

Dzisiejszym grom ciężko przebić się do szerszego grona odbiorców. W każdym niemal gatunku wyszła co najmniej jedna pozycja, która go zdefiniowała i była punktem odniesienia na lata. Dla wyścigów jest to niewątpliwie seria Gran Turismo czy też Forza. Gry strategiczne zdominowały takie pozycje jak Europa Universalis czy coraz to lepsze, gry z serii Total War. W gatunku strzelanek pierwszoosobowych zarządziły na dobre Call of Duty oraz Battlefield. I oczywiście można się kłócić, że są powtarzalne, że twórcy nie przykładają się za bardzo do swoich gier, lecz nie można nie zauważyć faktu, że kampania jest przemyślana, rozgrywka dopracowana, a multiplayer miodny.

Polskie studia nie dają za wygraną. Wszyscy usłyszeli o Wiedźminie, kiedy rok temu wyszła najnowsza część serii i pokazała światu jak się robi gry RPG. Trzeba pamiętać, że nie była to pierwsza próba zdominowania świata elektronicznej rozgrywki przez Polaków. Blisko 12 lat temu powstał Painkiller, który czerpał garściami z takich pozycji jak Quake czy Doom i zastał pozytywnie odebrany przez krytyków na całym świecie. Potem to samo studio wydało Bulletstorm, kolejną dobrą produkcje, która jednak nie zrobiła już takiego zamieszania jak Painkiller, bowiem w tych czasach prym wiodły wielomilionowe produkcje ze stajni EA czy Activision. Czemu o tym pisze? Bowiem wielu ludzi odpowiedzialnych za te zacne tytuły postanowiło dołączyć do Flying Wild Hog – studia, które właśnie wydało sequel swojej nietuzinkowej produkcji, zwanej Shadow Warrior.

Shadow Warrior 2 to kontynuacja pierwszej części, która jest remakiem klasycznej strzelanki z 1997. Wcielamy się w rolę Lo Wanga, członka Yakuzy i faceta od brudnej roboty. Mordowanie demonów i wrogów naszej frakcji, odbijanie zakładników, zbieranie artefaktów to nasze zadania. Brzmi monotonnie i podstawowo? Nic z tych rzeczy. Każde zadanie jest inne. Podczas gry nie ma uczucia, że musimy „przynieść, zanieść, pozamiatać”, do każdego zadania podchodzi się z entuzjazmem, co jest ostatnio rzadkością. Na dodatek wszystko okraszone jest nietuzinkowym humorem Lo Wanga, który na swój rubieżny sposób komentuje wydarzenia na ekranie. Trudno się temu dziwić, to jeszcze pozostałości humoru z oryginalnej gry wydanej w 1997, która to z kolei czerpała garściami z Duke Nukema 3D, niemniej charakterek naszej postaci dodaje specjalnego uroku grze i poprawia klimat. Twórcy postarali się, by rozgrywka nie opierała się tylko i wyłącznie na „chodzisz i mordujesz”. Nasza postać zawiera szereg dostępnych perków, ulepszeń broni czy nas samych, w stylu znanym choćby z Borderlands. I tak mamy ulepszenia, które dodają nam życie za każdego zabitego wroga, dodają moce różnych elementów, na przykład lodu czy ognia do broni, albo po prostu zwiększają ich moc. Na dodatek arsenał jest wyjątkowo spory, mamy różnego rodzaje bronie palne, katany, łuki czy bronie specjalne, jak piła mechaniczna. Jest w czym wybierać i na pewno nie jest nudno. Sama walka jest trzonem gry i widać, że została dopracowana do niemalże perfekcji. Katany i inne bronie bezpośredniego starcia są niesamowicie dobrze animowane i mają odpowiedni feel, przez co morduje się nimi wyśmienicie. Można odrąbać głowy czy inne członki ciał i przy okazji delektując się dobrze zrobioną fizyką gry. A jak sprawy staną się nieco zbyt gorące, zawsze można nabrać dystansu i porozbijać wrogów ze strzelby czy karabinu. Strzelanie również jest przyjemne i nie widać sztuczności, jak to choćby było widoczne we wspomnianym wyżej Borderlands, wszystko przychodzi naturalnie, każdy instynkt gracza, który wyrobiliśmy sobie przez lata będzie potrzebny, by móc rozkoszować się tą grą. Lo Wang posiada też kilka umiejętności specjalnych, jak na przykład regeneracja życia kosztem energii Chi, którą zbieramy z zabitych wrogów lub z posągów ustawionych w strategicznych częściach mapy. Nowością serii jest tryb kooperacji, w którym możemy grać z trzema różnymi graczami. Naturalnie, statystyki wrogów są odpowiednio skalowane, by nie było nam za łatwo. Ale wszystko w ramach zdrowego rozsądku, tak by gra przede wszystkim dawała nam fun a nie frustrację. Wszystko jest zbalansowane, czy to w trybie single player, czy w coopie, przez co daje nam nie tylko satysfakcję z zabijania potworów, ale i zdrowy poziom wyzwania.

Twórców należy pochwalić za pracę wykonaną nad aspektem technicznym. Gra jest niezwykle dopracowana; w czasach, gdzie wiele innych tytułów ma problemy ze stabilnym działaniem na najnowszych kartach. Shadow Warrior 2 z powodzeniem może zostać odpalony na czteroletniej maszynie w wysokich detalach i stabilnej ilości klatek na sekundę. Ilość opcji graficznych w menu jest duża i powinna zadowolić każdego malkontenta. Sama grafika może się podobać. Jest płynna, ładna, technicznie i nie zawodzi. Są wysokiej rozdzielczości tekstury oraz ładne efekty wybuchów. Twórcy dopieścili jak mogli takie smaczki jak efekty promieni słońca, gęstość trawy czy cienie. Na dodatek animacje są… przepyszne. Można robić z wrogami co nam się żywnie podoba – dekapitować ich, odcinać im członki. Ogólnie krew i pożoga leją się z ekranu często, i gęsto. Wszystko to okraszone jest bardzo wdzięcznymi efektami cząsteczkowymi,. Całość prezentuje się bardzo dobrze.

W kwestii audio również twórcy stanęli na wysokości zadania. Muzyka w grze zawiera wiele klimatycznych kawałków, doskonale oddających tło wydarzeń i ładnie komponujących się w zgraną całość. Efekty dźwiękowe zostały dobrze dograne i nie odstają od reszty. Aktorzy głosowi i ich kwestie, podobnie jak cała reszta, są dopieszczone niemal do perfekcji. Widać, że przyłożyli się do swojej pracy i swoimi tekstami nadają klimat tej nietuzinkowej produkcji. Doskonale oddają emocje i wydarzenia w świecie gry oraz, w swoim stylu, dodają komentarze do wydarzeń na ekranie. Lo to mistrz ciętej riposty a jego teksty tylko dodają smaczku całej produkcji. Wszystko jest jednak odpowiednio dobrze stonowane, a konwersacje z innymi osobami są wisienką na torcie, co jest godne zauważenia, bowiem w wielu grach przez dialogi przebijamy się raczej niechętnie.

Podsumowując, studio wydało niezmiernie dobrą i dopracowaną produkcję. Ilość broni, możliwości ich dostosowania, zabijanie przeciwników sprawia, że gra jest niezwykle klimatyczną i po prostu dobrą produkcją. W dzisiejszych czasach dość łatwo wydać tytuł ładny, ale potrzeba czegoś więcej, by ten tytuł osiągnął sukces i w mojej opinii przekładają się na to po prostu detale. Detale, w które ta gra jest niezwykle bogata. Rewelacyjny klimat, idealne sterowanie, dopracowanie kwestii technicznych, różnorodny arsenał oraz satysfakcja z zabijania przeciwników. No i niezapomniany protagonista Lo Wang, który wprowadza odpowiednią atmosferę z niemal każdą wypowiedzianą kwestią.

 

Dzisiejszym grom ciężko przebić się do szerszego grona odbiorców. W każdym niemal gatunku wyszła co najmniej jedna pozycja, która go zdefiniowała i była punktem odniesienia na lata. Dla wyścigów jest to niewątpliwie seria Gran Turismo czy też Forza. Gry strategiczne zdominowały takie pozycje jak Europa Universalis czy coraz to lepsze, gry z serii Total War. W gatunku strzelanek pierwszoosobowych zarządziły na dobre Call of Duty oraz Battlefield. I oczywiście można się kłócić, że są powtarzalne, że twórcy nie przykładają się za bardzo do swoich gier, lecz nie można nie zauważyć faktu, że kampania jest przemyślana, rozgrywka dopracowana, a multiplayer miodny.…

Werdykt

ocena - 9

9

ocena

Jeden z najsolidniejszych tytułów FPS ostatnich lat.

O Konrad Potempski

Amatorski recenzent, miłujący się w klasykach i grach indie. Choć i nowością nie pogardzę.

Sprawdź też

Hybrid Animals – recenzja wczesnego dostępu

Ludzie mają różne marzenia i ambicje. Niektórzy pragną tego, by na całym świecie panował pokój …