Remastery, reedycje – czy to komuś potrzebne?

Nie tak dawno ukazał się Remasterowany Skyrim. Fajna akcja Bethesdy – jeśli posiadaliśmy już wszystko co oficjalne – dostawaliśmy remaster gratis. Pytanie jest innej natury – czy takie remastery i reedycje, mają sens?

maxresdefault

Jak wspomniałem na wstępie, otrzymałem remaster Skyrima. Jako że od dawna jestem dumnym posiadaczem tejże gry i dodatków – otrzymałem go gratis, dodanego do biblioteki na Steamie. Cóż takiego wprowadziła ta edycja? W zasadzie nic – poprawiła grafikę, poprawiła wydajność gry, ale bądźmy szczerzy – to już było i jest w modach! Nowy gracz, który nie ma tej wersji, z powodzeniem może kupić taniej starszą edycję, pościągać kilka modów upiększających grę, wybiegających poza sferę remastera jak np. lepsze i poprawione wyglądy NPC i bohatera, tym samym zaoszczędzając pieniądze.

Moi znajomi sami twierdzą, że nie kupiliby nowej edycji, a skoro dostali… to i tak grają w oryginalną grę! Otóż mają tam powgrywane mody, dopieszczone postacie i ani myślą bawić się od nowa! Czy ten remaster miał sens? Otóż nie.

A jakie remaster i reedycje mają sens?

Niech ten tekst będzie preludium i zapowiedzią do kilku recek, które niebawem się ukażą.

Otóż sensem była by remasterowana edycja Morrowinda – starej, bo już 12-nasto letniej gry. Tak samo jak i gier starszych. Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię stare gry, ale jeśli robimy coś to róbmy z sensem i głową!

Dajmy na to Kings Bounty. Wielu graczy mogło słyszeć o tym tytule. Taka wariacja na temat herosów (walka Turowa, budowanie armii) oraz przygód z radosnym tuptaniem po mapie świata, rozwiązywaniem zadań i  budowaniem postaci jak w klasycznym RPG.

I co w związku z tym? Ta gra to remake gry z 91 o tym samym tytule! Gry, która dała podwaliny pod takie hity jak Heroes!

Kolejnym przykładem niech będą piraci Sid’a Meriera! Zgadliście ponownie – to znowu remake gry, tym razem starszej bo jeszcze z czasów Amigi.

Ponownie – gra była świetna w tym co zaproponowano. O ile nie stworzyła podwalin pod konkretne legendarne tytuły, o tyle była ciekawa i naprawdę na swój sposób… genialna i legendarna. Więc sami rozumiecie, dzięki temu każdy mógł usiąść i poczuć się korsarzem, ryfować bukszpryt (którego się nie ryfuje ;)),  zmusztrować załogę i przeprowadzać abordaże!

I tutaj docieramy do sedna. Takie gry trzeba remakeować, ale jeśli zrobi się z głową. Można wtedy cudownie zgłębić te stare tytuły, bez patrzenia na bardzo pikselową i archaiczną grafikę.

A co z remasterami? Moim zdaniem, w wielu przypadkach wystarczy po prostu zrobić to, co robią takie platformy jak GoG czy, od jakiegoś czasu, Steam – usprawnić do działania na nowoczesnych sprzętach i puścić w ruch! Jak się okazuje, wielu graczy dzięki temu może odkryć Dungeon Keepera czy to część pierwszą czy drugą albo po raz wtóry albo w ogóle! I to tyczy się w zasadzie każdej starszej gry. Nie ma sensu remasterować czy robić remaków gier, które działają na obecnym sprzęcie, które nie są brzydkie, które mają wsparcie społeczności w postaci modyfikacji.

A teraz weselsza część. Jakiś czas temu ogłosiliśmy konkurs. Laureatem i zdobywcą nagrody jest Mateusz Wróblewski! Gratulujemy! Po swój kod prosimy skontaktować się z redakcją! Wypatrujcie kolejnych konkursów, już niebawem!

O Błażej Pawełczyk

Sprawdź też

„Table Top Racing: World Tour” wreszcie na XboX One!

Humorystyczna ścigałka od Playrise Digital nareszcie wychodzi na konsolę Microsoftu! W odróżnieniu od wersji na …