Kozacy 3 – recenzja

Ostatnimi czasy trudno szukać solidnej, klasycznej strategii czasu rzeczywistego. Gatunek ten, niezwykle popularny na początku millenium, dziś ustępuje miejsca innym grom, mniej wymagającym strategiom, czy takim, w których nie zarządzamy bezpośrednio jednostkami. A szkoda, bo około piętnaście lat temu pojawiły się tytuły, które znalazły miejsce w sercach wielu graczy. Age of Empires 2, Empire Earth, Twierdza, Warcraft 3, Rise of Nations czy pierwsza część Kozaków. Czym Kozacy wyróżnili się na tle całej tej doborowej mieszanki? Przede wszystkim – epickością. Kiedy w Age of Empires do boju mogłeś rzucić co najwyżej 200 żołnierzy, w Kozakach taka liczba to ledwie pierwszy człon armii, mięso armatnie. Armie mogły liczyć kilka tysięcy żołnierzy i mało który tytuł, nawet obecnie, oferuje taki rozmach. Gra osiągnęła sukces głównie na wschodzie Europy, ponieważ w zgodzie z nazwą, ukazuje ona wpływ Kozaków na tamte ziemie z wieków XVII – XVIII . I robi to bardzo dokładnie, z zachowaniem poprawnych jednostek i w miarę rzetelnej prawdy historycznej. No i kto nie chciał spuszczać łomotu Polską Husarią?

Dziś mija mniej więcej piętnaście lat od premiery pierwszej części gry. Twórcy, studio GSC Gameworld, postanowili ponownie przybliżyć graczom historię osławionych Ukraińców oraz na nowo zaistnieć w świecie gier RTS, wydając trzecią część Kozaków. Czy i tym razem im się to udało? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, zapraszam do lektury.

Dla wielu graczy bolesnym ciosem będzie to, że gra, która nosi nazwę Cossacks 3, jest tak naprawdę remasterem części pierwszej. Dodano co prawda dużo nowej zawartości, unowocześniono grafikę jak i planowane wsparcie dla Steam Workshop, jednakże ciężko się oprzeć wrażeniu, że postąpiono z tą grą tak jak z  Age of Empires 2 HD. Z tą różnicą, że AoE nie kryło się z faktem, że jest remasterem pod nazwą kolejnej części serii. No, ale może po kolei.

Akcja Kozaków 3 przenosi nas w realia XVII i XVIII wieku Europy Wschodniej. Gra jest klasyczną strategią czasu rzeczywistego – wszystko dzieje się w rzucie izometrycznym, palce na klawiaturze instynktownie lgną do przycisków odpowiedzialnych za szybkie budowanie, ustawianie jednostek, przypisywanie ich pod przyciski numeryczne. Wszystkie wyuczone standardy zostały w grze, co jest plusem – po co zmieniać to, co sprawdzało się przez lata? Jednostki reagują na polecenia natychmiastowo, nie ma większych problemów z podstawową kontrolą. Tytuł pozwala na w miarę przejrzysty nadzór nad wydarzeniami na ekranie, a sama rozgrywka jest po prostu.. miodna. Widzimy jak rozrasta się nasza armia, jak zasoby powiększają się z minuty na minutę, a nasze małe miasteczko zmienia się w dobrze ufortyfikowaną metropolię. Cała otoczka gry, jej epickość daje niesamowitą satysfakcję. To nie jest już sześćdziesięciu ciężkozbrojnych piechociarzy znanych z Age of Empires, to jest dwustu piekielnie niebezpiecznych Husarów wspartych przez pięćset jednostek lekkiej jazdy, dwustu strzelców i trzystu pikinierów. To jest ta magia kozaków, niesamowicie epickie bitwy, w których jedna zła decyzja może zaważyć na losach całej kampanii. Gra wymaga strategicznego myślenia, planowania na kilka kroków do przodu oraz odpowiedniego zabezpieczania się. Wisienką na torcie jest ilość żołnierzy, których możemy zaprawić do boju – limit jednostek na mapie to 10’000. Sama rozgrywka odbywa się w miarę szybko, jeśli  dobrze zarządzamy zasobami, możemy skończyć tryb potyczki w pół godziny.  Na szczęście dostajemy multum opcji konfiguracyjnych i możemy urozmaicić rozgrywkę, choćby przez ustalony z góry czas pokoju, w którym nie możemy atakować i skupiamy się na zbieraniu materiałów i rozbudowywaniu infrastruktury. Człon produkcji czyli kampanie, są ciekawie zrobione i możemy zmienić jej przebieg, zgadzając się na różne poboczne misje sojuszników. Albo odmawiając im, narażając się na ich niezadowolenie. Więc nawet grając ponownie te same scenariusze możemy liczyć na zupełnie inny przebieg, przez co choćby z samej ciekawości, z chęcią powracamy do tych samych misji. Z ubolewaniem jednak stwierdzam, że w grze nie ma predefiniowanych bitew znanych z pierwszych Kozaków. Sama zaś kampania skupia się na notce historycznej w prologu i kilku misjach z nią związanych. Szkoda, że twórcy nie zdecydowali się na pokazanie wszystkich możliwości tytułu i wrzuceniu gracza w wir epickiej walki dla samej czystej satysfakcji. Ale na szczęście, w grze dostępny jest edytor map i scenariuszy, bardzo bogaty w detale, którym podobno sami twórcy się posiłkowali. Więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby samemu zrobić predefiniowaną potyczkę z tyloma żołnierzami, ile tylko się da. A jak nam się nie chce, można szybko pobrać dowolny scenariusz ze Steam Workshop, kiedy tylko twórcy włączą odpowiednią opcję.

Niestety, problemy z grą zaczynają się już na samym początku, gdy chcemy zbudować naszymi chłopami więcej budynków. Intuicja nakazuje, by rozpocząć budowę kilku budynków jednocześnie, wtedy chłopi po skończeniu budowy jednego, zaczną budować kolejny. Nic bardziej mylnego, bowiem po skończeniu budowy stoją jak wryci. Dopiero, gdy podczas stawiania rusztowań przyciśniemy klawisz „shift”, nasi chłopi wykonają kolejkę. Nieintuicyjny archaizm.  Na dodatek, chłopi nie pomyślą, by po zbudowaniu składziku iść rąbać drewno albo po budowie młyna udać się na pole. Wyjątkiem jest tu kopalnia, gdzie po budowie robotnicy od razu zajmują miejsce na szychcie. Niestety, ale te błędy były widoczne już w pierwszej wersji gry. Można by pomyśleć, że piętnaście lat to wystarczający czas, by poprawić wszystkie błędy oryginału, ale też nie zapominajmy, że wiele rzeczy, jak silnik wraz ze wszystkimi obiektami gry czy sztuczna inteligencja zostały zrobione od podstaw. Co też nie oznacza że powinniśmy się godzić na tego typu błędy czy archaizmy. Mając na uwadze ile czasu twórcy mieli na dopracowanie tytułu oraz ich bliski kontakt z najwierniejszymi fanami serii z for poświęconych grze, takie podstawowe błędy powinny zostać wyeliminowane przed premierą. Wymienianie wszystkich niedopatrzeń i  bugów zajęłoby wystarczająco miejsca, by ta recenzja zagościła na portalu jako najdłuższy tekst jaki kiedykolwiek napisany ale nie widzę sensu się nad tym skupiać dłużej niż to potrzebne. Wszystkich zainteresowanych odsyłam za to na forum Steam, gdzie lista znanych bugów i  błędów ciągnie się stronami i wciąż dopisywane są nowe. Plus jest taki, że twórcy współpracują z  graczami i obiecują wprowadzać systematyczne poprawki. Jednym z poważnych problemów w grze jest brak balansu. Niektóre jednostki są zbyt silne i potrafią roznieść w pył nawet tych żołnierzy, którzy przy zastosowaniu odpowiedniej taktyki defensywnej pokonali by ich bez problemów. Inne zaś, jak Polska Husaria, produkują się zbyt woln ponieważ w czasie, w którym stworzylibyśmy 4 jednostki podstawowej lekkiej jazdy, możemy wytworzyć tylko jednego Husara. Logicznie zakładając, Husar powinien być jednostką 4 razy silniejszą, prawda? Błąd, podstawowa siła ataku Husara to 13, podczas gdy zwykłego jeźdźca 8. Gra niestety wymusza spamowanie mapy jednostkami prostymi i szybkimi w produkcji, zamiast przygotowania jednej, konkretnej armii. Kolejnym mankamentem jest sztuczna inteligencja przeciwników. W kampanii pal licho, jeszcze jakoś to wygląda. Niestety, podczas losowych potyczek z AI  z ekranu wylewa się wręcz ich głupota. W mojej pierwszej potyczce zostałem zmieciony w 20 minut, bo przeciwnik wyszedł niesamowicie dobrą i zbalansowaną ekipą. W drugiej, sprowokowany małym oddziałem muszkieterów, w 20 minucie byłem z moja armia w mieście wroga, który miał na swoich usługach tylko luźno rozproszone grupki strzelców. Obie te potyczki zostały rozegrane na najniższym możliwym poziomie trudnośc. Same poziomy zostały oznaczone dość dziwnie, bowiem mamy do wyboru poziom normalny, trudny, bardzo trudny i niemożliwy.  Ale dobrze, załóżmy, że zależało to od ilości początkowych surowców. Czego jednak nie mogę zrozumieć, to fakt, że AI czasem głupieje przy kontakcie z wodą. Nie potrafią załadować swoich żołnierzy na statki transportowe, nie potrafią obronić się przed ostrzałem dużych statków. Dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której jednym dużym okrętem liniowym, przeznaczonym do ostrzału struktur i jednostek przy wodzie mogę ostrzelać małe galery, przeznaczone do podstawowej walki na morzu, zupełnie przez nie nie niepokojony. Rozumiem, że historyczni Kozacy nie mieli dostępu do szerokich wód, ale to jest lekka przesada. Na szczęście, twórcy biorą sobie do serca wszystkie zarzuty społeczności i wprowadzają systematycznie poprawki.

Gra jest szczególnie zła, jeśli chodzi o informowanie gracza o tym, co się dzieje z jego miastem. Na górze ekranu mamy pasek pokazujący nam, ile zasobów aktualnie posiadamy. Obok liczby w nawiasie podana jest informacja, ilu chłopów pracuje przy danym zasobie. Niestety, tytuł nie oblicza ilości zasobów które tracimy. Wiadomo na przykład, że wojsko i chłopi zabierają część żywności, podobnie jak mury potrzebują kamienia, by się nie rozpaść, o czym w ogóle nie jesteśmy informowani. Nie ma choćby czerwonego minusa z informacją o ilości straconych jednostek. Co gorsza, na początku gry, gdy nie wytwarzamy jeszcze żadnego zasobu, a nasze farmy nie są gotowe na zbiory, może się okazać, że zatrudniliśmy za dużo chłopstwa, które w końcu wyje całe jedzenie ze spichlerza zanim zaczniemy zbierać jego nadwyżkę. Tak trudno obliczyć różnicę i dać znać graczom? Jedyny zasób, który się odejmuje to złoto. Kiedy zatrudniamy na najemników, podobnie gdy budujemy okręty liniowe, pobierają oni część złota jako swoją gażę i wtedy dopiero gra raczy nas o tym poinformować… odejmując po prostu ilość chłopstwa pracującego przy złocie. Osobiście wolałbym, by nic nie robiła, zamiast być niekonsekwentna w swoich wyborach. Na dodatek nie wiemy z jaką prędkością w tej chwili działa. Nawet w starym Age of Empires 2 była mała informacja nad mini mapą z jaką szybkością toczy się w tym momencie rozgrywka. Ponadto, po skończonej rozgrywce nie dostajemy podsumowania. Żadnych wykresów, nawet głupiej punktacji. Nic. Na domiar złego punkty naliczane są losowo. W rozgrywce, którą wygrałem miażdżąc przeciwnika miałem ledwo 20 punktów mniej przed pierwszym starciem. W innej grze, dostałem po tyłku od AI , przed starciem z jego wojskami mając przewagę niemal stu punktów i będąc pewnym swego spokojnie budowałem swoje miasto. Tak trudno o podstawowe obliczenie potencjału militarnego i ekonomicznego i poinformowanie o tym gracza? Choć, będąc szczerym, po kilku ostatnich poprawkach ilość punktów wydaje się dokładniej oddawać stan wydarzeń na ekranie.

Czytając opinie o grze na temat grafiki, można odnieść wrażenie, że gra podzieliła społeczność na dwa obozy. Pierwszy obóz narzeka że nie spełnia ona dzisiejszych standardów, dla ludzi z drugiego obozu, jest przyjemna w odbiorze i nie przeszkadza. Cóż, oba obozy mają rację. Grafika dzisiaj nie zachwyca. Owszem, są wysokiej rozdzielczości tekstury, jest kilka opcji wygładzania ekranu i masa innych suwaków odpowiadających za jakość obrazu, jest wsparcie dla wysokich rozdzielczości, ale patrząc na grę gołym okiem widać, że czegoś wyraźnie brakuje. Jest po prostu biednie. Nie ma detali terenu, jakichś efektów, urozmaicenia. I tu wchodzi drugi obóz, argumentując przede wszystkim, że oprawa graficzna jest wierna oryginałowi. Co jest prawdą – o ile pierwsza część gry nie wyglądała specjalnie ładnie, nawet uwzględniając jej wiek, to Kozacy 3 odtwarzają wiernie jej koncepcję graficzną, podbijając rozdzielczość i dodając różnorakie efekty. Także, mając na uwadze, że jest to remaster, nie można oczekiwać nowoczesnych cudów w grafice. Tak samo jak nietaktem byłoby oczekiwanie od Age of Empires 2 HD grafiki na miarę wydanego stosunkowo niedawno Warhammer Total War. Więc jest ładnie, ale brakuje nieco detali, może jakichś mały spriteów, różnorodnych tekstur, czegokolwiek, by gracz nie był zmuszony do oglądania jednego odcieniu zieleni z miejscami delikatnie zmienonym tonem. Inaczej ma się sprawa z animacjami. Wyglądają dość… pokracznie, szarża Husarii nie przywodzi na myśl oddziału dobrze uzbrojonej konnej jazdy, tylko ludziki na drewnianych konikach. Tak samo jak pikinierzy nie przypominają żołnierzy zakutych w stal, z ostrymi jak brzytwa oszczepami, tylko małych pokraków z wykałaczkami. Oczywiście wiem, że twórcy musieli dostosować tytuł do różnych poziomów prędkości, ale mogli się trochę bardziej postarać. Tym bardziej, że animacje najładniej wyglądają na standardowym poziomie przyspieszenia, na którym nie da się efektywnie grać. Ale pomijając prędkość, w grze występują takie smaczki, jak animacja wioseł galery, która została totalnie spartaczona. Kiedy łódź płynie w kierunku południowym wygląda to tak, jakby została zapętlona w złym momencie i efekt końcowy jest krótko mówiąc, żałosny. Twórcom przydałby się chyba bilet na pokład galery i kilka lekcji wiosłowania. Poza tym wszystkie obiekty jednostek w grze, jeśli odpowiednio się przyjrzymy i zbliżymy ekran, wyglądają jakby lewitowały kilka centymetrów nad podłożem. Nie jest to na pewno zamysł celowy ani szczególnie zauważalny podczas wielkich starć, ale na pewno nie pomaga w pozytywnym odbiorze grafiki. Natomiast plusem gry i jej dość podstarzałej grafiki, jest optymalizacja. W miarę grywalnie mogłem ten tytuł odpalić na pięcioletnim laptopie z dedykowaną kartą graficzną.  Wymagania są dość niskie i dziś prawie każdy może odpalić tytuł.

Komputer do odpalenia Kozaków w dobrej jakości nie powinien kosztować więcej niż przeciętny smartfon z Chin.

Muzyka w grze jest klimatyczna i dobrze oddaje realia świata. Wprowadza barokową atmosferę połączoną z brudami ówczesnej Rzeczpospolitej i jej problemów z Kozakami, odzwierciedlając dobrze tło wydarzeń, dodatkowo nie odrzucając archaicznością. Dźwięki tła też są dobrze dobrane, choć mogłyby być bardziej różnorodne. Na minus na pewno zasługuje brak jakiegokolwiek dubbingu, w samouczku wszystkie kwestie są czytane, podobnie jak w kampanii. Wszechobecna cisza zbija z tropu i psuje klimat, bo aż prosi się o podkład jakiegoś dziarskiego Ukraińca, który łamaną polszczyzną tłumaczy cel misji.

Pomimo  tych wszystkich błędów, tych wszystkich niedociągnięć, tych małych irytujących detali, gra się o dziwo naprawdę przyjemnie. Grywalność tytułu jest niesamowicie wysoka, to dalej są te same świetne Kozaki, którymi zagrywaliśmy się jakiś czas temu. Dalej satysfakcjonujące są szarże Husarii niszczące w pył wrogie wojska, dalej z bananem na twarzy i wewnętrzną dziką satysfakcją oglądamy tysiące naszych żołnierzy zwierające szyki do ostatecznego starcia, dalej gra wymaga od nas bardzo strategicznego myślenia i odpowiednio szybkiego reagowania, dalej dostarcza nam niesamowitej frustracji, gdy przez własny błąd stracimy swoje wojska i wróg zacznie maszerować do stolicy. Magia Kozaków jest ciągle obecna i to widać za każdym razem gdy odpalamy grę. Jeżeli ten remake  ma być początkiem prawdziwego odświeżenia serii i ma przyczynić się do stworzenia nowej części Kozaków, godnej obecnej generacji komputerów, to ja jestem jak najbardziej za. Tym bardziej, że twórcy nie spoczywają na laurach i są bardzo aktywni w łataniu swojego produktu, więc wiele wymienionych problemów z grą może za jakiś czas po prostu być nieaktualnych. Tymczasem, idę skrócić kilku Rosjan o głowę moją niepokonaną i wierną Husarią.

Ostatnimi czasy trudno szukać solidnej, klasycznej strategii czasu rzeczywistego. Gatunek ten, niezwykle popularny na początku millenium, dziś ustępuje miejsca innym grom, mniej wymagającym strategiom, czy takim, w których nie zarządzamy bezpośrednio jednostkami. A szkoda, bo około piętnaście lat temu pojawiły się tytuły, które znalazły miejsce w sercach wielu graczy. Age of Empires 2, Empire Earth, Twierdza, Warcraft 3, Rise of Nations czy pierwsza część Kozaków. Czym Kozacy wyróżnili się na tle całej tej doborowej mieszanki? Przede wszystkim – epickością. Kiedy w Age of Empires do boju mogłeś rzucić co najwyżej 200 żołnierzy, w Kozakach taka liczba to ledwie pierwszy człon…

Werdykt

Ocena - 7

7

ocena

User Rating: Be the first one !

O Konrad Potempski

Amatorski recenzent, miłujący się w klasykach i grach indie. Choć i nowością nie pogardzę.

Sprawdź też

Call of Duty: Infinite Warfare (Sabotage DLC)

W swojej recenzji Call of Duty: Infinite Warfare trochę narzekałem na tryb multiplayer. Dało się …

  • Historyk

    Autor powinien trochę doczytać historię. Nie może walczyć w tej grze z bolszewikami, bo określenie to powstało dopiero w XX wieku.