Retro – DOOM

Ciekawych czasów dożyliśmy. Tak, jak każdy z nas co roku starzeje się, tak samo jest z grami. Mam nadzieję przedstawić w tym oto miejscu stare gry – gry w które zagrywać się mogli wasi ojcowie, a kto wie? Może sami jesteście ojcami lub niebawem nimi zostaniecie, a te gry, które tutaj w dziale Retro zobaczycie, sprawią, że będziecie chcieli do nich powrócić? 

Niech naszą inauguracyjną wstęgę przetnie zatem gra, która uważana jest przez wielu jako kamień milowy w rozgrywce komputerowej. Gra, która udowodniła, iż gry to nie tylko rozgrywka dla nerdów w piwnicy, lecz poważny biznes. Dumnie i skromnie chciałbym zaprezentować Doom’a!

A to było tak…
Nie tak dawno, bo ledwie miesiąc temu, premierę miała gra Doom. Był to restart serii. Wielu młodszych stażem graczy ma prawo nie bardzo wiedzieć o co chodzi. Jaki restart? Wszystkie Doom’y przecież kręciły się wokół chłopięcych instynktów i na nich najbardziej żerowały! John Carmack powiedział kiedyś: ”Fabuła w grach jest jak fabuła w filmie porno. Każdy spodziewa się, że gdzieś tam będzie, ale nie jest istotna”. ID Software mocno trzymała się tej dewizy, bo aż do czasów Quake II. Czasy Doom’a zaś to ten moment, gdzie gry posiadały już coś takiego jak fabuła. Czy to oznacza, że nie było żadnej fabuły w Doomie? Przeciwnie! Była! A jak się prezentowała? W myśl powyższej dewizy właśnie.

Otóż w bliżej nieokreślonej przyszłości Union Areospace Corporation – UAC rozpoczyna na księżycu Marsa, Fobosie (łac. Strach), eksperymenty z teleportacją. Coś, co ma się stać dla ludzkości kolejnym krokiem milowym, sprowadza na nich piekło. I to dosłownie. Otóż w wyniku pomyłki lub też celowego działania, teleport, zamiast wysłać coś z punktu A do punktu B, jak chcieli tego twórcy, połączył się z piekłem właśnie, a z tego piekła zaś wypełzły demony. Nasz zesłany za karę Marine musi się przedzierać przez kolejne poziomy, aż do dna piekieł, gdzie zmierzyć będzie się musiał z samym diabłem.

Fabuła jak widać nie jest szczególnie górnych lotów, ani szczególnie ambitna, ale mimo to gra sprzedała się znakomicie, tak dobrze, że udowodniła właśnie to, o czym pisałem na początku – gry to nie tylko rozgrywka dla nerdów, to też poważny i dochodowy biznes.

Tutaj rodzi się proste pytanie- dlaczego zatem gra, której fabuła była prosta jak konstrukcja cepa, nagle okazuje się sukcesem i hitem? Hitem, który doczekał się ekranizacji (nędznej swoją drogą) oraz kontynuacji?

(Modyfikacja Brutal Doom dodająca kopnięcie)

Bo gra żerowała na najprymitywniejszych, chłopięcych instynktach i całość sprowadzała się do szerzenia rozpierduchy, ale za to w najwyższym stylu. Nasz protagonista dysponował paletą narzędzi, które pomagały czyścić mu kolejne korytarze i pomieszczenia z wrogów, a używanie tych zabawek było satysfakcjonujące. W arsenał podstawowy wchodził pistolet oraz kastet. Bardzo szybko jednak zdobywaliśmy naszą pierwszą, poważną broń- shotguna. Nie dość, że broń miała najlepszą animację przeładowania przez bardzo długi czas, to jeszcze czuć było jej moc. Dalej już z górki- działko gantlinga, świecące nowością i aż proszące się o wpakowanie zapasu amunicji we wroga, wyrzutnia rakiet no i oczywiście bronie bardziej futurystyczne. Karabinek plazmowy no i największą broń, znak rozpoznawalny BFG 9000. Kula czystej energii rozpaćkiwała wrogów w cudowny sposób przerabiając ich na mielone. 
Był też oręż ostateczny, dzieło doskonałe. Mianowicie piła łańcuchowa. To było to, rewolucja na którą czekali gracze, a mordowanie wrogów nie było jeszcze nigdy tak cudowne i intymne jak wcześniej.

Poza tym dochodzą kolejne elementy, bo nie oszukujmy się, nie samymi broniami człowiek żyje. Wrogowie byli sprytni, potężni lub słabsi. Pełne zróżnicowanie. Do tego byli istotnym połączeniem technologii z czarną magią w wyniku której powstały potwory posiadające broń palną, a będące demonami. 

Kolejną rzeczą jest zaawansowany jak na tamten czas silnik. Twórcy wyciągnęli z niego ile się tylko dało, ale i tak miał swoje mankamenty. Nie można było na przykład ustawić jednego pomieszczenia nad drugim. Całość świata była też strasznie płaska (było skalowanie, ale jeśli stanęliśmy na jednej linii z potworem, na różnych wysokościach to potwór i tak obrywał). Jednak za to oferował coś, czego nie oferowała do tej pory żadna inna gra! Miodną grafikę, tak realistyczną! Nawet dzisiaj wystarczy podbić rozdziałkę i na tę grę da się patrzeć. Przeszło ćwierć wieku temu obraz zabijał.

A za obrazem idzie dźwięk. ID Software zerżnęło utwory takich wykonawców jak Slayer czy Alice In the Chains konwertując je na format dźwiękowy. Każdy, o ile ktoś miał kartę dźwiękową co w tamtych czasach nie było ani standardowe, ani oczywiste, mógł cieszyć się brzdękaniem i bez problemu mógł odnaleźć konkretne tytuły. Prawnik i kompozytor firmy ID, Robert Prince, wiedział też, że od strony prawnej wszystko było w porządku więc… ID się za to upiekło! A co z innymi dźwiękami? Właściwie to były i to na niespotykanym do tej pory poziomie! Odgłosy potworów, huk wystrzałów- w tamtym okresie robiło to wrażenie jak Matrix w 99. Po prostu miażdżyło i wgniatało w podłogę.

(Modyfikacja Brutal Doom zamieniająca pistolet na karabin maszynowy)

Dzisiejsze produkcje są strasznie liniowe i Doom to idealnie pokazuje. Sama gra zachęcała do tego, by eksplorować, szwendać się, badać ściany i szukać sekretów. Ktoś widział miasto w jakiejś strzelance? W drugim Doomie też było! I tak możemy długo wymieniać. No ale nie tylko eksploracją, przeciwnikami i broniami człowiek żyje. Bo o przeżycie było w tej grze ciężko, szczególnie na późniejszych etapach i na wyższych poziomach trudności. 

Do dyspozycji gracza oddano apteczki, napoje zwiększające jego zdrowie o ponad 100% (zdrowie było wyrażane procentowo), jak i pancerze, które redukowały otrzymywane obrażenia. Właśnie ta redukcja była wspaniała. Dajmy na to, obrażenia z shotguna wynoszą 24 punkty. Z pancerzem obrywaliśmy 12 procent życia i tyleż samo pancerza – ale życie też nam schodziło. Dopiero później i to dużo później wprowadzono zasadę „Najpierw pancerz, później życie”. Całość sprowadzała się do tego by przetrwać, szukać pancerzy, zapasów amunicji. 

Gra już jest stara, a jednak wciąż żywa. Po dziś dzień działają grupy moderskie, które zmieniają tę grę w sposób nie do poznania. Ze słynniejszych modów jakie są popularne poleciłbym brutal Doom’a, który trochę unowocześnia rozgrywkę, ale nie zmienia jej klimatu.

Reasumując. Doom w swojej debilnej koncepcji prucia do wszystkiego co się rusza, zapewnił sobie doskonałe wyniki sprzedażowe. Na moment ukazania się gry, wszyscy byli strasznie pod wrażeniem realności produkcji, ogólnego odczucia jakie niosło za sobą i generalnie – nie było osoby, która nie chciała zagrać, spróbować i samemu doświadczyć radosnej, niczym nie zmąconej łupaniny. Prawie trzy miliony sprzedanych egzemplarzy muszą robić wrażenie. 
Tutaj dochodzimy do końca naszego artykułu, ale spokojnie. Jest cała masa innych gier, wartych zapamiętania, a niebawem i o nich skreślę kilka słów. A tymczasem pamiętajcie: Warto grę nabyć i samemu zanurzyć się w niebezpiecznym świecie, zejść do piekła i… zobaczyć, czym się starsi gracze jarali, będąc pryszczatymi młodzikami.

O Błażej Pawełczyk