Anarcute – słodki ruch oporu.

Złe korporacje postanawiają zawładnąć największymi miastami naszego świata. Kontrolują teraz wszystko co cenne, media i policję. Może być coś gorszego? Chyba tylko poddanie się! Bierzemy więc sprawy w swoje ręce i wkraczamy w cukierkowy świat produkcji Anarcute.

Zostajemy istnym przodownikiem, dowódcą i koordynatorem całego przedsięwzięcia, jakim jest wyzwolenie okupowanych miast przez szatańskie firmy. To naszym zadaniem będzie zbieranie zwolenników i dbanie o jak najlepszą zabawę podczas zamieszek. Jednym słowem –  rozróba.

20160629153442_1

Jesteście gotowi na wejście w zwariowany, kolorowy i pełen niesfornych buntowników, świat? Może zacznę nietypowo od oprawy graficznej, jaką producenci zaprezentowali nam w Anarcute. Prosta, mało poligonowa grafika, utrzymana bez żadnych skomplikowanych tekstur – w większości lokacji, przedmioty a nawet „ludziki” składają się tylko z kolorów. Żadnych zbędnych tkanin, włosów, teselacji na ścianach czy skomplikowanego systemu oświetlenia i cieni. Bardzo podoba mi się tu kolorystyka. Miasta są utrzymane w szaro-burych klimatach, przeciwnicy zawsze są ciemni i tutaj wchodzimy my, cali na biało – a raczej kolorowo. Nasi sprzymierzeńcy, którymi kierujemy podczas rozgrywek, są świetnie ubrani w rażące oczy kolory. Daje to całkiem fajny kontrast i podkreśla cukierkowatość całej gry.

Żeby zwiększyć zawartość cukru w cukrze,  buntownicy to słodko odwzorowane zwierzęta. Prawda, że nie ma nic bardziej rozczulającego niż grupka różnych zwierząt, która rozwala po drodze całe miasto i niesie ratunek uciśnionym? Nasi mali pomocnicy to najbardziej rozbudowany element gry. Pokonując różne poziomy, możemy odblokować to coraz nowsze stworzenia, a potem dowolnie edytować naszą drużynę. Kto by nie chciał, dowodzić ekipą stworzoną z samych ognistych pand albo krokodyli? Dodajmy do tego różne kolory ubrań i dodatków, a tworzy się pokaźny zestaw do personalizacji rozgrywki pod nasze upodobania.

20160704204239_1

Niestety, tutaj pożytek z wyboru kompletnie się kończy. Różne zwierzaki nie mają żadnych dodatkowych umiejętności, przez co oprócz ich wyglądu, ganianie za nimi po mapie nie ma sensu. Po kilku razach, przestałem nawet myśleć o spersonalizowaniu ich. Po prostu – były jakie były i  jakimi je odkryłem, takimi grałem. Szkoda, że poprzestano tylko na kosmetyce. Byłoby to całkiem fajne urozmaicenie rozgrywki, która opiera się na jednym i tym samym schemacie.

Startujemy z pewną, ustaloną z góry, liczbą zwierzątek a naszym głównym zadaniem jest oczyszczenie mapy z policji i zajęcie konkretnych punktów. Różnie nazwanych, czasami są to flagi, przyciski czy całe komisariaty. Twórcy walczą i dodają coraz to nowe przeszkadzajki, co ileś poziomów, ale zasada działania każdej mapy jest taka sama. No dobrze, jestem trochę nieuczciwy, bo zdarzają się poziomy iście skradankowe, gdzie zaczynamy grę z jednym zwierzakiem i musimy przedostać się z punktu A do B, lecz w połowie zabawy znów do kontroli, dostajemy grupę krwiożerczych bestii.

20160706171958_1

Doszedłem tutaj do największej bolączki tej gry, czyli zupełnie skopanego sterowania. Jak nie macie pada nawet nie podchodźcie. Autorzy Anarcute nie pomyśleli nawet o normalnym sterowaniu na zestawie klawiatura + myszka. Zresztą, zobaczcie sami na screenie poniżej. Kto normalny ustawia domyślnie takie sterowanie?! Przecież to idzie połamać sobie mózg, próbując wyprostować ten chory schemat klawiszy. Do tego obracanie i wskazywanie ruchu, więcej niż kilku jednostkom, jest niewykonalne. Na padzie również nie jest za kolorowo. Całe poruszanie się dużej grupy żyjątek nie zostało zbyt dokładnie przemyślane. Nawet jeśli uda nam się je okiełznać i ustawić w miarę jednym kierunku, pojawia się kolejny duży i nie do pokonania, problem. One nie chcą się zbić w jedną kupkę i wbrew logice(w końcu „w kupie siła”), rozpraszają się po dosyć dużym terenie. Można dostać nerwicy, gdy oglądamy śmierć kolejnych zwierzaków podczas zwykłego omijania min czy przeskakiwania obok zabójczych snajperów. Nie dociera do mnie, jak można było to tak popsuć i nie dopracować.

ajix0ak

Teraz , kiedy wymieniłem problemy, przejdę do samej rozgrywki i systemu upgrade umiejętności specjalnych. Bo i takie cuda tutaj twórcy upchnęli. Biegając beztrosko, łapiąc co się da i niszcząc najróżniejsze obiekty na mapie. Rzut samochodem, wybuchającą cysterną, znakiem czy rowerem – wszystko co wpadnie nam w ręce służy napędzaniu naszej grupy zniszczenia. Najgorszym naszym wrogiem jest sterowanie i tracenie cennych ilości zwierzaków. Samotnie są praktycznie bez szans z dowolnym przeciwnikiem. Przewaga jeden do dziesięciu przy walce w ręcz obowiązkowa. A i tak czasami tracimy jedną czy dwie sztuki po takim pojedynku. Liczba naszych zwolenników totalnego rozpierdolu jest o tyle ważna, że służy do odblokowywania umiejętności specjalnych. Wśród nich niektóre są mniej potrzebne, ale znajdzie się kilka lepszych opcji. Mamy całkowicie bezużyteczne stąpanie, po którym teoretycznie przeciwnicy powinni zostać ogłuszeni – nie do użycia, trzeba podejść zbyt blisko by miało to jakikolwiek sens. Całkiem niezły „zryw”, który pozwala szybko przemieścić do przodu, jednocześnie sporą ilość naszych zwierzaków. Szkoda tylko, że rozpraszają się już po samym użyciu, często wpadając na miny i inne pułapki. Najciekawszą z możliwych opcji  jest przewalanie budynków i ich niszczenie. Jednak wymaga to dużej ilości żyjących małych sprzymierzeńców. A utrzymywanie ponad czterdziestu cały czas przy życiu nie jest ani proste ani ciekawe.

20160704203639_1

Kiedy już przemierzymy całe miasto i oczyścimy je z tych wszystkich złych policjantów, przejmiemy ich komisariaty i jakieś tam flagi i punkty, przychodzi walka z bossem. Walka, która w porównaniu do tego do czego przyzwyczaiła mnie już gra, okazała się długa i boleśnie łatwa. Pierwszym bossem był latający wielki komisariat policji, który strzelał rakietami. Wystarczyło je łapać i rzucać w jego stronę. Od tyle, zero skupienia, zero problemów i tak za każdym razem. Po skomplikowanych i prawie nie do przejścia poziomach, finałowe walki w Anarcute są dobre na odprężenie ale strasznie bezpłciowe.

Czuję, że gra o wiele bardziej nadawała by się na smarfony niż na komputer. Niegrywalna całkowicie bez dodatkowego kontrolera, miałaby spore szanse przy dobrym ustawieniu dotykowego sterowania na ekranach komórek. Nie jest też mocno przyciągającą do ekranu grą, dawkowałem sobie po trzy-cztery poziomy z każdego miasta wieczorem i grało się całkiem przyjemnie. Jednak przy dłuższych posiedzeniach, wychodziły problemy związane z Anarcute. Wspomniane słabe sterowanie, niedopracowania związane z umiejętnościami i sam system kontroli naszych buntowników. Wszystkie to mocno obniża radość z zabawy, co przekłada się oczywiście na taką ocenę.

Złe korporacje postanawiają zawładnąć największymi miastami naszego świata. Kontrolują teraz wszystko co cenne, media i policję. Może być coś gorszego? Chyba tylko poddanie się! Bierzemy więc sprawy w swoje ręce i wkraczamy w cukierkowy świat produkcji Anarcute. Zostajemy istnym przodownikiem, dowódcą i koordynatorem całego przedsięwzięcia, jakim jest wyzwolenie okupowanych miast przez szatańskie firmy. To naszym zadaniem będzie zbieranie zwolenników i dbanie o jak najlepszą zabawę podczas zamieszek. Jednym słowem -  rozróba. Jesteście gotowi na wejście w zwariowany, kolorowy i pełen niesfornych buntowników, świat? Może zacznę nietypowo od oprawy graficznej, jaką producenci zaprezentowali nam w Anarcute. Prosta, mało poligonowa grafika, utrzymana bez…

Werdykt

Ocena - 5

5

ocena

O Marcin Wata

Lubię gry Indie, które totalnymi Indiami nie są. Przepadam za ładną grafiką, która piksele swe ukazuje. Lubię focić bez selfików. No i czasami coś uda się napisać. Napisz do mnie na adres m.wata@vg24.pl

Sprawdź też

Hybrid Animals – recenzja wczesnego dostępu

Ludzie mają różne marzenia i ambicje. Niektórzy pragną tego, by na całym świecie panował pokój …